Na lewicy coś drgnęło?

Na lewicy coś drgnęło?

Przed laty Zbigniew Brzeziński, komentując wydarzenia na polskiej scenie politycznej, a zasiadali wówczas w Sejmie przedstawiciele bodaj 28 partii, powiedział mi rzecz ważną, którą zapamiętałem. Powiedział mi coś takiego: „Bo wy nie rozumiecie, co to jest polityka. Polityka to jest sztuka mądrego kompromisu. A dla was polityka to sztuka postawienia na swoim. Dlatego macie tyle partii, które nie potrafią się dogadać”. Warto upowszechniać tę myśl, wypowiedzianą przez Brzezińskiego w samochodzie, gdzieś na trasie między Warszawą a Wilnem. Spostrzeżenie to uważam za nader trafne. Nasze podejście do polityki jest właśnie takie. Reszta to tylko konsekwencje.
Dziś polska scena polityczna wygląda tak: na czele, powiedzmy eufemistycznie, bardzo zmęczona rządzeniem Platforma. W opozycji paranoiczne, niebezpieczne dla demokracji (i każdego obywatela z osobna) PiS. PSL – jak zwykle gotowe do koalicji z każdym, kto choć trochę podzieli się władzą, utrzyma KRUS i da odpowiednią pulę stanowisk do obsadzenia w terenie. Lewica zupełnie rozbita, ostatnio silniejszy jest w niej SLD, zdobywający w sondażach ok. 10% poparcia – Twój Ruch Palikota stale już lokuje się w sondażach poniżej progu wyborczego. Dalej prawicowy plankton: Solidarna Polska Ziobry i Polska Razem Gowina, mające poparcie jeszcze niższe niż ugrupowanie Palikota. Wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały jednak nową siłę: Nową Prawicę Janusza Korwin-Mikkego. W dodatku siłę, która okazała się nagle trzecią pod względem poparcia na polskiej scenie politycznej, wygrywając w wyborach do europarlamentu i we wszystkich ostatnich sondażach z SLD, PSL, Twoim Ruchem, nie mówiąc już o prawicowych przystawkach.
Kto dziś w Polsce gotów jest głosować na partię Korwin-Mikkego? W zasadzie elektorat podobny do tego, który głosował swego czasu na Tymińskiego, ostatnio zaś na Palikota. To na ogół ludzie młodzi, robiący kariery, niezajmujący się na co dzień polityką, nierozumiejący jej mechanizmów i niechcący tracić czasu na ich poznawanie. Mający dość sporu między PO a PiS i małe zaufanie do dotychczasowych elit politycznych. Korwin-Mikke wydaje im się antysystemowy, a zatem już przez to sympatyczny. To pokolenie dzisiejszych wyborców Nowej Prawicy nie pamięta, bo pamiętać nie może, że Korwin-Mikke na początku lat 90. był już w Sejmie i poza sprowokowaniem lustracji przez opublikowanie listy Macierewicza wyróżnił się jedynie noszeniem muchy, błazeństwem oraz kabaretowym liberalizmem utopijnym.
Jeszcze starsi pamiętają, że Korwin-Mikke polityczną karierę zaczynał jeszcze w PRL w szeregach koncesjonowanego, zwasalizowanego przez PZPR Stronnictwa Demokratycznego, do którego należał przez okrągłe 20 lat, i był także członkiem ZMS. Organizacje te w owym czasie z liberalizmem niewiele miały wspólnego, więc ewolucja jego poglądów była dość zasadnicza. Mniejsza o jego postawy sprzed kilkudziesięciu lat. Jego dzisiejsze poglądy są straszne. Nie kryje, że jest przeciwnikiem demokracji; to zwolennik kary śmierci, skrajny homofob, liberał demagog, dla którego ideałem jest jakaś utopijno-liberalna karykatura państwa. Przeciwnik Unii Europejskiej i elit Zachodu, które chorobliwie podejrzewa o lewicowość. Przede wszystkim jednak polityczny celebryta (dawniej mówiło się kabotyn). Lubi szokować. Ostatnio w telewizji upierał się, że Hitler mógł nie wiedzieć o ludobójstwie realizowanym przez… hitlerowców.
Gdyby wybory odbywały się dziś, od jutra mielibyśmy rządzącą koalicję paranoicznego PiS i oszalałego Korwin-Mikkego. Nadzieja tylko w tym, że liderzy tych ugrupowań prędzej czy później skoczyliby sobie do gardeł.
Kto nas przed tym uchroni? Platforma? Donald Tusk ostatni kryzys wywołany skandalem podsłuchowym rozegrał po mistrzowsku. Ustabilizował na chwilę państwo. Ale w dłuższej perspektywie Platformy nic nie uratuje. Jest już na równi pochyłej. Mało prawdopodobne, by udało się jej „kolejne otwarcie”, wymiana ministrów, jakiś spektakularny sukces. Na koalicję z PSL liczyć nie może z dwóch powodów: po pierwsze, PSL będzie próbowało się przykleić do silniejszego koalicjanta. Jeśli PiS wygra wybory i będzie koalicjanta potrzebowało, PSL będzie gotowe. Wnet przypomni swoje katolicko-narodowe, „prawdziwie patriotyczne” i ludowe oblicze. Po drugie, PSL na stworzenie koalicji rządzącej z Platformą może być za małe. SLD? Od jakiegoś czasu nie atakuje Platformy, przymierza się do roli koalicjanta. Ale czy nie okaże się za mały, podobnie jak PSL?
Ostatnie sojusze SLD z Twoim Ruchem, zawarte w związku z aferą podsłuchową i wywołanym tym kryzysem, mogą się stać zaczynem większej, bardziej wszechstronnej współpracy dwóch lewicowych partii. Mogą, ale nie muszą. Choć logika polityczna nakazywała to od samego początku, choć nawoływał do tego Aleksander Kwaśniewski, ambicje liderów były silniejsze. Sztuka postawienia na swoim była wielokroć silniejsza niż umiejętność kompromisu. Czy to zaczyna się zmieniać? Chciałbym wierzyć, że tak.

Wydanie: 28/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. Mikado
    Mikado 21 lipca, 2014, 21:36

    Oportunista Miller jak odejdzie to wówczas będzie jakaś szansa na porozumienie

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy