Nowe okulary

Nowe okulary

Ludzie się męczą, zawsze się męczyli i będą się męczyć. Ludzki los. Tylko teraz o wiele więcej o tym wiemy, również dzięki internetowi. Poza tym każdy jest obecnie ważny, więc godne szacunku jest cierpienie każdego. Kto się kiedyś przejmował cierpieniem niewolników czy chłopów pańszczyźnianych? Więcej jest też cierpienia, gdyż dłużej żyjemy i długo umieramy, dzięki postępowi medycyny. Mówi się, że facebookowe kontakty, chociaż liczne, są powierzchowne. I tak, i nie. Ludzie w internecie szepczą o swoich problemach i chorobach i są wtedy bardziej szczerzy niż przy spotkaniu w cztery oczy. Przy okazji widać, że nie ma prawie ludzi szczęśliwych. W „Antypamiętnikach” André Malraux czytam fragment, w którym pisarz pyta księdza: „– Co ze spowiedzi nauczył się ksiądz o ludziach? – Widzi pan, spowiedź nie uczy niczego, bo kiedy się spowiada, człowiek jest kim innym, działa Łaska. A jednak… Przede wszystkim ludzie są znacznie bardziej nieszczęśliwi, niż się myśli. Poza tym – w nocy pełnej gwiazd wzniósł ramiona drwala do góry – poza tym w gruncie rzeczy nie ma ludzi dorosłych”. A i tak wszyscy są skazani, by przestać istnieć. Sprawdziłem w internecie – jeśli można mu wierzyć, to każdego dnia na naszej planecie umiera 148 tys. ludzi, średnio w ciągu sekundy gasną dwa istnienia. Czyli gdy się powie „raz”, umiera dwóch ludzi, a każdy z nich miał jakieś swoje życie: ssał pierś, bawił się klockami, kochał, słuchał muzyki. Uparcie chwalę Facebook, każdy może do każdego trafić na złe, ale częściej na dobre.

Pisze do mnie nieznajomy, czy przypominam sobie z klasy Leszka. Tak, duży, korpulentny. To jego syn do mnie się odezwał – Leszek zmarł dwa lata temu. Nigdy nie przychodził na nasze spotkania klasowe, więc umknął mi jego los. Syn pisze, że był kelnerem w hotelu Forum, w 1982 r. potrącił go samochód, kilka złamań, uszkodzenie głowy. Cierpiał od tego czasu na epilepsję. Zaczął pić i wpadł w nałóg. A jego syn się odzywa, bo Leszek pokazywał mu mój tomik wierszy i mówił, że się cieszy, że chodził ze mną do jednej klasy. Myślę: losy ludzkie… Smutno mi, ale też czuję jakieś metafizyczne poruszenie.

Już cztery osoby z mojej klasy nie żyją. Nie żyje także dwójka dzieci moich klasowych koleżanek, dwie dziewczyny, jedna zabiła się na motorze, druga miała śmiertelny atak astmy, gdy płynęła promem do Szwecji. I to już drugi kolega z klasy był kelnerem. Przypomina mi się niezwykłe spotkanie w Sztokholmie. Jadłem kolację na starym mieście w restauracji naprzeciw Akademii Noblowskiej, serwowali tam pyszne szaszłyki rybne. Byłem z Adamem Heymowskim; niezwykła postać, wyemigrował z Polski po wojnie. Miał w sobie szlachecką jowialność, a pracował na zamku, był osobistym bibliotekarzem szwedzkiego króla. Obsługiwał nas brzydki, okazały blondyn. Mówię do niego po angielsku, a ten do mnie: „Panie Jastrun, możemy mówić po polsku”. Tak odnalazł się Waldek, kolega z klasy. Upierał się, by mi mówić pan, taki ważny mu się wydałem w Sztokholmie jako dyrektor Instytutu Polskiego.


Na stacji Orlenu rzucam okiem na okładki pism prawicowych, które zasłaniają pisma liberalne, tak jak zarządził pisowski szef firmy. Widzę „Do Rzeczy”, na okładce: „Nadciąga dyktatura LGBT. Jak się przed nią bronić?”. Obok „W Sieci”, na mrocznej okładce: „A jednak był trotyl”. To rewelacje o katastrofie smoleńskiej. Jest zbrodnia kłamstwa.


Kuzynka z Londynu pisze mi o wielkim marszu przeciw brexitowi: „To już dawno przestała być bitwa o Europę, teraz jest walka bigoterii ze zdrowym rozsądkiem. Marsz był rewelacyjny, najlepszy w nim moment podczas podróży autobusem do centrum: autobus pełen ludzi z plakatami, pozdrawiają się nawzajem. Wchodzą trzy młodziutkie muzułmanki w hidżabach, też z plakatami. Cały autobus uśmiecha się do nich, robiąc więcej miejsca. Na Piccadilly wysiadamy: ciemnoskóry przystojniak podaje rękę muzułmankom, by mogły łatwiej wysiąść. Małe dzieci ze słodkimi hasłami. Staruszki na wózkach inwalidzkich. Humor, pogoda ducha. I przekonanie, że takiego poczucia wspólnoty nic nie zniszczy”. Podobne emocje jak w Polsce.


Antoś, mój 12-latek, od wczoraj na scenie życia występuje w okularach. Ładnie w nich wygląda. Przegapiliśmy, że kiepsko widzi. A on przyzwyczaił się, dla niego kiepsko było dobrze, nie miał porównania. Gdy założył okulary, przeżył szok, że świat wygląda inaczej, wyraźniej – mówi, że jak na filmie 3D. Iluż ludzi nigdy się nie dowie, że czegoś nie widzą, nie czują. I że tak niewiele trzeba, by było inaczej.

Wydanie: 14/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy