Wróćmy do Okrągłego Stołu

Wróćmy do Okrągłego Stołu

Wokół nas jest tyle politycznego jazgotu i bójek toczonych w myśl zasady: wróg czyha wszędzie, że gdy patrzę na historyczne zdjęcia z obrad Okrągłego Stołu, to z trudem mogę uwierzyć, że wszystko działo się tak niedawno. I często z udziałem ludzi, którzy dziś faulują się bez pardonu. Przed 15 laty to Polacy wykazali się niezwykłą mądrością. Niezwykłą jak na naszą tragiczną, wypełnioną waśniami i spiskami historię. Zamiast kolejnego powstania i kolejnych miejsc do stawiania krzyży czy składania wieńców wprowadziliśmy do obiegu rzadko w Polsce używane słowa. Kompromis i porozumienie. Zadziwiliśmy świat i chyba także samych siebie. Mimo ostrych podziałów i długiego rachunku krzywd potrafiliśmy rozmawiać ze sobą jak Polak z Polakiem.
Okrągły Stół stał się naszą wizytówką, meblem eksportowym. A jego autorzy przeszli do historii i ich ówczesnych zasług nic już nie jest w stanie przekreślić. I to mimo wielu prób dezawuowania sensu obrad Okrągłego Stołu i dopisywania do nich czarnej legendy. To zaś, co dzieje się z nami we wzajemnych kontaktach – rosnąca agresja, brutalizacja stosunków i deptanie ludzkiej godności – tym bardziej pokazuje, że najgorzej jest wtedy, kiedy nie ma stołu, przy którym można usiąść. Gdy nie ma woli i chęci na takie spotkanie. Bo jakaż jest sensowna alternatywa? Jeszcze więcej podziałów i kłótni, tworzenie kolejnych pól konfliktów i rachunków krzywd, które trzeba będzie kiedyś wyrównać? Czy to ma być perspektywa dla narodu z takimi aspiracjami jak Polacy?
Okrągły Stół był ogromną szansą na mądrą i w miarę bezpieczną transformację. I póki ton nadawali ludzie preferujący rozum i interes publiczny, zapowiadało się całkiem dobrze. Wystarczy choćby przypomnieć dorobek Sejmu kontraktowego.
Niestety, zabrakło konsekwencji i cierpliwości. Zapomniano, że Okrągły Stół nie może być meblem wyciąganym tylko na szczególne okazje. Nie może też być meblem jednorazowego użytku. Dziś, tak jak przed 15 laty, powszechne są pytania. Co będzie dalej? Co z Polską? Jak i kto ma rozwiązać gigantyczne problemy? Czy jesteśmy skazani na waśnie domowe między stronnikami najzacieklej rywalizujących ze sobą partii? Czy klimat wojen, podchodów, wzajemnych oskarżeń to nasza oferta dla młodych Polaków? I nasza przepustka do Unii Europejskiej?
Jest dla mnie oczywiste, że bez kolejnego historycznego porozumienia czekają nas dryf i degradacja. Problemy przerastają bowiem możliwości poszczególnych partii i grup społecznych. I nie zmieni tego wymiana jednej koalicji na drugą ani przyspieszone wybory.

Wydanie: 16/2004

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy