Trudne do strawienia

Trudne do strawienia

Symboliczne spalenie przez żywioł narodowy kukły ortodoksyjnego Żyda na rynku we Wrocławiu zostało pokazane przez wszystkie programy informacyjne. Już wiemy, że gdy media publiczne będą w rękach PiS, Polacy i zagraniczna opinia publiczna będą chronieni przed sensacjami, które w złym świetle mogą postawić nasz kraj. A ponieważ jeszcze to się nie stało, trudno przeoczyć, że akt spalenia – ponownego spalenia, trzeba dodać – nastąpił w kraju, gdzie naprawdę zabito i spalono miliony ludzi. Można więc potraktować to wydarzenie jako rozpaczliwą próbę ocalenia Żyda będącego symbolem zła, kiedy ten już pomału odchodzi do lamusa. Nie ma u nas w kraju żywego obiektu – ortodoksyjnego Żyda osiadłego, grozi nam za to „najazd” Arabów. Nowy zły to już nie „judaista”, ale islamista i Arab. Nie zmienia to istoty takiego myślenia ani tego że jest ono złe i stanowi dowód, że po obozach zagłady ludzkość niczego się nie nauczyła.

Nominacja Jacka Kurskiego na wiceministra kultury urasta do rangi symbolu. To jawna pochwała braku kultury, a przede wszystkim niezwykłego cynizmu. Mianowanie takiego człowieka na to stanowisko jest jak plunięcie w twarz wszystkim środowiskom związanym z kulturą. Tak zaczyna urzędowanie nowy minister kultury Piotr Gliński. Do tego scena w studiu telewizyjnym i słowa profesora: „Wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się zmieni”. To zapowiedź pacyfikacji mediów publicznych – mają być obiektywne, czyli pisowskie. Obawialiśmy się szaleństw Macierewicza, Zbiory i Kamińskiego, ale okazuje się, że wszyscy, którzy się znaleźli w kręgu religii smoleńskiej, są groźni, nawet Gliński. I profesor poczuł duchową więź z kółkami różańcowymi, które w towarzystwie Piotra P., tego, który „palił Żyda”, blokowały wejście do teatru, bo ruja i porubstwo. Potem, gdy oglądałem ministra kultury w programach, gdzie próbował z tego wszystkiego się tłumaczyć, miałem wrażenie, że to człowiek kiedyś pewnie porządny, który zupełnie się zagubił i zaplątał w sieci ideologii. Media im konieczne, bo oni chcą Polskę duchowo przerobić, ulepszyć. Ma być więc rewolucja moralna.

Czy Jarosław Kaczyński to geniusz polityczny? Nie, skoro otoczył się ludźmi miernymi. Dlatego także Tusk nie był geniuszem politycznym. Jadwigę Staniszkis kiedyś znałem nie blisko, ale serdecznie. Zawsze mnie zaskakiwało, jak jest inteligentna i jak zawsze myli się w ocenie sceny politycznej, nie mówiąc już o prognozach na przyszłość. Jej uwiedzenie przez prezesa Kaczyńskiego było jednak dla mnie zaskoczeniem. Ale już po tygodniu rządów PiS nawet ona zaczyna mieć dosyć. Cytuję: „Kaczyński jest otoczony wieloma miernotami, ludźmi, którzy doszli do tego obozu, oportunistami, którzy w nadgorliwości idą dalej. To jest fatalne. Uważam, że młodzi wyborcy, którzy dali PiS zwycięstwo, odwrócą się. Bo to, co się dzieje, jest trudne do strawienia”, mówi Staniszkis. Kolejny po Glińskim profesor zagubiony.

A w Polsce wszystko ma być teraz bardziej narodowe, a mniej europejskie. Taki nacjonalizm w ramach unifikacji Europy jest bytem osobliwym i paradoksalnym. Pomysł prezesa, by powstał projekt finansowania wielkich produkcji filmowych, które w dobrym świetle przedstawią Polaków, świadczy o naiwności człowieka niemającego pojęcia, jak funkcjonuje sztuka, nawet komercyjna. To prawda, że nic tak nie lansuje narodu, wydarzeń z jego historii i wielkich postaci jak film współczesny. To poprzez filmy widzimy Stany Zjednoczone, Francję, Japonię, ich dzieje i mity. Jest to jednak jakby naturalne, film to dzieło sztuki, ale też produkt. Tam, gdzie powstają wielkie obrazy, które uwodzą świat, nie ma interwencji władzy. W krajach, w których nie ma demokracji, takie kino powstaje czasami jakby właśnie wbrew władzy. Stwórzmy w Polsce po prostu dobrą kinematografię – zresztą jesteśmy tu na dobrej drodze – a takie filmy same się pojawią. Ale to nie politycy będą decydować, co można produkować, a czego nie, co polskie, a co antypolskie.

Myślę o polskiej autodestrukcji i o tym, że po 26 latach, mimo wszystkich wad i słabości jednak dobrych, może najlepszych w polskiej historii, wracamy do tego, co przez stulecia było naszym przekleństwem. Te pełne zaduchu ludzkie wnętrza, zacietrzewienie tych ludzi, nie mówienie, ale złorzeczenie, że cel uświęca środki. Oni idą na całość, nie mają żadnych skrupułów. Ci, co odchodzą, byli niewiele lepsi, ale jak wiele znaczy to „niewiele”, przekonamy się wkrótce. W demokracji nie cynizm jest groźny, lecz ideologia, szczególnie jeśli jest zatęchła. Nagle czuję, że myślę i piszę o sytuacji politycznej kraju z tym samym jadem bezradności, z jakim pisałem po wprowadzeniu stanu wojennego. Wtedy jednak przemoc szła jakby od zewnątrz, a teraz potwór wyłonił się z głębin nas samych.

Wydanie: 49/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy