Straszna nieznana karta

Straszna nieznana karta

Nagle, dla większości społeczeństwa całkiem niespodziewanie, zaczęła się gorąca polityczna debata wokół Karty Praw Podstawowych. O karcie zaczęli się wypowiadać w sposób całkowicie odmienny najważniejsi gracze polityczni. Temperaturę emocji mocno podniosło też twarde weto polskich biskupów. O co więc chodzi w tym sporze?
Kartę mało kto w Polsce czytał i niewielu zna genezę jej powstania. Co zupełnie nie przeszkadza politykom związanym z byłym rządem Kaczyńskiego i PiS krytykować ją i straszyć społeczeństwo konsekwencjami, jakie spadną na nasz i tak już umęczony naród, gdy kartę podpiszemy. Dla polityków europejskich, którzy nad kartą pracowali od 1999 r., histeryczna reakcja dużej części polskiej klasy politycznej musi być jeszcze jednym potwierdzeniem kłopotów, jakie my, Polacy, mamy z rozumieniem tożsamości europejskiej.
Cel, jaki przed kilkoma laty postawili sobie politycy Unii, był jasny. Karta Praw Podstawowych miała być elementem systemu prawnego Unii. Zaczęto od spisania praw obywatelskich, które w różnej formie były wpisane do konstytucji i innych aktów prawnych krajów unijnych. Nie było jeszcze Polski w Unii, więc prace przebiegały bardzo sprawnie i wszyscy, łącznie z Wielką Brytanią, która dziś kontestuje zapisy karty, byli za. Kartę więc uroczyście podpisano w grudniu 2000 r. w Nicei. Nie była jeszcze wtedy prawem unijnym, ale przecież od samego początku chciano, by tak się stało. By karta była trwałym elementem systemu prawnego Unii Europejskiej. I tak też się stanie, bo 13 grudnia w Lizbonie będzie uroczyste podpisanie karty oraz traktatu reformującego. Szykuje się święto europejskiej demokracji. Ale nie dla nas. Dwa tygodnie przed wyborami Jarosław Kaczyński ogłosił, że karta nie będzie obowiązywać w Polsce. I jak to politycy PiS mają w obyczaju, ogłosił listę klęsk, jakie dotkną Polaków za sprawą karty. Gdyby serio potraktować te rzekome zagrożenia, to jest się czego bać. Począwszy od tego, że zagrożona będzie integralność terytorialna kraju, czyli że grożą nam kolejne rozbiory, aż po głębokie zmiany w obyczajach i moralności, czego przykładem mają być małżeństwa homoseksualne. Nie bardzo jakoś wierzą krytycy karty w trwałość zasad i obyczajów Polaków. Gdybyż tylko ten brak wiary!
Niestety, debata aż się roi od kłamstw. Począwszy od tych nieszczęsnych małżeństw homoseksualnych, które są dyżurnym straszakiem prawicy, a które podlegają przecież wyłącznej regulacji według prawa krajowego, a nie karty. Nikt nas do niczego nie zmusza, choć szkoda, bo wyższe standardy nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Prawica, niezależnie od tego, czy było to PiS, czy dziś PO, mówi jednym głosem i kontestuje kartę. Z różnych powodów i przy użyciu innych argumentów, choć skutek jest taki sam. Nie podpisując karty, będziemy kuriozalnym krajem o wielkich pretensjach i wielkich kompleksach. Warto więc, by lewica upowszechniła pełny zapis karty. Nic tak nie ośmieszy jej przeciwników jak lektura całego dokumentu.
Warto powalczyć o to, by Polska nie była ciągle pośmiewiskiem, a jej obywatele nie byli oszukiwani i tumanieni przez niedouczonych lub tchórzliwych polityków.

Wydanie: 49/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy