Okularnicy wszystkich partii, łączcie się

Okularnicy wszystkich partii, łączcie się

Platformie znów skoczyły słupki sondaży. Jej poparcie doszło do 58%! Tak naród radośnie zareagował na populizm premiera, który wprawdzie nie bardzo wie, co to pedofil, a co kazirodca, ale wie, że gdy takim „zwyrodnialcom” odmówi praw człowieka, zagrozi kastracją, to „ciemny lud to kupi” – jak mówi klasyk Jacek Kurski. Z tym że jeszcze do niedawna mogłoby się wydawać, że Platforma ma innych klasyków. Platforma, która wygrała ostatnie wybory, bo społeczeństwo naprawdę miało dość rządów PiS, nader łatwo wskakuje w jego buty. W populizmie ściga się dziś z PiS, co sprawia – mam nadzieję – pewien dyskomfort co najmniej części jej elektoratu. Tylko czekać, gdy premier zacznie rozważać (najlepiej przy winie z prezydentem), czy nie przywrócić w Polsce kary śmierci. Już dziś z dumą powiedział, że Polska będzie mieć najbardziej restrykcyjne prawo karne w Unii Europejskiej. Ściga się też w antykomunizmie, co 20 lat po obaleniu komuny (cokolwiek miałoby to znaczyć) jest tyleż łatwe, co oryginalne. Chce obniżać emerytury byłym esbekom, a przy okazji chce obniżyć emeryturę gen. Jaruzelskiemu.
Odpowiedzialność zbiorowa świetnie współgra z lekceważeniem praw człowieka.
Jeszcze trochę, a Platforma przestanie być „Prawem i Sprawiedliwością z ludzką twarzą”, a stanie się jednojajowym bliźniakiem PiS, co tam, samym PiS. W sondażach, jak widać, populizm i demagogia popłacają. Na chwilę. Przekonała się o tym już Samoobrona, po trosze też SLD, PiS na koniec. Przekona się kiedyś Platforma.
Populizm i demagogia Platformy na razie jej nie szkodzą. Są nie tylko bezkarne, ale zapewniają wzrost poparcia. Potencjalny elektorat zasila gawiedź żądna krwi, szukająca prostych rozwiązań trudnych problemów, czekająca tylko, by jej wskazać, gdzie czai się wróg, a rzuci się i go rozszarpie. Tylko z populizmem igrać nie warto, bo można łatwo stracić nad nim kontrolę i samemu paść jego ofiarą.
Platforma wyraźnie skręca w prawo, zabierając pole PiS. Czy tego oczekiwali ci, którzy rok temu głosowali na nią, chcąc odsunąć PiS od władzy? Ale gdzie teraz pójdzie wyborca PO – inteligent zrażony populizmem swej partii? Jaki ma wybór? Do PiS zdecydowanie nie. Do SLD – ledwie dyszącego na progu 5% poparcia, bez wyraźnej koncepcji programowej ? Tym bardziej nie. Do PSL? Do pozostałych partii, które nawet nie mają szans na samodzielne przepełznięcie przez próg wyborczy?
Ale czy zawsze tak będzie? Doświadczenie podpowiada, że nie. Prędzej czy później Platforma podzieli los swych poprzedników. Kto na tym skorzysta? Jeśli nie powstanie alternatywa dla prawicy (zarówno tej „z ludzką twarzą”, jak i tej bez twarzy), skorzystać może tylko PiS.
Musi w Polsce powstać alternatywa dla PiS i dla Platformy, dla prawicy w ogóle. Musi powstać i zagospodarować tę część elektoratu, która rządów prawicy, jej obłudy, hipokryzji po prostu ma dość.
Znaczna część społeczeństwa, w tym spora część młodego pokolenia, może nie we wszystkim podziela poglądy klasycznej lewicy, ale za swoje uznaje wartości wyrażone w europejskiej Karcie praw podstawowych, której Platforma nie ma odwagi zaakceptować w całości. Opowiada się za świeckością państwa, chce więcej liberalizmu w sferze obyczajowej, ma dość lustracji i tropienia upiorów przeszłości, polityki historycznej i histerycznej. Opowiada się za Polską otwartą na Europę i świat, ma dość kołtuństwa i zaścianka, nachalnej dewocji i obłudy. Interesów tych ludzi Platforma nie reprezentuje. To potencjalni sojusznicy centrolewicy.
Ludzie podobnie myślący sympatyzują dziś z różnymi partiami: SLD, SdPl, PD, ale też niemało jest ich wśród elektoratu PO. To samo dotyczy członków i działaczy tych partii.
Kiedyś na inteligenta mówiono jajogłowy lub okularnik. W ostatnich wyborach to właśnie ci okularnicy i ludzie młodzi zdecydowali o odsunięciu PiS od władzy. No to okularnicy wszystkich partii, łączcie się! Raz jeszcze. Łączcie się w imię zdrowego rozsądku, w imię wspólnych, choć dość ogólnie wyrażonych wartości: w obronie idei Karty praw podstawowych, w imię obrony praw człowieka, w imię odrzucenia odpowiedzialności zbiorowej, w imię sprzeciwu wobec narzucania przez instytucje państwowe jednej wizji historii najnowszej, w imię obrony świeckości państwa i wolności wyboru światopoglądu, w imię wolności badań naukowych (w tym historycznych, bez obaw, że „pomówi się naród polski” i pójdzie za to do więzienia) oraz wolności twórczych.
Te wartości są w stanie połączyć lewicę i centrum. Jeśli na przeszkodzie temu połączeniu staną liderzy partii, to znak, że czas ich zmienić. Tu naprawdę nie toczy się gra o słupki sondaży. To jest gra o Polskę! Polskę po najbliższych wyborach, ale także o Polskę za lat 10 czy 20.
Jeśli ktoś dziś żyje iluzją, że Partia Demokratyczna odrodzi się jako znacząca siła polityczna, ba, wróci do dawnej nazwy i blasku Unii Wolności, żyje w świecie nierealnym na pograniczu urojeń. Tak samo na pograniczu urojeń żyje ten, kto wierzy, że SLD odzyska 40% poparcia z czasów swej świetności i ma szanse jeszcze rządzić w Polsce. Żyje w nierealnym świecie ten, kto wierzy, że SdPl jest zdolne do jakichkolwiek większych dokonań na scenie politycznej.
Ale tak samo w nierealnym świecie żyje ten, kto wierzy, że jest szansa na neo-LiD w formie pełnej (SLD+SdPl+PD+UP) lub cząstkowej (SLD z SdPl lub SdPl z PD). LiD już był. Był szansą, która została zmarnowana. Powtórzenie tej formuły znaczyłoby ośmieszenie się w oczach elektoratu – co kilka miesięcy łączą się i dzielą, czyż można ich poważnie traktować?
No to co robić? Powtarzam swą niepopularną diagnozę. Formuła tych partii, które tworzyły LiD, ostatecznie się wyczerpała. Ich mechaniczne łączenie nic nie da. Nie ma się co obrażać ani na świat, ani na diagnostę. Tak jest. Był po 1989 r. moment, że wyczerpała się formuła PZPR (choć formalnie w Sejmie miała ona ciągle większość). Później była SdRP, a gdy jej formuła się wyczerpała, utworzono SLD. Dziś kończy się formuła SLD. Trzeba powoływać nowy byt polityczny. Musi to być coś jeszcze szerszego niż LiD. Dobrze by było, gdyby SLD miast trwać na beznadziejnej pozycji, chciał w tym uczestniczyć. Jeśli nie będzie chciał, nowy byt na centrolewicy i tak powstanie, będzie oczywiście dużo słabszy. Ale będzie dla SLD konkurencyjny. Efekt może być taki, że w wyborach do europarlamentu konkurencyjne listy ugrupowań lewicowych wzajemnie się zablokują i w efekcie nikt z lewicy do europarlamentu nie wejdzie.
A później są wybory samorządowe, na koniec, za trzy lata, a może wcześniej – kto to dziś wie? – wybory do Sejmu i Senatu. Czy i w tych wyborach będą konkurujące ze sobą listy lewicy czy centrolewicy? Czy grozi nam parlament bez lewicowych posłów? Jest to niestety scenariusz zupełnie realny.

Wydanie: 40/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy