Mundial+

Mundial+

Już za parę dni ustawię w salonie stolik i fotel, wyjmę nalewki i zagryzki, ekran umyję i wcisnę guzik, aby połączony duchowo z miliardami bliźnich na całym świecie wziąć udział w wielkiej barbarzyńskiej mszy. Kościół rzymskokatolicki przez wszystkie wieki swego istnienia walczył z prawdziwymi czy urojonymi heretykami. Lała się krew albigensów, husytów, protestantów… Wobec tysiąc razy potężniejszej parareligii na stadionach uciekł natomiast do kruchty, udając, że nie widzi, co się święci, kiedy Messiego fałszywi prorocy ponad Mesjasza wynoszą, a może nawet oglądając ukradkiem telewizję w zakrystii.

Pisał Umberto Eco w „La Guerre du faux”: „Na jedną tylko rzecz, nawet gdyby uważali ją za najistotniejszą dla swoich celów, nie poważą się ani ruchy studenckie, ani rewolty miejskie, ani najzajadlejsi nawet kontestatorzy: na najechanie boiska podczas meczu. (…) Hordy studentów mogą zabawiać się w niszczenie koktajlami Mołotowa samochodów jakiejkolwiek policji. Ze względu na rację stanu, prestiż państwa, wymogi jedności narodowej… represje będą stonowane, więc i starcia nie nazbyt krwawe: 40 zabitych co najwyżej. Natomiast atak na stadion podczas meczu spowoduje natychmiast krwawą i ślepą masakrę, dokonaną przez obywateli porażonych miarą zniewagi, którzy nie mając nic ważniejszego do obrony, gotowi byliby do generalnego linczu.

Spróbujcie zająć katedrę: biskup oczywiście będzie protestował, znajdzie się paru oburzonych katolików, ale także popierających rzecz dysydentów; lewica będzie wyrozumiała, antyklerykałowie koniec końców zadowoleni. Albo zajmijcie siedzibę którejkolwiek partii politycznej: inne partie – pokrewne czy nie – myśleć będą naprawdę, że dobrze tamtym tak; mają to, na co zasługują. Gdyby jednak ktokolwiek targnął się na stadion, liczyć nie mógłby na niczyją solidarność. Kościół, lewica, państwo, palestra, Chińczycy, Liga Kobiet, anarchiści, związkowcy… potępiliby zbrodniarzy jednogłośnie. Istnieje więc taka strefa wrażliwości społecznej, której podrażnić – czy to z przekonania, czy z oportunizmu – nie poważy się nikt. Istnieje więc taka najgłębsza struktura społeczna, której spójność nie może być naruszona bez zagrożenia wszelkich form życia zbiorowego i w konsekwencji samej obecności ludzkiej na tym świecie”.

I oto przez najbliższy miesiąc jestem w tej strukturze. Cóż za błogość, jakie poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście kaczyści pieszczą kiboli, bo gdzieś podzielają ich tępy szowinizm i faszystowską nienawiść do wszystkiego, co bardziej złożone i nie da się zamknąć w czarno-białym języku pięciu zaklęć. Ale przecież przede wszystkim ich się boją. A przez najbliższy miesiąc także mojej skromnej osoby z nimi. Można gardzić niepełnosprawnymi, można szydzić z sądów, można wycinać wiekowe puszcze, można narzucać kobietom teologię maciczną, niszczyć teatry, łgać o zamachach, ale ode mnie wara, bom ja dzisiaj prawdziwy, wyklęty, pępkoświatowy, słowem biało-czerwony od pięt po czubek, z przodu i z góry.

Oczywiście nigdy nie wiadomo, jak to wszystko się skończy. Czy zwyciężą Matka Boska Jasnogórska i Chrystus – z powołania kochliwego posła Pięty kandydat na tron Rzeczypospolitej – czy też Bruksela, Tusk, agent Bolek, syjoniści, uchodźcy (też w znacznej liczbie semici), Angela Merkel – nie bez kozery trzymająca na biurku portret Katarzyny II (prokurator Piotrowicz dixit) – zacisną nam brudne łapy na szyi i przegramy z kretesem. „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie”, śpiewano niesłusznie za zbrodniczej komuny, dając przykład zgniłego, czerwonego relatywizmu, albowiem być może bramki są dwie, ale jedna dobra, a druga zła i po połowie meczu na odwrót, co zamiast być w pieśni zaznaczone, było – wręcz odwrotnie – tuszowane i odzierane z patriotyzmu. Zapamiętaj też Polaku, że o honor białej rasy tu chodzi. Bo przed kim bronić go będziemy w grupie eliminacyjnej? Przed Negrami z Senegalu, żółtkami z Japonii i zbieraczami skalpów, czerwonymi (tfu!) z Kolumbii, razem do kupy gwałcicielami białych kobiet, dzikusami i Żydami. Dlatego też:

„Orężny wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił”.

A jakby duch nie starczył, zaśpiewamy sobie razem, z wiecznym narodowym samozadowoleniem:
„Polacy, nic się nie stało,
Nic się nie staaaaaaało!”.

Wszystko zostanie po staremu. Msza się skończyła. Wynocha! Sport to nie muzyka, żeby zaraz łagodził obyczaje. Znów będziemy łgać o zamachach, łamać konstytucję, zmieniać kobiety w maszynki do rodzenia… I tylko ja już nie będę prawdziwy, wyklęty, nawet biało-czerwony. Wrócę do przypisanego mi drugiego sortu. Mundial minął. A tak było miło, bezpiecznie i patetycznie.

Wydanie: 24/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy