Wzięci w dwa ognie

Prezydent Bush wraz ze swoją administracją, a tym samym ze Stanami Zjednoczonymi, dostał się nierozmyślnie w fatalną pułapkę. Obalił reżim Saddama Husajna po to, ażeby na jego miejsce wprowadzić demokrację amerykańskiego typu. Jak się rychło okazało, nie jest to jednak szczególnym marzeniem mieszkańców Iraku, a co gorsza, Teheran wykazuje wyraźną i konkretną skłonność do zaprowadzenia w Iraku podobnej islamskiej teokracji, jaka włada Iranem. Wskutek tego powstają rosnące napięcia przede wszystkim w samym Iraku, pomiędzy stroną islamską a amerykańską. Amerykanie życzą sobie bowiem porządku możliwie bezkrwawego i pragną największą liczbę stacjonujących na irackiej ziemi wojsk zawrócić do Stanów Zjednoczonych. Niestety, narasta liczba ataków sporadycznie zabijających poszczególnych żołnierzy USA, wskutek czego zamierzany porządek demokratyczny musi Ameryka coraz jawniej i bardziej jednoznacznie obracać w reżim okupacyjny. Ten reżim z kolei zacietrzewia Irakijczyków, którym do ich antyamerykanizmu dolewa jakby do ognia benzyny Teheran, wysyłający dotychczas u siebie przebywających duchownych szyickich rodem z Iraku. Tym samym Amerykanie zostali wzięci w dwa ognie. Jakkolwiek sobie życzą niezbrojnego ładu i stosunków demokratycznych w opanowanym kraju arabskim, zmuszeni są do stosowania represji – w obliczu skierowanych przeciwko nim ataków. Powstaje z tego taki efekt, że jest tam coraz jawniejsza okupacja, a coraz wątlejsze zaczątki reżimu demokratycznego. Jakkolwiek prezentują siebie Amerykanie, nie wychodzi im to na dobre, ponieważ praktycznie biorąc, wszyscy tacy Irakijczycy, którzy od lat przebywali w USA na emigracji, obecnie zaś wracają do swej ojczyzny i starają się w niej zaprowadzić ład, jakiego się w Ameryce nauczyli, są już przez to samo uznawani w Iraku za popleczników amerykańskiego okupanta. Powoduje to, z jednej strony, rodzaj zamętu w na poły powstającej nowej organizacji zarządzania Irakiem, a z drugiej, narastające starcia i opory powodują rozleganie się we wszystkich krajach arabskich antyamerykańskich głosów domagających się, aby niezwłocznie został cały Irak oczyszczony z wojsk amerykańskich. Szczególną rolę w owym nacisku na Amerykanów odgrywa Teheran i nie jest bynajmniej przypadkiem to, że właśnie w tym kraju na poważniejszą skalę rozpoczęto budowę nowych reaktorów atomowych, przykrywaną oficjalnie deklaracjami rządowymi Teheranu, jakoby miały one służyć wyłącznie celom uzyskania energii „pokojowej”, ale jak wiadomo, można z łatwością produkcję tę przestawić na cele wojenne. Ameryka, jak się należy obawiać, w przypadku jeśli prezydent Bush uzyska następną kadencję swoich rządów, będzie coraz jawniej spychana w rolę srogiego przeciwnika Iranu i wszystko, co dzisiaj słyszymy z Waszyngtonu o pokojowym nastroju kolosa USA wobec państw arabskich, będzie mogło się obrócić w wojenny pochód przeciwko teokracji irańskiej. Nie widać na takiej drodze skutecznych hamulców jej powstrzymania, ponieważ Iran jest gotów bronić swojej obecnej suwerenności, zaś inne państwa arabskie w najlepszym wypadku mogłyby stać się jedynie widzami wzmagającej się amerykańsko-irańskiej kampanii. Można dodać, że ten układ jest wysoce niestabilny, zaś jego łatwą zapalność potęguje konflikt palestyńsko-izraelski, ponieważ Palestyńczycy w samej rzeczy bynajmniej nie chcą utworzyć obok Izraela suwerennego państwa, czyli ich obecne oświadczenia o gotowości do dwupaństwowego bytu są tylko etapem przejściowym. Z kolei Izrael posiadający broń atomową nie da się wtrącić do Morza Śródziemnego i tym samym cały Bliski Wschód okazuje się beczką prochu, która może eksplodować już za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.

Wydanie: 25/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy