Wieloryb w Londynie

Kaczkonosy wieloryb zabłąkał się z Atlantyku na Bałtyk, a stąd wpłynął do ujścia Tamizy i wydostał się na powierzchnię sześćdziesiąt kilometrów dalej, pośrodku Londynu. Zacni Anglicy mordowali się z nim przez wiele godzin, usiłując uratować mu życie. Podłożyli mu pod tułów nadmuchiwane pontony i wciągnęli go dźwigiem na pokład barki, ażeby wypłynąć z nim na pełne morze i tam go wypuścić. Zmaganiom tym asystowało kilku weterynarzy i biologów, specjalistów od wielorybów, ja zaś przez bite dwie godziny obserwowałem ich trudy, które się skończyły niestety śmiercią nieszczęsnego ssaka. Jedni eksperci twierdzili, że był to zbyt wielki stres dla zdezorientowanego stworzenia, drudzy zaś, że już wpływając do Tamizy, był chory. Widowisko to przyciągnęło na wybrzeża i mosty rzeki nieprzebrane tłumy londyńczyków, mnie zaś, jakkolwiek zaabsorbowanego tą walką o ocalenie wieloryba, wielce pomogło: chociaż na chwilę całkowicie zapomniałem o istnieniu braci Kaczyńskich, o panach Dornie, Lepperze przebywającym w Chinach, Giertychu i wszystkich innych politykach, którym przyszło obecnie zasiadać w polskich rządach. Aczkolwiek zatem źle zakończyła się epopeja kaczkonosego wieloryba, dodajmy zresztą, nie największego okazu, ponieważ miał tylko sześć metrów długości i tyleż ton ważył, niemniej jednak przyniosła mi znaczną ulgę, a nawet ukojenie, wywołane usunięciem z pamięci, kto i w jakim trybie zajmuje się sterowaniem naszym krajem, który również wydaje się dryfować w samobójczej misji w zupełnie niewłaściwym kierunku. Nie wiem, czy londyński spektakl stał się udziałem także polskich telewidzów, ponieważ ograniczam się wyłącznie do oglądania telewizji niemieckiej, emitowanej z transpondera satelitarnego. Dowiedziałem się potem z komentarzy, że wieloryb w Tamizie jest zjawiskiem niezwykle rzadkim i ostatni raz pojawił się prawie sto lat temu, w roku 1913. Stworzenie było bardzo duże i podobno wielce sympatyczne. Przymiotów tego rodzaju doszukać się u polskiej klasy politycznej niestety nie mogę.

25 stycznia 2006 r.

 

Wydanie: 5/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy