A problemy rosną i rosną

A problemy rosną i rosną

Zaczęła się wiosna i chciałoby się zacząć optymistycznie, na przekór temu co w polityce i gospodarce. Niestety, dziś realia są zbyt czarne. Od dawna nie było tak wielu powodów do frustracji. Wojna z Irakiem, która podzieliła państwa, narody, a nawet rodziny, nie będzie rozstrzygnięta w takim tempie i w taki sposób, jak myśleli Amerykanie. I sprawi jeszcze niejedną niespodziankę, w myśl zasady, że jeśli może być gorzej, to na pewno będzie.
Na własnej skórze przekonujemy się, jak to działa w polskich realiach. I sami siebie pytamy o to, co się w istocie takiego stało, że jest aż tak marnie. Dlaczego problemy ciągle rosną i rosną, a przecież miało być lepiej, a przynajmniej nie gorzej. Co się z nami porobiło w tym nowym ustroju?
Większość Polaków z entuzjazmem wskoczyła w buty gospodarki wolnorynkowej i demokracji. Ale też ta większość nie miała zbyt wielkiego pojęcia, co to naprawdę znaczy. Świat znaliśmy tylko z kolorowych widokówek. A że nikt 13 lat temu nie mówił o cenie, jaką trzeba będzie zapłacić za transformację, tym większy jest szok wywołany wysokością rachunku.
Mentalność, przyzwyczajenia, ale też umiejętności rodem z jednej epoki zderzyły się z brutalną rzeczywistością słabo regulowanego rynku, a w istocie „wolnej amerykanki”. O sukcesie decydowały w pierwszym rzędzie bezwzględność, brak skrupułów, egoizm i spryt.
Pierwsze pokolenie naszych kapitalistów i demokratów jest na ogół słabo wyedukowane; to bardziej praktycy niż znawcy teorii i reguł. Wielu z nich wystarcza znajomość paru sloganów. Zajęci budowaniem w szybkim tempie fortun nie mieli czasu na głębsze studia.
Problemy z uczciwym aż do bólu rozliczeniem może mieć dziś, moim zdaniem, zdecydowana większość beneficjentów transformacji. Żadna z wielkich afer gospodarczych III RP nie została do końca rozliczona. I jeśli wołanie o katharsis potraktować z całą powagą, to trzeba sięgnąć do źródeł, do początku zmian systemowych. Tylko kto ma to zrobić?
Kto może wyjść i pokazać swoje ręce?
Na pewno Jacek Kuroń i Karol Modzelewski, ale nie bohaterowie kronik kryminalnych z początku lat 90., np. ówcześni „pampersi”. Trzeba niebywałego cynizmu i tupetu, żeby mając takie fakty w życiorysach, kreować się na obrońców prawa i sprawiedliwości.
Obecny układ polityczny, od prawa do lewa, jest na najlepszej drodze, by się wyciąć w pień. A wtedy najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się opcja zerowa: „Wy już wszyscy byliście, teraz my”.
I byłaby w tym pewnie jakaś nadzieja, gdyby nie to, co ona w istocie oznacza: „Teraz my dorwiemy się do waszej kasy i waszych kieszeni!”.

Wydanie: 14/2003

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy