Znowu pośpieszna reforma

ZAPISKI POLITYCZNE
Wielu polityków robi ostatnio kariery na strachu przed narastającą przestępczością – na czym także zarabia całkiem nieźle potężna sfora pismaków, różnych zdolności. Społeczeństwo zostało przekonane, że wszystkiemu winny jest nowy kodeks karny, bo jest liberalny ponad wszelką rozumną miarę i – co nie jest wprawdzie wybijane na pierwszy plan – uchwalony siłami poprzedniej koalicji SLD-PSL. Skoro fali zbrodni i okrucieństwa winny jest ten kodeks karny, należy go szybko zmienić, znowelizować, głównie zaostrzając wymiar pożądanych kar. Nowy minister sprawiedliwości zabrał się szybko do pracy i, niedługo po objęciu urzędu, zaprezentował zdumionemu Sejmowi 500 poprawek nowelizujących stary zespół norm prawa karnego. Na uchwalenie tej lawiny zmian zostało naszemu, kończącemu bieg, parlamentowi zaledwie kilka miesięcy.
Wraz z projektami pojawiły się – prócz zachwytów i zapewnień, jak to będzie dobrze i pięknie, gdy te wszystkie, na chybcika uchwalone zmiany, wejdą w życie i zaczną profitować – także nieliczne głosy rozsądku, wskazujące na poważne mankamenty nowej filozofii zaostrzania kar bez chęci i możności podejmowania innych środków ograniczających wzrost przestępczości.

Teza, iż wszystkiemu winne jest nowe, zbyt liberalne prawo, jest kłamliwa. Po pierwsze, uczciwa analiza obowiązującego od niedawna zespołu norm prawa karnego pozwala wykazać, iż nowe prawo wcale nie jest takie dobroduszne, jak twierdzą jego przeciwnicy, choć istotnie – w kilku przypadkach – złagodzenia wymiaru kary poszły zbyt daleko, jakby rozmijając się z narastającą falą pewnych przestępstw. Warto jednak pamiętać, że grono prawników pracujących nad nowym prawem kierowało się tendencjami przeważającymi w Unii Europejskiej, ponadto, mając ciągle za sobą brzydki cień systemu prawnego państwa realnego socjalizmu, kraju surowych norm i przepełnionych więzień.
Po drugie, nie wolno zapominać, iż nasza trudna, wręcz dająca liczne, tragiczne skutki, transformacja ustrojowa namnożyła bez umiaru przyczyn wzrostu przestępczości. Cóż, miliony ludzi żyją w nędzy nieznanej w Polsce od czasów Wielkiego Kryzysu. Bezrobocie osiąga europejskie szczyty. Rozwarstwienie społeczeństwa też bije rekordy zarówno w historii naszego kraju, jak i państw Europy, co stwarza nieosiągalne, lecz chwytliwe wzorce życiowe, dla osiągnięcia których warto zaryzykować kryminał, tym bardziej że policja nikomu, jak dotąd, jeszcze niestraszna, choć zaczyna być widoczna wyraźna poprawa jej pracy. No i najgorsze ze wszystkiego – telewizje: wzorcotwórcza, publiczna i ta, chciwa na zyski, komercyjna – ładują w młodzież, żądną podniet, dzień w dzień, kilometry taśm filmowych ze scenami okrucieństwa, gwałtu, przemocy, brutalnych mordów i co tam jeszcze potrafią wymyślić uzdolnieni producenci.
O zagrożeniach naszego systemu wartości mówi się słowami potępiającymi dziś, ale na początku przemian ustrojowych istniała faktyczna zgoda na fortuny osiągane nieuczciwą drogą. Spytałem kiedyś w Sejmie wybitnego speca od prywatyzacji, czy aby nie obawia się, że majątek państwowy jest wyprzedawany za pieniądze nabyte nieuczciwie, krótko mówiąc, kradzione? Odpalił mi arogancko: Jakaż to różnica? Kradzione, czy nie, ważne, żeby był prawdziwy właściciel.
Pełne opisanie wszystkich przyczyn sprawiających, że tak wielu ludzi w Polsce albo już doznało skutków pełnej demoralizacji sporej części społeczeństwa, albo może się spodziewać grabieży swego mienia, szczęśliwie – gdy bez uszczerbku zdrowia, bądź nawet życia – zajęłoby grubą ryzę papieru. Specjaliści od prawa karnego wiedzą też, iż zapobieganie przestępczości musi kosztować i to sporo.
Potrzebne są duże, może nawet olbrzymie, środki na wychowanie młodzieży – każdej, lecz tej zagrożonej w szczególności. Potrzebna, ba, konieczna jest dla tej młodzieży praca nadająca sens i cele życiowe. Nieodzowne są zakłady karne resocjalizujące. Nie wystarczy naładować do więzień tłumów przestępczej młodzieży i liczyć, że jak swoje odsiedzą i odcierpią, wyjdą na ludzi. Raczej nauczą się zbrodni. Wyjdą jako fachowi przestępcy. Samo przebywanie w zatłoczonych celach jest swoistą torturą. Jeśli tyle uwagi poświęcamy ochronie zwierząt przed cierpieniami, to losem ludzi przejmujemy się mniej. Zwracam szczególną uwagę na przeładowanie więzień. Naczelnicy tych zakładów alarmują, że brak im już miejsca na świetlice i pracownie, na pracę wychowawczą, a bez niej zło tkwiące w naturze tych ludzi – co udowadniają wyroki, jakie otrzymali – zamiast przycichać, będzie się rozwielmożniać. Mam jeszcze jeden, czysto osobisty powód, by przywiązywać wagę do przeludnienia cel więziennych. Spędziłem sporo dni w różnych kryminałach. Były to ciężkie chwile w czasach mojej młodości, lecz najgorzej odczuwałem – i tkwi to we mnie do dzisiaj – pobyt w więzieniu białostockim, gdzie w 20-osobowych celach sowieci trzymali nas po 80. Innym razem siedziałem w celi 300-osobowej, ongiś były tam warsztaty więzienne. Wspominam te dni gorzej niż godziny śledztwa, gdzie nie szczędzono nam atrakcji.
Gdy teraz dokładam do mojej wiedzy prawniczej tamte wspomnienia, nie mam wątpliwości, że obecna reforma prawa karnego, zapewne potrzebna w granicach zdrowego rozsądku, jest poważnie zagrożona tym samym chciejstwem, jakby to nazwał Melchior Wańkowicz, co cztery osławione reformy AWS-u, potrzebne przecież, ale zrealizowane tyleż z potrzeby reformowania państwa, co z chęci wydobycia z nich reklamiarskiego blasku, mającego promować koalicję AWS-UW.
Nie wierzę także, a wszak znam możliwości dobrej i bezbłędnej pracy Sejmu, by w czasie, jaki pozostał parlamentowi na uchwalenie zmian w kodeksach i jeszcze mnóstwa innych ustaw, udało się uniknąć poważnych błędów legislacyjnych.

21 lutego 2001 r.

Wydanie: 9/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy