Kto jest bezideowy

Kto jest bezideowy

Nieprzyjazna rywalizacja postmodernistycznej lewicy Palikota z tradycyjną lewicą SLD osłabia obie pod pewnym względem, a pod innym obie wzmacnia. Osłabia, bo wskutek skłócenia obie mają mniejszą skuteczność w Sejmie, a wzmacnia, ponieważ skłócone przyciągają więcej uwagi mediów niż każda z osobna. Nie mogę powiedzieć, że jestem znawcą konfliktów partyjnych, widzę tylko to, co żyjąc w kraju, widzieć się musi. Aleksander Kwaśniewski jest człowiekiem zgody, mediacji, łączenia przeciwieństw i oczywiście pragnąłby zjednoczenia lewicy, jeśli nie formalnego, to przynajmniej faktycznego. Może nie jest to aż tak niemożliwe, jak była dawniejsza próba pogodzenia SLD i Unii Wolności, ale łatwe nie jest. SLD-owcy zachowują się wyczekująco, a palikotowcy rywali bardzo nie lubią. Ich rzecznik, poseł Rozenek, mówiąc o Leszku Millerze, dobiera słowa poniżające i gdy mu się to uda, rośnie we własnych oczach. Janusz Palikot przy całej swojej ruchliwości i pozorach zdecydowania nasłuchuje, co w trawie piszczy, i chyba już usłyszał, że z samym bagażem postmodernistycznych konceptów daleko nie zajedzie i będzie musiał wziąć to i owo z zasobów tradycyjnej lewicy.
Partie nie wywodzą się z programów, lecz z wydarzeń. Podział na lewicę i prawicę, jak pisałem niedawno, wywodzi się z rewolucji. Topografia polityczna Francji byłaby inna, gdyby nie wydarzyła się sprawa Dreyfusa. Ciągle jeszcze najważniejsze podziały polityczne w Polsce wywodzą się z wydarzeń lat 1980-1990. Pod koniec tego okresu programy PZPR i „Solidarności” wyrażone na piśmie prawie się nie różniły, a jednak wrogość wzajemna wzrastała i dochodziła do szczytu dziesięć lat po zwycięstwie obozu solidarnościowego. Istnieje ona nadal mimo akcji łagodzącej prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i „przykrywa” podział na lewicę i prawicę. Dziennikarze i telewizyjni politolodzy, a także rzecznik Ruchu Palikowa, poseł Roznek, zapewniają, że SLD nie jest żadną lewicą, prawdziwą lewicę reprezentuje Janusz Palikot. Niech im będzie. Ubieganie się o miano „prawdziwej lewicy” w dzisiejszym świecie, gdy lewica traci na znaczeniu, stając się partią cyganerii i tzw. mniejszości, wydaje mi się objawem roztargnienia. Gdybym był politykiem SLD i z tej pozycji interesował się partią Palikota, pytałbym, czy należy ona do moich przeciwników z obozu solidarnościowego, czy może stanowi nową jakość w polskiej polityce, i jeśli tak, czy można z nią współdziałać w zwalczaniu tej „nadrzeczywistości”, jaką obóz solidarnościowy narzucił Polsce, tej oszukańczej polityki historycznej, tej zakłamanej „pamięci”, tego „prometeizmu”, który się sprowadza do robienia sobie wrogów za wschodnią granicą, tego nacjonalizmu szukającego sobie wrogów w swoim narodzie, tych prześladowań politycznych, jakie są kontynuowane środkami dyfamacji i procesów sądowych wobec ludzi, którzy mieli inną niż solidarnościowa koncepcję polityki (niesłuszną z punktu widzenia deklaracji praw człowieka i obywatela, ale jedyną możliwą i zupełnie niezłą w danych warunkach historycznych). W demokracji prześladowań politycznych miało nie być, a w Polsce są; opinia publiczna zachowuje się, jakby nic jej o tym nie było wiadomo. SLD takich pytań jednak nie postawi, dając prawdziwym wrogom i fałszywym przyjaciołom dowód, że jest partią bezideową.
Dopiero gdybym otrzymał odpowiedzi zadowalające, rozważałbym możliwość wspólnego zarządzania gospodarką i innymi dziedzinami. Działania rządu są przeważnie wymuszone przez okoliczności i w niewielkim stopniu zależą od pierwotnych ustaleń programowych.
Leszkowi Millerowi zarzucają, że jest żądny władzy i bezideowy. Przecież wybrał zawód polityka! Ktoś inny wstąpił do klasztoru. Pokorny braciszek został przeorem. I co mu zarzucają? Że jest żądny władzy. Nie wystarczyłoby mu zostać furtianem? Z bezideowością rzecz przedstawia się ciekawiej. Ani gen. Jaruzelski, ani, zdaje się, Gierek nie dobierali na wyższe stanowiska ideowych komunistów, marksistów-leninistów czy specjalnie gorliwych socjalistów. Miller, Kwaśniewski, Cimoszewicz, Rosati, Balcerowicz byli bezideowi w stosunku do wówczas panującej ideologii, ale taka bezideowość była najsympatyczniejszą wówczas ideowością.
Jerzemu Urbanowi stawia się poważniejszy zarzut; pisze się, że jest cynikiem, nihilistą. W tym jest tzw. ziarno prawdy, ale na czym ono polega? Jako rzecznik rządu dokonał kontrrewolucji językowej: odrzucił cynicznie oficjalną, marksistowską nowomowę, swoje oświadczenia składał w normalnym polskim języku czym zaświadczył, że ma nihilistyczny stosunek do idei komunizmu i jego specyficznego języka. Przejście Urbana na dosłowny język odegrało większą rolę w przemianie ustroju niż 100 tysięcy albo i milion egzemplarzy gazetek drugiego obiegu.
Jeśli się mówi, że ktoś jest bezideowy, to nic nie znaczy, chyba że się doda, w stosunku do jakiej idei.

Wydanie: 2/2012

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy