Niedźwiedź się budzi

Wybory prezydenckie zawsze mają w sobie coś z małżeństwa: człowiek wypowiada się za jakąś zachwycającą go dziewczyną, a potem okazuje się ona żoną ze wszystkimi tego konsekwencjami, których nie sposób przewidzieć.

Po wyborze, a także już przed wyborem Władimira Putina na prezydenta Rosji zarówno zagraniczni, jak i krajowi komentatorzy zastanawiają się uporczywie, kim jest właściwie – nieznany nikomu jeszcze do niedawna – Władimir Putin i co zrobi jako prezydent Rosji, a więc, pamiętajmy, kraju nie tylko przeogromnego, ale trzymającego palce na atomowych guzikach.

Oczywiście, nikt nie ma na to dobrej odpowiedzi, tak samo jak nigdy do końca nie wiadomo, jaka żona wyłoni się z zachwycającej narzeczonej. Natomiast istnieją dwa sensowne pytania, nad którymi warto się zastanowić. Pierwszym z nich jest to, dlaczego Rosjanie głosowali na Putina, a więc czym w istocie zachwyciła ich nowa narzeczona, drugim zaś, co z tego wynika dla nas.

Otóż powtarza się kółko, że atutem Putina jest wojna w Czeczenii, tak jak atutami Clintona bywały wzniecane w odpowiednim momencie wojny w Iraku czy Kosowie. Ale wojna w Czeczenii jest jedynie fragmentem większej całości. Tak jak i wspomniane wojny amerykańskie ma ona pokazać, że kraj jest krzepki i że ktoś siedzi przy sterze. Nigdy nie wierzyłem, że Rosja pogodzi się z rolą martwego niedźwiedzia, którego każdy może ciągnąć za uszy. Ten kraj od ładnych kilku stuleci żył – niezależnie od swego stanu materialnego – w tradycji imperialnej, czując się światowym mocarstwem. Okres rządów Gorbaczowa i Jelcyna był dla przeciętnego Rosjanina okresem obraźliwym zarówno z powodu rozkładu państwa, jak i lekceważenia tego państwa przez zagranicę. Putinowi przypomina się nieustannie jego mundur pułkownika KGB, co dla ludzi Zachodu brzmi niemiło, ale dla Rosjan KGB jest organizacją, której bały się światowe mocarstwa – wystarczy pooglądać filmy z Jamesem Bondem – i patrzą na to inaczej. Wyborcom rosyjskim Putin przedstawiał się także jako „swój chłopak”, ambitny „chuligan” – jak mówił sam o sobie – posługujący się mało wykwintnym językiem. Otóż w okresach kryzysu, a Rosja jest w okresie kryzysu, ludzie nabierają zaufania do „swoich chłopaków”, wierząc, że ci ich nie zdradzą. Polacy też w okresie kryzysu wybrali Wałęsę. W okresie kryzysu ludzie podlegają także mechanizmowi „ucieczki od wolności”, co przenikliwie opisał Erich Fromm, a więc skłonni są przedkładać ład i poczucie pewności nad wolnością. W Rosji wolność ostatnich lat oznaczała wolność dla finansowych oligarchów, w których ręku znajdują się także rosyjskie media, oraz dla gangów. Putin mówi, że zrobi z tym porządek – jest to właściwie jedyna konkretna rzecz, którą mówi – nie oglądając się zbytnio na demokratyczne procedury.

Rosja stoi również w rozkroku, jeśli idzie o jej europejską, czy też zachodnią tożsamość. Gorbaczow obiecywał Rosjanom europeizację, Jelcyn, zwłaszcza w ostatnich latach, otworzył przed Zachodem wszystkie drzwi, ale Zachód je zamknął od swojej strony. Nie bez znaczenia było tu przyjęcie Polski do NATO, podobne zamiary wobec krajów bałtyckich, a również nacisk na usamodzielnienie się Ukrainy, co w strategii politycznej, wykładanej na przykład przez Zbigniewa Brzezińskiego, przedstawiane jest bez żadnych ogródek jako sposób na osłabienie Rosji. Dla rosyjskich prozachodnich liberałów jest to źródłem goryczy, jaką rodzi miłość bez wzajemności. Przed innymi zaś stawia pytanie, czy Rosja nie winna stać się bardziej azjatycką, a wojna w Czeczenii ma pokazać, że Rosja nie rezygnuje ze swoich wpływów na Kaukazie i dalej.

Nie wiadomo, co Putin zrobi dla Rosji, ale wiadomo, czego Rosja chce od Putina. Przy czym, zauważmy, wcale nie chce skrajności. Nie wybrała przecież Żirinowskiego, zajadłego nacjonalisty, nie wybrała także Ziuganowa, reprezentującego zadziwiającą mieszankę narodowego bolszewizmu. Wybrała koncepcję silnego państwa, idącego linią środka.

Co to znaczy dla nas? Że budzi się niedźwiedź i zahaczy nas swoją łapą? Nie przypuszczam. Natomiast przypuszczam, że dla nieodpowiedzialnych ludzi w Polsce kończy się okres nieodpowiedzialnych gestów wobec Rosji. Pamiętam, jak zaraz po roku 1990 jacyś obłąkani posłowie bodaj odbyli kajakową wycieczkę, pomyślaną w ten sposób, aby przekroczyć bezprawnie granicę rosyjską i zagrać Ruskim na nosie. Podobnie niemiecki samolot wylądował na Placu Czerwonym. Myślę, że za czasów Putina kajak byłby zatopiony, a samolot zestrzelony. Pytanie prawdziwe polega zaś na tym, czy dla nas w Polsce lepiej jest mieć za swoją granica państwo w rozkładzie, czy państwo, które stara się dźwigać i organizować? Co do mnie, wolę to drugie, tak jak wolę mieć schludnego sąsiada, nawet jeśli nie bardzo ,nie lubi, niż nieobliczalnego lumpa w brudnej piżamie. Co do owego lubienia zaś, to rację ma profesor Andrzej Walicki, kiedy mówi, że Rosja jest jedynym ważnym krajem na świecie, gdzie traktuje się na serio polską kulturę, a to się liczy.

Mogę sobie wyobrazić szaleńców, którzy z racji wyboru Putina zaczną majaczyć o przedmurzu, albo na złość Rosji realizować politykę Brzezińskiego. Zawsze jednak trzeba pamiętać, że politycy Zachodu mają inną recepturę dla siebie, a inną dla swoich klientów. Z Zachodu jadą do Putina wszyscy, a Tony Blair po wizycie na Kremlu doszedł nawet do wniosku, że Putin jest przenikliwym intelektualistą, co powiedział prasie.

PS. Z wielkim zadowoleniem dowiedziałem się od szefów wydawnictwa „Bellona”, że oficyna ta zrezygnowała z publikacji książki Davida Irvinga o Goeringu, o czym pisałem przed tygodniem. Podobno stało się to już wcześniej, niż ukazał się mój felieton, czego nie wiedziałem i za co przepraszam.

Wydanie: 14/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy