Zazdrość bladego konusa

Berlusconi powiedział o zwycięskim Obamie, że jest młody, przystojny, opalony. Carla Bruni zatrzęsła się z oburzenia, a z nią zatrząsł się świat zwany cywilizowanym. Stwierdziła, że cieszy się, iż nie jest już Włoszką; po wyjściu za mąż za Sarkozy’ego zyskała obywatelstwo francuskie. U nas też oburzenie nie miało granic. Tymczasem Berlusconi, który ma na koncie niezłe obciachy, tym razem wyraził jedynie swój podziw. Facet spędza czas w SPA, gdzie, jak mówią, podnosi sobie powieki, farbuje włosy, odsysa tłuszcz, leży w solarium, by zyskać opaleniznę. Wzrostu w SPA jak na razie nie dodają, chociaż przedłużanie kości jest możliwe. Zazdrości Obamie, tak jak nasz prezydent zazdrości Radkowi Sikorskiemu, któremu publicznie w przytomności Moniki Olejnik miłość wyznała Maria Awaria. Reasumując: wypowiedź Berlusconiego to efekt zawiści bladego starszawego konusa.
Ja nigdy się nie wstydzę, że jestem Polką, bez względu na androny, jakie wyplatają politycy, a także pół polityk, pół publicysta Rokita, który chyba pod wpływem żony Nelly, choć jest ona w swej – jak by to nazwać – powiedzmy – czarującej niewiedzy znacznie sympatyczniejsza, zwłaszcza w wersji transformers u Szymona Majewskiego, a więc coś pod kapeluszem Jana Rokity zaszwankowało, gdy walnął z grubej rury, że „New York Times” pozostaje pod wpływem lobby żydowskiego, szkodził Polsce w wejściu do NATO. Lubię być Polką bez względu na to, co plecie na temat zmierzchu białej cywilizacji poseł PiS Górski, jak wielkie kosze wyplatają z głupoty prezes partii Jarosław, jak i prezydent PiS Lech Kaczyński, którym pamiętamy, że umieścili na świeczniku Ligę i Samoobronę. Mogą teraz mówić, co im ślina na język przyniesie, że nikt ich nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe, o dokładnym miejscu postoju ZOMO, które stało tam, gdzie oni stoją dziś, a my staliśmy naprzeciw, albo odwrotnie, że jak podało się rękę Kiszczakowi, można podać i Tuskowi. Premier Tusk tę wypowiedź taktownie pominął, jak terapeuta, co to nie może się obrażać. Wiedział chyba, że to bredzenie pod wpływem turbulencji samolotowych.
Mój ulubiony, posługujący się nietuzinkowym pijarem poseł Palikot nazywa turbulencje po imieniu. Niestety w wywiadzie dla „Machiny” obiecuje, że przestanie szokować. Byłaby to wielka strata, gdyby się ustatkował. Miał jedną wpadkę ze świńskim ryjem, gdy wystąpił jako posłaniec złych wieści, jakie gang przesyła gangowi, ale to nic takiego, ludność i tak uważa politykę za gangsterkę. Numer z wibratorem był super. A śmiech posła Wenderlicha w programie „Teraz my” i jego natrętne, brzęczące w uszach gadanie świadczyły o tym, że chociaż zwykle gada niegłupio, nie zrozumiał, że chodziło o nagłośnienie gwałtów na posterunku policji, ale kto by się tam przejmował gwałconymi kobietami! To ma być lewicowa wrażliwość?
Palikot da sobie radę bez Platformy, ona bez niego będzie kiepska. Janusz Palikot może opuścić platformę i zostać posłem niezależnym. Z samej nazwy PO wynika, że platforma jest miejscem ściśle ograniczonym, niezbyt dużym, obywatele z potrzebą większej wolności własnej mogą się na niej nie zmieścić. Lepiej zejść, niż zostać zepchniętym.

Wydanie: 48/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy