Człowiek roku jak co roku

Człowiek roku jak co roku

Nie ma co wylewać łez nad decyzją trybunału Przyłębskiej w sprawie Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich – decyzja dotyczy zresztą bardziej niewygodnego Bodnara niż samej instytucji, o której wrogie przejęcie wciąż trwa walka. Bodnar utrudniał, przeszkadzał, zgodnie z konstytucyjnym umocowaniem dopytywał, żądał wyjaśnień, kierował sprawy do sądu – no opóźniał marsz, mącił, zawalidrogował. Nie po to przecież PiS powiesiło na wieszaku w trybunale Julię Przyłębską, a potem dorzuciło jej, jak kolejne strzelby u Czechowa, takie indywidua jak Piotrowicz i Pawłowicz, żeby z nich nie wystrzelić. No to wystrzeliwują. Święte prawo atrap, dublerów, parodystów. Udawać kogoś, kim się nie jest, i żądać nienależnego szacunku („Proszę się do nas zwracać Wysoki Trybunale, jak wtedy, kiedy był tu pan Rzepliński – pouczała Bodnara Przyłębska, której służalczość wejdzie do kanonu prawniczych uzurpacji i zostanie tam, jak wspomnienie o prokurator Bardonowej. Ale któżby pamiętał Bardonową – myśli sobie i marzy Przyłębska. I słusznie. Obie pójdą w zapomnienie, a co sobie pożyje teraz, to jej). Zostawmy rzecznika (akurat jego pięć lat pracy i zaangażowania zapisze się złotymi zgłoskami) i pokazówkową interwencję tzw. trybunału.

W tzw. równoległym świecie życie płynie po dawnemu. Tyle że w okolicach jednego z legendarnych brukowców prawicy, „Gazety Polskiej”, nie krąży już dziennikarskie pióro i przenikliwy, analityczny umysł Doroty Kani. Została oddelegowana na inny front walki politycznej – do kierowania wszystkimi redakcjami gazet przejętych przez Orlen (choć chwilowo proceder został zastopowany przez sąd na wniosek, uwaga, to nie przypadek, rzecznika praw obywatelskich). Wprawdzie do tej pory autorka ta nie panowała nawet nad własnymi tekstami, ale to właśnie czyni ją doskonałą kandydatką do nadzoru nad setkami „przejętych” dziennikarzy. Przede wszystkim jednak „Gazeta Polska” świętuje, przyznając swoje coroczne tytuły. Nagradza, wyróżnia, zauważa, docenia, chwali i wielbi.

Człowiekiem Roku po raz nie wiadomo już który zostaje Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Nie bardzo wiadomo. Prezes PiS, który w wyniku jednego z dziesiątek przesileń wewnątrz własnego obozu politycznego zarządzającego Polską mianował się wicepremierem od resortów siłowych i bezpieczniackich. Jest jednak najbardziej zakonspirowanym premierem w historii nie tylko polskiej polityki – nikt nie wie, co robi, kiedy, jakie i dlaczego podejmuje decyzje, ba, nie bardzo wiadomo, czy w ogóle podejmuje jakieś decyzje związane z pełnioną i dobrze opłacaną funkcją. Premier widmo, premier tajny łamane przez utajniony. Ale co podpsuje, czym się kieruje, nad czym ślęczy nocami i kiedy się zrywa w okolicach południa – nie wie nikt z nas. Z nas – nie. Ale „Gazeta Polska” wie i nagradza. I dobrze. Jaka gazeta, takie nagrody. Najważniejsze, że Jarosław Kaczyński też wie i prawdziwie się cieszy. „Nagroda, którą państwo przyznali w tym roku mnie właśnie, jest naprawdę wielkim zaszczytem, za który dziękuję. Jest wielkim zaszczytem dlatego, że właśnie to środowisko, te szturmowe bataliony, pułki Polski patriotycznej, niepodległej tę nagrodę przyznają. Jestem głęboko wdzięczny, zaszczycony i uważam tę chwilę za bardzo piękną w moim życiu. W życiu, w którym zdarzyły się tragedie, ale w którym przyszły także i sukcesy, które – mam nadzieję – będą kontynuowane”. Jakie „ szturmowe bataliony, pułki Polski patriotycznej, niepodległej”??? O czym mówi premier niewidka? Niewidoczny premier widzi niewidoczne pułki? Może w równoległym świecie tak już jest. Choć chwilę dalej pojawia się przytomna refleksja wymieszana z patriotyczną nadzieją: „I nie chodzi tutaj już o mnie, tylko o tych, którzy zastąpią mnie w tej walce, która ciągle musi trwać, jeśli chcemy uzyskać to, co powinno być celem każdego polskiego patrioty. Silne – jak to mówił mój świętej pamięci brat – poważne polskie państwo”. Okazuje się, że premier w tym czasie, kiedy nie mamy zielonego pojęcia, co robi – walczy. Ale wie, że nie będzie walczył wiecznie, tak jak wiecznie będą mu przyznawane nagrody Człowieka Roku przez „Gazetę Polską”. Kiedy umrze, pojawi się zapewne kategoria Człowiek Roku od wieków i na zawsze.

Co się musi dziać w tym świecie politycznym, kiedy Słońce Żoliborza mówi, że ktoś kiedyś go zastąpi? A zastępy gotowych do walki już stoją. Wskazuje je zresztą sama „Gazeta Polska”, wyróżniając, a jakże, nagrodą imienia Grzegorza I Wielkiego Julię Przyłębską. I mamy też wielkiego pogromcę covidu w Polsce. Nie, nie są to lekarze, lekarki, pielęgniarki, ratownicy medyczni, kierowcy karetek, salowe (okazało się zresztą ostatnio, że Ministerstwo Zdrowia nawet nie wie, ile jest salowych w Polsce) tylko, wedle oczywiście „Gazety Polskiej” – nagrodzeni głównym tytułem Człowieka Roku „Gazety Polskiej” – żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Nie wymyślilibyście tego. A oni tak. To się nazywa ofensywa nieoglądająca się na nic i nigdy. To jest świat funkcjonujący obok, równolegle i – jak to z równoległymi – nigdy się nie przecina, nie spotyka się ze światem realnym, jest samowystarczalny i dumny. Jest alternatywą, która zarządza wyborem większości i wciąż nie widać, dlaczego i kiedy miałoby się to odmienić. Rządzi Polską fatamorgana, widmo, ukryte i zasłonięte. Człowiek Roku – ta fraza już nigdy nie zabrzmi na serio.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 17/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy