Co pisał Zieliński (II)

Dwa tygodnie temu opisałem, jak Andrzej Piskozub wydał po pięćdziesięciu latach napisane podczas okupacji w Niemczech dwa ostatnie tomy ”Religii świata antycznego” wielkiego polskiego znawcy antyku Tadeusza Zielińskiego. O samej książce nic natomiast nie napisałem i niewiele mogę napisać teraz, bo to jest 1100 bardzo treściwych stron. Piąty –  ”Religia Cesarstwa Rzymskiego” i szósty – ”Chrześcijaństwo antyczne”.

Zieliński przeprowadza w nich tezę, że prawdziwym fundamentem chrześcijaństwa i jego Starym Testamentem jest hellenizm, jako ”religia radości”, także dobra, piękna i miłości. Kluczowym obrazem jest tu homerycka ‚psychstazja”, czyli ważenie losów, teraz nie Hektora i Achillesa, ale Jowisza i Jezusa. Wedle autora, chrześcijaństwo nie jest hebrajskie, ale pogańskie, przez swoje ideały i zmysłową stronę kultową. Ten mechanizm jest, naturalnie, o wiele bardziej złożony, przedtem musiało dojść do hellenizacji Rzymu, a potem do dejudaizacji samego chrześcijaństwa. Zieliński odcina się całkiem od rozważania historycznego Chrystusa, wybiera legendę, bo to ona była siłą stwórczą przez tysiąclecia.

Cóż. Nie jest to materia, która mogłaby się zmieścić w felietonie. Sam bylem pod ogromnym wrażeniem innego dzieła Zielińskiego, mianowicie ‚Hellenizmu i judaizmu” i w zasadzie podzielałem jego opinię. Ale tymczasem przez kilka ostatnich lat badałem sprawy żydowskie i zrozumiałem, że sytuacja jest o wiele bardziej złożona. Owocem tych badań jest książka “Goj patrzy na Żyda. Dzieje narodu żydowskiego dla antysemitów”, która ukaże się na dniach, bo w marcu. (Do Andrzeja Piskozuba: oczywiście, Ci przyślę). W tej chwili oficjalne stanowisko Kościoła bardzo różni się od Zielińskiego, ale nawet nie o to chodzi.

Legenda Chrystusa i Matki Boskiej rzeczywiście nie bardzo się ma do judaizmu, odpowiada raczej Ozyrysowi i lzydzie. Nie jestem teologiem, ale zdaje się, że w tej chwili rozumienie Jezusa i Boga Stworzyciela oddalają się od siebie. Chrześcijaństwo nie ma już wyłącznego monopolu na Sacrum, na Absolut, ze wszelkimi tego konsekwencjami. Ożywa na naszych oczach księga Zohar, ożywa kabała. A za to niezmiernie krytycznie są traktowane dzieje chrześcijaństwa, zarówno wątek żydowski. jak i pogański. Chrześcijaństwo było raczej syntezą wszystkich wątków starożytnych, ale przecież jego trzon byt bezspornie judejski. Zieliński pisze nawet, że „Jezus nie był Żydem”, ale chodzi o Jezusa, legendy, a nie historycznego. Tego wszystkiego nie da się już nigdy definitywnie rozwikłać.

Religia jest po prostu taka, jaką ją chcemy mieć. Dla mnie to jest chrześcijaństwo Teilharda. Mertona, de Mello. Może bym się z księdzem Niewęgłowskim czy ojcem Oszajcą, i to niełatwo, dogadał, z profesorem Chrostowskim, jak się okazało, już nie. Zieliński był chrześcijaninem i z urodzenia, i z wyboru, ale jego chrześcijaństwo można by nazwać Jowiszowym czy raczej Apollińskim i zarazem Hermesowym. To właściwie wyjaśnia wszystko.

A dzieło jest i bez wątku chrześcijańskiego ogromną kopalnią wiedzy i interpretacji, bo Zieliński wojuje z przeróżnymi uczonymi, a to o to, a to o tamto. Kult Wielkiej Macierzy Bogów, kult solarny, hermetyzm, kult cezarów, ale przecież nie tylko o religii tu mowa. Jest to w istocie przekrój całej kultury antycznej, razem z poprzednimi czterema tomami dzieło przeogromne. Cześć i chwała Piskozubowi, że pokonał wszystkie trudności. A co do samego Andrzeja… Wiedziałem, że jest zielińszczyk, poprosiłem kiedyś Sandauera. Gadali całą noc, pili, rozstali się w przyjaźni. Piskozuba zaś, który u nas nocował, dopadła rano Patarafka i wgryzła się w wystawioną spod kołdry piętę, bo tego nie mogła sobie odpuścić. Uciekał, nieborak, aż się kurzyło.

Wydanie: 13/2000 2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy