Kpiny z Polek

Kpiny z Polek

Jaka jest różnica między apelem a ingerencją? Dla polskiej prawicy apel jest wtedy, gdy my czegoś żądamy od Łukaszenki albo od Chińczyków w sprawie Tybetu. A ingerencja? Na dodatek bezprzykładna albo bezczelna – jest wówczas, gdy komisja Rady Europy apeluje o dopuszczenie aborcji w Polsce oraz w Irlandii, Andorze, na Malcie i w Monako. Bo z tym egzotycznym towarzystwem łączy nas podobne, bardzo restrykcyjne prawo aborcyjne. Po reakcji na apel rady widać, że mamy gorliwych zwolenników tego prawa. I ochocze obrończynie tej haniebnej ustawy, które bagatelizują raport. Dla posłanek Szczypińskiej (PiS) i Radziszewskiej (PO) nie ma przecież żadnego problemu. Wręcz odwrotnie. Polska skutecznie uporała się z problemem aborcji, bo przecież według najnowszych informacji rządowych w 2006 r. było tylko 340 legalnych aborcji. Toż to dla państw Unii niedościgły model. I pewnie jest to modelowy przykład. Przykład niebywałego cynizmu i kpiny ze społeczeństwa. Od wielu lat kolejne rządy podają takie dane, wiedząc, że kwitnie czarny rynek aborcyjny, a liczba nielegalnych zabiegów sięga 200 tys. Ukrywanie prawdy stało się narodową specjalnością. U nas nie ma aborcji, podobnie jak nie ma pedofilów w sutannach.
Komisja Rady Europy zobaczyła z daleka to, czego z bliska nie chce zobaczyć prawica wszelkich odcieni. Tam widzą, jak łamane są w Polsce prawa człowieka. I wiedzą, ile krzywd i cierpień przyniosły kobietom represyjne przepisy. Ustawa z 1993 r. okrzyknięta została kompromisem. Himalaje obłudy! Jakiż to był kompromis? O kształcie ustawy zadecydowali politycy w negocjacjach z Kościołem. Prawa kobiet przehandlowano za poparcie Kościoła w sprawach Unii Europejskiej. Lewica wykazywała się wówczas silną mieszanką oportunizmu i kunktatorstwa. Jej ugodowość, by nie rzec ideowe tchórzostwo nie wpłynęły na postawę Kościoła, który rok temu, za rządów PiS, chciał represyjne przepisy jeszcze bardziej zaostrzyć, żądając wpisania ochrony życia poczętego do konstytucji. Wówczas Kościół nawet nie wspominał o kompromisie. Przegrał, bo postawił na złego konia. Tym bardziej teraz nie wolno już kontynuować tej wieloletniej obłudy.
Rację ma lider LiD, Wojciech Olejniczak, który mówi o tym, że ten rzekomy kompromis przechodzi do historii. Lewica nareszcie domaga się zmiany ustawy aborcyjnej i uznania prawa kobiet do decydowania o macierzyństwie. Lewica jest za prawem do in vitro i badaniami prenatalnymi.
Dziwne, fikcyjne prawo uchwalone 15 lat temu pod dyktando prawicy zupełnie nie przystaje do dzisiejszego społeczeństwa. Młodszego, bardziej wykształconego i lepiej znającego świat i swoje prawa. To prawo musi być zmienione. I będzie! Wiem, że nawet jeśli w tym parlamencie nie da się tego zrobić, to do następnego Polki (i Polacy) wybiorą takich polityków, którzy nie będą kontynuować eksperymentu na ich zdrowiu i życiu. Będzie wówczas szansa, by i polskie kobiety weszły wreszcie do Unii. Z pełnią tych praw, jakie od dawna mają Europejki.

Wydanie: 14/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy