Co to jest prawda?

Żyjemy w świecie, który jest ogromnym skotłowaniem zaburzeń, wpływających na siebie wzajemnie w trudny do rozpoznania sposób. Znajdujemy się na obszarze bardzo daleko posuniętej swobody wypowiedzi, co w efekcie powoduje potworną wrzawę. Im poważniejsze jest jakieś wydarzenie, tym więcej pojawia się, często sprzecznych wersji tego, co zaszło. Akcje terrorystyczne jednych są bohaterskim męczeństwem innych. Zyski oligarchów wtrącają ogromne rzesze ludzi w nędzę i powolne konanie. Do niedawna jeszcze toczyły się zacięte spory o to, czy klimat Ziemi się ogrzewa, a ponadto, co jest przyczyną tego zjawiska i wreszcie, jakie mogą być jego konsekwencje. Demografowie przerażali nas obrazem planety już w połowie nowego wieku przeludnionej i przez to choćby tylko zmierzającej do katastrofy. Natomiast ostatnio panuje zupełny odwrót od tej ponurej wizji i zgodnie z prognozami ludność Europy będzie się zmniejszała, ponieważ zmniejsza się przyrost naturalny.
W krajach totalitarnych, takich jak Sowiety, dozwolona i ogłaszana była jedna wersja rzeczywistości. Wątpiących w tę oficjalną prawdę czekał los więźniów obozowych. Teraz każda z wielkich spraw mieni się cała w otoku najrozmaitszych wariantów i normalnemu, inteligentnemu człowiekowi niełatwo jest odróżnić prawdę od zmyśleń. Pojedynczy głos, rozbrzmiewający w powszechnie wymuszonym milczeniu, jest przynajmniej dobrze słyszalny, natomiast tam, gdzie jesteśmy atakowani przez dziesiątki rozmaitych opowieści, raportów i prezentacji rzekomo jedynej, autentycznej wersji wydarzeń, można po prostu zatracić orientację. Skłóceni są politycy, zwaśnieni ekonomiści, wadzą się historycy i właściwie jedyną rzeczą pewną w przewidywaniu przyszłych dziejów politycznych świata jest nasza całkowita ignorancja, którą nauka ścisła odwołuje do teorii chaosu: drobne lokalne wypadki mogą mieć nieobliczalne, nawet w rozmiarach wojen i zagłady konsekwencje.
Jedna rzecz wydaje mi się niestety wielce prawdopodobna. Chociaż ludzkość rozrosła się i przekroczyła sześć miliardów osobników, ważę się na twierdzenie, że ilość klęsk, kłopotów, zmartwień i krótkich rozbłysków radości przypadająca na jednostkę jest w historii prawie taka sama. Krótko mówiąc, może się nam żyć łatwiej i wygodniej niż naszym praszczurom, ale nie jesteśmy od nich szczęśliwsi, ponieważ ludzka kondycja pozostaje niezmienna.

25 marca 2002

Wydanie: 13/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy