Degrengolada

Prezydentura Busha przejdzie do historii Stanów Zjednoczonych jako jedna z najbardziej marnych. W ten sposób wypowiadam się o nim nie na podstawie doniesień polskiej telewizji, ale przede wszystkim w oparciu o lekturę umiarkowanych, centrowych gazet amerykańskich. Bywali prezydenci, którzy, jak choćby Nixon, mieli fatalną prasę, lecz takiej lawiny artykułów napastliwych, jednoznacznie krytycznych, oskarżających prezydenta i jego administrację o głupotę i zupełną bezradność po katastrofie wywołanej przez huragan Katrina, jeszcze nie widziałem. Bush w zasmucająco konsekwentny sposób nie potrafił sprostać pozycji przywódcy największego mocarstwa na świecie. Obciąża go najpierw brzemienna w efekty decyzja o wysłaniu dużej części gwardii narodowej do Iraku, a ostatnio kompletna głuchota na powtarzające się ostrzeżenia o skutkach nadciągającego huraganu, co spowodowało ruinę Nowego Orleanu i okolic. Szczególnie kompromitujące są tendencje rasistowskie w stosunku do Afroamerykanów, widoczne wyraźnie na początkowym etapie nieudolnej akcji ratunkowej. Nawet ciemnoskóra pani Condoleezza Rice, pełniąca funkcję jego sekretarza do spraw zagranicznych, nie jest w stanie osłabić słusznych ataków, wymierzonych w swojego niefortunnego szefa. Panu prezydentowi ponadto nie wystarczyło wyobraźni, aby przewidzieć, jak świat odbierze jego kategoryczną odmowę przyjęcia jakiejkolwiek pomocy humanitarnej. Na tę ponurą historię należałoby właściwie spuścić zasłonę milczenia, co niestety jednak nie jest w mocy niczyjej, a zatem również i podrzędnego obserwatora tragedii amerykańskiej, jakim jestem. Mieszanina irytacji i wyzwisk miotanych na Busha na łamach prasy w USA będzie pewnie jeszcze trwała długo. Prawdą jest, że zaabsorbowani zbliżającymi się wyborami nie mieliśmy w Polsce dosyć czasu i miejsca, ażeby dokładniej zajmować się tym, co dzieje się po drugiej stronie Atlantyku. Powiedzieć jednak trzeba jedno: huragan Katrina był zapewne jednym z największych, jakie trafiły kontynent amerykański, ale nie był niestety ostatnim słowem rozgniewanej bezmyślnością człowieka natury. 7 września 2005 r. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2005, 37/2005

Kategorie: Felietony