Sobiepanki pod drabinką

Sobiepanki pod drabinką

Z naszym członkostwem w Unii Europejskiej jest jak z małżeństwem. Nie da się w nim być tylko w dobre dni, a na złe wybierać rozwód albo separację. Czyli dopóki można, posługując się sławnym powiedzeniem premiera Pawlaka, „wyciskać brukselkę”, to jesteśmy zadowoleni z własnego sprytu w ogrywaniu eurokratów. Dobrze jest też, gdy ogrywani przymykają oko na to, jak wydajemy środki unijne. I gdy studenci wyjeżdżają za darmo w ramach Erasmusa. Gdy jednak ta sama Unia nie tylko mówi o wspólnych wartościach, ale także ocenia ich realizację – mamy kampanię pod hasłem obrony naszej suwerenności. Rzekomo deptanej przez najsilniejsze państwa Wspólnoty, Niemcy i od pewnego czasu Francję. Z logiką nie ma to wiele wspólnego. Branie środków finansowych z Unii jest aktem suwerennym, a trzymanie się zasad państwa prawa prowadzi do poddaństwa.

Machanie flagą narodową i rzekoma obrona zagrożonej suwerenności zawsze pomogą przyciągnąć jakąś grupę wyborców. Na szczęście nie można zbyt długo tak rządzić krajem, którego większość obywateli ma bardzo odmienną od pisowskiej koncepcję na własne życie w Europie.

Choć dopóki dla wielu Polaków Unia to będą „oni”, a nie „my”, próby wywrócenia stolika wspólnotowego mogą kiedyś się skończyć sukcesem. Jeśli nie populistów, którzy na wszystko mają proste recepty, to autokratów, jawnie kontestujących wartości unijne. Autokraci rozwiązanie problemów widzą w odrzuceniu reguł liberalnego i demokratycznego państwa prawa na rzecz silnej władzy. Wiara w nieomylnego wodza jest tak stara jak gatunek ludzki. Ciągle zresztą się odradza. W Polsce przybrała teraz dość karykaturalną formę człowieka na drabince. Ale niech ta forma nikogo nie zmyli. Pełna władza w rękach wodza grozi wywrotką przede wszystkim tym, którzy biernie obserwują jego kolejne wybryki. I nie reagują na przekraczanie kolejnych granic. Nie może być neutralności w takich momentach jak teraz w Polsce. Gdy rujnuje się podwaliny naszego miejsca w Europie. Brak reakcji i stanie z boku tego, co się dzieje z polityką zagraniczną, jest wspieraniem żałosnej działalności władz.

Unia jest oparta na kulturze kompromisu. Nikt nie może mieć wszystkiego. Ale też nikt nie może zostać z niczym. Niestety, dla ekipy „dobrej zmiany” kompromis jest z założenia rozwiązaniem złym. Mają swój pomysł na uprawianie polityki. Wierzą w siłę argumentu liberum veto. Są jak mamuty. Minęło 300 lat od nieszczęść, jakie spotkały Polskę szarpaną przez tabuny sobiepanków wykrzykujących: liberum veto! I znowu pojawili się na scenie. Teraz jako dwór nowego wodza.

Wydanie: 13/2017

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 31 marca, 2017, 12:08

    Trolle internetowe, jak wynika z badań psychologów, są psychopatami, sadystami lub natrętnymi narcyzami.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. nana
    nana 1 kwietnia, 2017, 11:16

    Pana Domańskiego zabawa w założenia:

    „Z naszym członkostwem w Unii Europejskiej jest jak z małżeństwem. Nie da się w nim być tylko w dobre dni, a na złe wybierać rozwód albo separację.”

    – żadna unia nie jest jak małżeństwo, ponieważ małżeństwo zawierane jest/powinno być/ z miłości, a ta wyklucza wszelkie geszefciarstwo. Można oczywiście mieć na myśli małżeństwo z rozsądku, ale w takim związku ona jest prostytutką, a on alfonsem płacącym za usługi.

    „Czyli dopóki można, posługując się sławnym powiedzeniem premiera Pawlaka, „wyciskać brukselkę”, to jesteśmy zadowoleni z własnego sprytu w ogrywaniu eurokratów.”

    – pamięć u szanownego pana Domańskiego widać szwankuje. To nie Polacy wyciskali i wyciskają „brukselkę” ale ta właśnie „brukselka” łupi i rabuje Polskę. Żonglowanie jakimiś danymi cyfrowymi nie zmienia faktu, że nasz kraj został kompletnie zdemontowany, nasz przemysł zlikwidowany a Polacy wpędzeni w zależność od „unijnych dotacji”. Ta owa unia żadnych cudów nie czyni i to, co jest „dawane” Polakom jest zabierane w tym samym czasie Czechom, Węgrom czy Rumunom. A potem, gdy ci Rumuni, Czesi czy Węgrzy się zbyt głośno zbuntują, no to zabierane jest Polakom i rozdzielane na Węgrzech, albo w Rumunii albo w Czechach. Nawet średnio rozgarnięte dziecko to z łatwością widzi, a Pan Domański jakoś nie.

    ” Dobrze jest też, gdy ogrywani przymykają oko na to, jak wydajemy środki unijne.”

    – ależ panie Domański! a jak to my wydajemy te „środki unijne”???????? Gdyby był pan uprzejmy odrobinę się w temacie zagłębić to zobaczyłby pan z łatwością, że te „środki unijne” mogą być „wydawane” tylko i wyłącznie tak, jak na to zezwoli unia. Najpierw składany jest „wniosek” o te „środki” a potem – ewentualnie – unia „daje” na planowane inwestycje (jednocześnie petent zmuszony jest wziąć kredyt w zachodnim banku, czyli będzie płacił haracz temu zachodniemu bankowi). A więc nie jest prawdą, że jakiekolwiek państwo „nowej unii” może samodzielnie cokolwiek zaplanować i nie jest prawdą, że jakieś „środki unijne” mogą zostać „zmarnowane”. Jeżeli tak się dzieje, jest to nie tylko za wiedzą i zgodą unii, ale wręcz jest to przez unię sterowane i dopilnowane, by tak się stało. W tym celu unia wymyśliła „skomplikowane procedury unijne”, które są niczym innym niż prawnym sankcjonowaniem bezprawia. Te unijne dyrektywy byle unijny biurokrata może swobodnie naginać i rozdymać, a biedny petent nie ma nic do gadania. I jeszcze go straszą „konsekwencjami” gdy nie dopełni „unijnych procedur”. A jak można dopełniać czegoś, czego człowiek nie tylko że wiedzieć nie może, ale co jest do tego stopnia elastyczne, że niemożliwa jest jakaś logiczna tego wykładnia?!? Powinno być tak, że – ewentualnie – człowiek składa do tej unii jakiś wniosek, sam go pisze w sposób zrozumiały i unijny biurokrata podejmuje decyzję zgodnie w jasnym unijnym prawem tak, że petent może rozumieć o co chodzi. I jest albo na tak, albo na nie. A to, co mamy to jest zawoalowany sposób zniewalania ludzi przy pomocy środków pieniężnych, które od tych samych ludzi są ściągane po to, by potem być na nich dogodnym batem w dowolnych okolicznościach bez możliwości odwołania.
    Gdyby nad rolnikami nie wisiała groźba utraty ziemi z powodu „błędów w wypełnionych wnioskach” to polski chłop już dawno by pogonił to unijne szemrane towarzystwo i sam decydował, co kiedy zasieje, a potem komu to sprzeda. Trzymanie zboża w silosach (produkowanych przez państwa „starej unii” = miejsca pracy tam, a nie u nas) przez polskiego rolnika przez zimę po to, żeby sprzedał je „drożej” o 20 złotych za tonę to kpiny z ludzi.
    Żadne problemy nie powstają w unii przypadkowo, lecz są one bardzo drobiazgowo przygotowywane i konsekwentnie wprowadzane w życie. W unijnym obłędzie jest metoda i ma ona za zadanie zniszczyć państwa narodowe, zmusić bezrobociem ludzi do masowych migracji zarobkowych i przygotować ziemie do przejęcia przez większych graczy, którzy potem na tej ziemi będą zatrudniać „uchodźców”. Ludzie wygnani z ojczyzn zmuszeni są wyrzec się własnej tożsamości, wyrzec się własnego języka ojczystego i stają się tułowami bez duszy. I jest to jak najbardziej celowe działanie tej „unii”.
    Gdyby zachód rzeczywiście chciał Polakom przynieść wolność i dobrobyt, no to „transformacja” polegała by na rozbudowie polskiego przemysłu, na podniesieniu stopy życiowej Polaków, a nie na demontażu naszego kraju, naszego przemysłu po to, by wygonić z Polski biedą 5 milionów młodych ludzi, tych w wieku produkcyjnym i skazać ich na tułaczkę po krajach „starej unii”.

    ” I gdy studenci wyjeżdżają za darmo w ramach Erasmusa.”

    – czyżby pan Domański raczył sobie z ludzi kpić? a co jest w kapitalizmie za darmo? Nic, bo gdy nie ma wspólnoty to i nie ma darmochy. W czasach Polski Ludowej studenci także wyjeżdżali za granicę ZA DARMO, to znaczy na koszt pracującego społeczeństwa. Taki na przykład bal/cerowi’cz jeździł do ussa i tam się kształcił w zdradzie i zaprzaństwie na koszt socjalistycznego kraju. I jakoś mu te pieniądze nie stanęły kością w gardle, lecz bez mrugnięcia okiem kasował ile się dało. Ten cały „erasmus” to kpiny z ludzi, ponieważ nauczyć się obecnie i tak nie można zbyt wiele. Nie jest to nikomu potrzebne, bo parobek odpowiednio zmanipulowany ma być tylko dobrym dozorcą (więziennym), a nie ma nic swojego wymyślać i odkrywać. Dają za to dużo kolorowych laurek i dyplomików, będących swoistym kodem dla wtajemniczonych „pracodawców”, mogących w ten sposób łatwo odcyfrować, kto im i do czego może być przydatny. Sam delikwent ma co prawda przekonanie o zdobytym „wykształceniu” ale jest to tylko jego prywatne złudzenie. Nauczył się on bowiem powtarzać niczym papuga to, czego od niego wymagano w ramach tych „erasmusów” i z takim certyfikatem jest on już gotowy służyć panom świata.

    „Gdy jednak ta sama Unia nie tylko mówi o wspólnych wartościach, ale także ocenia ich realizację
    mamy kampanię pod hasłem obrony naszej suwerenności.”

    – unia może sobie mówić o „wspólnych wartościach” ale jest to mikry listek figowy z ledwością przykrywający właściwe cele unii. A więc nic wspólnego nie można realizować, ponieważ unia jest wspólnotą teoretyczną, a praktycznie jest systemem kolonialnym narzuconym wolnym niegdyś państwom Bloku Wschodniego. W ramach RWPG żaden kraj socjalistyczny nie musiał pytać „Moskwy”, czy wolno mu uprawiać ogórki i jak mają one wyglądać. I to była rzeczywista wolność i rzeczywista współpraca. Nie rabowano nikogo z pieniędzy by potem „dawać dotacje” ale tak kierowano wymianą towarową, żeby każdy kraj miał wystarczająco środków z własnej produkcji. W samym Związku Radzieckim każdy kraj związkowy wiedział, co może produkować w oparciu o własne zasoby i klimat tam panujący, a więc nie uprawiano na Syberii melonów i nie wysyłano ich do Kazachstanu, lecz melony z Kazachstanu wieziono na Syberię, jeżeli była taka potrzeba. A za melony Kazachstan dostawał coś, czego nie miał i co mu było potrzebne. I to była faktyczna współpraca.

    Zaznaczę tu przy okazji, że po II. wojnie nie było w Polsce Ludowej innych ludzi dorosłych niż ci, którzy urodzili się przed wojną, a więc w II.RP i tam też mieli jakieś szanse zdobyć jakieś wykształcenie. A więc Polskę Ludową kształtowali ludzie rodowodem z II. RP i nazywanie ich „komuchami” to wielki przekręt.
    Ci ludzie, urodzeni w II. RP, kształcili potem tak wyszydzanego „homo sovieticus”, i to nie z powietrza ale na podstawie wiedzy zebranej przed wojną. Polacy powinni zacząć myśleć logicznie a nie jak cioty rozkopywać nieznane groby i nad nimi płakać.
    Szermuje się u nas pojęciem „czystki stalinowskie”, ale czy ktoś z obecnych Polaków wie, kogo wówczas i za co skazano?
    Dziś Polacy nie płaczą nad bezdomnymi – koczującymi w parkach i ogródkach działkowych i zbierającymi jedzenie w śmietnikach – ale płaczą za jakimiś czysto hipotetycznymi „ofiarami stalinowskich czystek”.
    Na rozum biorąc należało by się od tego dystansować nie mają możliwości nic sprawdzić osobiście, a zająć należało by się ludźmi pozbawionymi dziś pracy, wyrzucanymi dziś z mieszkań z powodu braku pracy a więc i pieniędzy na czynsz.
    Polacy marnują energię na coś, o czym nie mają żadnej wiedzy (wszystko domysły i hipotezy oparte na „dokumentach” – tak jakby nie było możliwe w siedemdziesiąt lat potem, gdy już naoczni świadkowie nie żyją – dowolnie takie „dokumenty” preparować. Faktem jest, że gdy Stalin umarł, większość Polaków pogrążyła się w żałobie i nazywano Stalina „ojcem narodów”. A przecież ludzie lat temu siedemdziesiąt lepiej wiedzieli, kto kogo i za co skazał. I mimo tych „stalinowskich zbrodni” po Stalinie płakali. Czy to dzisiejszym oszołomom nie daje nic do myślenia?)

    „[…]najsilniejsze państwa Wspólnoty, Niemcy i od pewnego czasu Francję. ”

    – ich „siła” nie wzięła się z powietrza. Niemcy mieli sześć lat by zrujnować całą Europę Środkową i Wschodnią, a jednocześnie europa zachodnia była oszczędzana. Wtedy, gdy u nas Naród kolektywnie skrobał cegły na odbudowę Warszawy, to taki Niemiec mógł sobie uprawiać kwiatki w ogrodzie i robić wynalazki ułatwiające mu jego hitlerowskie życie. Niemcy wcale nie z wyboru wyrzekli się Hitlera, ale wyrzekli się go dlatego, że nie zapewnił im obiecanych łupów. Mieli Niemcy mieć rosyjską ropę bez ograniczeń i dostęp do rosyjskiego złota, a tu okazało się, że nic z tego. No to wyparli się Hitlera i zaczęli się modlić do ussa. Ale przecież charakter im się przez to nie uszlachetnił. Niemcy nie są „najsilniejsze” z własnej pracy (miliony Włochów i Turków pracujące w Niemczech tu, gdzie ibermensz nie chciał sobie brudzić rąk) ale na skutek amerykańskiej polityki, chcącej posłużyć się Niemcami do przeprowadzenia III. wojny światowej – skierowanej jak i dwie poprzednie wojny światowe w Rosję/ZSRR.

    „Branie środków finansowych z Unii jest aktem suwerennym, a trzymanie się zasad państwa prawa prowadzi do poddaństwa.”

    – ależ panie Domański! branie „środków finansowych” z unii nie jest żadnym aktem suwerennym, lecz koniecznością, spowodowaną załamaniem gospodarek krajów podstępem przyłączonych do „starej unii”. Z tego, co mi wiadomo, na początku polscy rolnicy wcale nie chcieli żadnych „dopłat”, lecz chcieli mieć zapewniony rynek zbytu. Ale unijne politruki jeździły po wsiach, wyszukiwały sobie co chciwszych i bardziej leniwych chłopów obiecując im pieniądze za darmo, a potem to już inni zmuszeni byli się do tej nagonki po „dopłaty” przyłączyć. I teraz wszystkim jest źle, teraz żaden rolnik nie śmie nawet myśleć po protestach, bo straci ziemię i stanie się dziadem. Za „błędy w wypełnionym formularzu” rolnik może być pociągnięty do odpowiedzialności co najmniej pięć lat wstecz! I „procedury wyjaśniające” mogą trwać wiele lat, i choć potem rolnik nawet by został uniewinniony, to jego straty – wstrzymanie „dopłat” bieżących, brak zbytu i pieniędzy na nawozy i opryski – i tak spowodowały by jego bankructwo. Tak to jest pomyślane i tak będzie wprowadzane w życie.
    To nie są czasy Polski Ludowej, gdy władze udostępniały rolnikom polskim kredyty preferencyjne, do spłaty po zbiorach i towarem płaconym od ręki, które to kredyty bywały umarzane w latach słabszych zbiorów czy klęsk żywiołowych. Teraz sytuacja jest poważna i rolnicy o tym wiedzą. Nikt nie śmie podnieść głosu na unijnego urzędasa tak, jak to lat temu trzydzieści robili rolnicy wyładowując swoje frustracje na lokalnych sekretarzach PZPR.

    „Machanie flagą narodową i rzekoma obrona zagrożonej suwerenności zawsze pomogą przyciągnąć jakąś grupę wyborców.”

    – a w jaki to sposób można bronić polskiej suwerenności, jeżeli prawo unijne stoi ponad polskim prawem? Na czym to polega obecna suwerenność? I czy machanie flagą może tu coś zmienić? – na pewno nie i tu można się nawet z panem Domańskim zgodzić.

    „Na szczęście nie można zbyt długo tak rządzić krajem, którego większość obywateli ma bardzo odmienną od pisowskiej koncepcję na własne życie w Europie.”

    – ależ co pan wypisuje? jaka większość i jakiej koncepcji? Polacy wpędzeni w biedę i postawieni przed perspektywą pracy w kingdomie albo wegetowania w Polsce wybrali pracę w kingdomie. I nie jest to w żadnym razie jakaś PiSowa koncepcja, lecz unijna. I PiS bardzo dokładnie te unijne koncepcje wprowadza u nas w życie. A że twierdzi się oficjalnie co innego? no to co? jak będzie trzeba, to będzie się twierdzić co innego, a nawet coś wręcz przeciwnego. Nie jest to w polityce żadne novum.

    ” Choć dopóki dla wielu Polaków Unia to będą „oni”, a nie „my”, próby wywrócenia stolika
    wspólnotowego mogą kiedyś się skończyć sukcesem.”

    – to nie my o nich mówimy „oni” ale to oni o nas mówią „oni” odgraniczając się od nas gdzie tylko możliwe. To właśnie „stara unia” sobie przyznała więcej pieniędzy (na drzewach u nich kasa też nie rośnie!) i to oni dyktują nam, co my mamy robić, a nie odwrotnie. Niech będzie pan łaskaw, panie Domański, dokładniej się temu przyjrzeć. Polak pracujący w rajchu ma mniejsze prawa niż Niemiec u siebie, prawda? I jednocześnie Niemiec w Polsce ma większe przywileje niż Polak w Polsce. To ludzie u nas widzą i nie ma sensu zaprzeczać. Paręset tysięcy Niemców w Polsce ma prawa jako mniejszość, ale parę milionów Polaków w Niemczech za mniejszość narodową nie jest uznana.

    „Jeśli nie populistów, którzy na wszystko mają proste recepty, to autokratów, jawnie kontestujących wartości unijne.”

    – „populistów”??? „autokratów”??? a co to takiego? bo ludzie chcą żyć, chcą pracować, mieć z tego pieniądze na utrzymanie siebie i rodziny i wszelkie „kontestacje” , „autokracje” i inne „populizmy” to normalni ludzie mają w dupie.

    „Wiara w nieomylnego wodza jest tak stara jak gatunek ludzki. Ciągle zresztą się odradza. W Polsce przybrała teraz dość karykaturalną formę człowieka na drabince. Ale niech ta forma nikogo nie zmyli. Pełna władza w rękach wodza grozi wywrotką przede wszystkim tym, którzy biernie obserwują jego kolejne wybryki.”

    – dobre państwo może mieć tylko jednego przywódcę, czy to się komuś podoba, czy nie. Nikt nie wie, czy ludzie wierzą w „jednego nieomylnego wodza”, ale rozum nakazuje trzymać się jakiegoś wybranego kierunku, by nie stracić rozeznania. Co jest w tym złego? Według mnie nic. Istotne jest to, co chce PiS z Polską zrobić. A czy to będzie osiągane przy pomocy „jednego wodza” czy większego kolektywu, nie ma przecież znaczenia.

    „I nie reagują na przekraczanie kolejnych granic. Nie może być neutralności w takich momentach jak teraz w Polsce. Gdy rujnuje się podwaliny naszego miejsca w Europie. Brak reakcji i stanie z boku tego, co się dzieje z polityką zagraniczną, jest wspieraniem żałosnej działalności władz.”

    – no coś takiego! granice od dawna przekraczają Niemcy i to w dowolnym kierunku a to zabraniając polskim rybakom łowić ryby na polski rynek, a to zabraniając polskiemu rolnikowi hodować świnię na własny użytek itd. itd. W Niemczech ich landwirt ma prawo zabić sobie świniaka, zrobić z niego kiełbasy własnym sumptem i w przydomowym sklepiku (np. wnęka domu) sprzedawać je chętnym klientom. Niemieckie kutry i trawlery regularnie czyszczą do dna Bałtyk z wszelkich ryb i potem te ryby – jako mrożone (zawartość skorupy z zamarzniętej wody =30%) – są dostępne na polskim rynku. A polski rybak „dostaje dopłaty” za to, żeby nie wypływał. Skąd pieniądze na te „dopłaty dla polskiego rybaka”? a no stąd, że Polak za rybę złowioną przez Niemców płaci nie 20 zł za kilogram, a 30 zł. I już jest kasa na te „dopłaty” i „rekompensaty” dla polskich rybaków.
    Co do neutralności, to nie ma takiego kraju na świeci, który mógłby sobie na to pozwolić, bo zaraz go napadną i skolonizują. Taka Szwecja – przyjęła tylu „uchodźców” że praktycznie przestała istnieć. Ale za to jest neutralna produkując uzbrojenie dla obcych wojsk :))))))
    Natomiast neutralna Szwajcaria ma w „swoich” bankach kradziony przez międzynarodowych złodziei od wieków łup i dlatego nikt jej nie napada. Hitler choć potrzebował kasy też Szwajcarii nie napadł, choć była pod ręką i mocno w zasięgu. Ale kto napada na siebie samego? Chyba tylko głupi (albo Polak).

    „Niestety, dla ekipy „dobrej zmiany” kompromis jest z założenia rozwiązaniem złym.”

    – panie Domański! kompromisy zawiązują kraje równorzędne. Ale między kolonizatorem i skolonizowanym nie ma powodu chodzenia na kompromis. Polska jest krajem skolonizowanym przez zachodnie korporacje i nie mamy nic do powiedzenia. Możemy tylko akceptować to, co oni nam narzucą i starać się stwarzać takie możliwości byśmy byli im od czasu do czasu potrzebni. To pozwoli nam przeżyć. Dlatego wysyłanie polskich żołnierzy „na misje” – choć jest aktem barbarzyńskim i zbrodnią – z punktu widzenia istnienia państwa polskiego jest w obecnych warunkach koniecznością, ponieważ wojsko polskie zostało by zlikwidowane do zera. Za istnienie tego wyamputowanego kadłubka polskiej armii płacą cywile w Afganistanie i Iraku, często swoim życiem. Polityka prowadzona przez PiS nie ma tu nic do rzeczy.

    „Minęło 300 lat od nieszczęść, jakie spotkały Polskę szarpaną przez tabuny sobiepanków wykrzykujących: liberum veto! I znowu pojawili się na scenie.”

    – otóż, to liberum veto nie było wcale polskim wynalazkiem. Od czasu „chrztu” nie było u nas polskiego władcy, a każdy wybrany (choć ponoć dziedziczny) król namaszczany był przez papieża, albo w drodze pośredniej przez niemieckiego cesarza. Za darmo tego namaszczania nie robili, ponieważ związane to było z określonymi i regularnymi opłatami za tę przysługę.
    Potem, w czasie „wolnej elekcji” to już było o wiele swobodniej, bo można było tzw. polskiej szlachcie obiecać duże przywileje (w końcu i tak odbywało się wszystko kosztem wyzyskiwanego niewolnika czyli chłopa pańszczyźnianego – jedynego prawdziwego Polaka w Polsce!) oraz pieniądze (po dorwaniu się do polskiego tronu można było nakładać dodatkowe świadczenia na Polaków – chłopów pańszczyźnianych i można było tej „polskiej szlachcie” zatkać gęby pieniędzmi).
    Taki August III. ponoć Mocny to naobiecywał co chciał, Jezuici pożyczyli mu ileś tam milionów w złocie (tak coś jakby pamiętam, że było tego 3mln) i tenże August na tronie polskim zasiadł. Jak za pociągnięciem różdżki czarodziejskiej nagle mógł Jezuitów spłacić i nawet się poważnie w Dreźnie pobudował (Zwinger).
    A polskie dzieci polskiego chłopa pańszczyźnianego umierały z głodu na przednówku (w lutym, gdy jeszcze nie było liści na drzewach i trawy na łąkach) w sytuacji, gdy biskupi pękali z przejedzenia w szwach a jaśniepaństwo organizowało rauty i wystawne przyjęcia.

    Smutną mają Polacy historię, ponieważ o ich rzeczywistości decydowali inni, obcy. W ciągu 45 lat Polski Ludowej Polska się odrodziła i jak nigdy dotąd w historii zwiększyła populację o niemal 1/3 w ciągu lat dwudziestu. Ale te złote czasy się skończyły. Cały dorobek pokolenia powojennego został albo rozkradziony albo zniszczony i odbyło się to rękami ogłupionych Polaków.
    Jak my możemy mieć własne, niepodległe państwo, jeżeli nawet nie wiemy, kim jesteśmy? Pismo nasze, starodawne, słowiańskie zostało zniszczone. Zastąpiono je alfabetem łacińskim. A więc mowa nasza jest jeszcze słowiańską mową polską, ale posługujemy się obym pismem. Nasze myśli zapisujemy przy pomocy obcych liter. A nam od wieków wbijają do głów, że należymy do „cywilizacji łacińskiej”. Co to miało by być w praktyce? Z grubsza biorąc, mogła by to być tylko podległość kościołowi katolickiemu – tworowi sztucznemu, używającemu sztucznego, martwego języka do swoich celów.
    Gdyby Polakom udało się uzyskać dostęp do starosłowiańskiego pisma, to wówczas mogła by się w nas być może obudzić świadomość kolektywna, nasza słowiańska świadomość i moglibyśmy właściwie odczytywać teraźniejszość. A tak, w obecnej sytuacji, to nie jesteśmy w stanie prawidłowo dekodować wydarzeń zachodzących wokół nas i tym samym jesteśmy łatwym materiałem do wszelkich manipulacji.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. nana
    nana 2 kwietnia, 2017, 09:10

    o kłamstwach produkowanych i firmowanych przez „dziennikarzy”

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy