Robi się parszywie

Robi się parszywie

Jestem rodzinnie złożony z paru dopływów. Jeden jest polsko-austriacki. Drugi żydowski. Ten ostatni w moim odczuciu jest cieniutki. Byłem wychowywany w pełni w duchu katolickim i polskim (ojciec mojej matki, legionista, dostał Virtuti Militari, zginął w obronie Warszawy w 1939 r.). Ale dzięki tej podwójności mam wrażliwość na oba światy – więc to, co teraz się dzieje, boli mnie podwójnie. W efekcie fatalnej ustawy świat dowie się o dawnym i obecnym polskim antysemityzmie. Przy skali szkód, jakie ustawa wyrządzi w opinii o Polsce, te nieszczęsne „polskie obozy” to ziarenko piasku przy słoniu. Już widać, że efekt jest podobny jak w przypadku Me Too – ujawnień molestowania. Będą ujawniane kolejne przypadki mordowania Żydów przez Polaków, a pozostałyby w ukryciu już pewnie na zawsze.

Ja też zakopałem w pamięci kilka opowieści ludzi bliskich lub znajomych. A teraz o tym mówię. Ojciec mojej żony pamięta, jak Stefan K. prowadził przez wieś na sznurku żydowskie dziecko, szedł z nim na żandarmerię. Włos mu z głowy nie spadł po wojnie. Fryzjer pan Lucjan, zresztą szczery antysemita, opowiadał mi, jak w jego obecnym zakładzie w czasie okupacji był strzyżony granatowy policjant. Przybiegła jakaś kobieta z wiadomością, że w pobliżu ukrywa się żydowska matka z dzieckiem. Miał ich potem zabić osobiście. Erna Rosenstein, znana malarka, opowiadała mi, jak w lesie przewodnik, który miał uratować życie ich rodzinie, poderżnął gardło jej matce i ojcu, a ją, dziecko, związał – cudem się uratowała. Mam jeszcze kilka takich opowieści, wszystkie z pierwszej ręki. Więc jeśli to był margines, to szeroki.

Natomiast dziesiątki osób pomogły przetrwać wojnę mojemu ojcu, chodził zresztą normalnie po ulicach, uczył na tajnych kompletach. Był do szpiku kości polskim pisarzem, nie czuł się Żydem. Obłęd zresztą z tym ciągłym pytaniem: jest, nie jest, jest w całości, w połowie, w ćwierci? Ale nie podoba mi się również argument, że o wiele więcej Polaków wydawało Żydów, niż ich ukrywało. Ukrywać było piekielnie trudno i groziło to śmiercią, a wydać było piekielnie łatwo i czasami przyjemnie, bo z zyskiem.

Zaczynają się jakieś koszmarne, gorszące licytacje i targi. Jak to ważyć, jak mierzyć? W tym przekupnym zgiełku nikną z oczu ofiary. Do mnie przemawia obraz miliona zamordowanych dzieci. Z tym sobie poradzić nie mogę, bo mam małe dzieci, pal licho dorosłych. Ale Annę Frank w Amsterdamie przecież wydał jakiś Holender (polecam dziennik tej dziewczynki, jest niezwykły).

Kaczyński twierdzi, że to walka o godność. Polacy najedzą się teraz godności i nareszcie będą chodzić godnie nabzdyczeni po scenie Europy, ciągnąc za sobą opinię antysemitów. Dlaczego należy mówić o tym, co ciemne w narodowej biografii? Dał tu odpowiedź Stefan Żeromski: „Trzeba rozrywać rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości”. Wbrew opinii wielu mądrych ludzi jestem pewien, że Kaczyńskiemu wymknęło się to spod kontroli. Jest wolny od antysemityzmu, jego sympatia do Izraela była szczera, ale jak każdy totalista nie umie się przyznać do błędu. Brnie w to więc, tym chętniej, że widzi, jak cała sprawa, chociaż nieszczęsna, przysparza mu sympatii w narodzie. I teraz gadanie, że Polska wstaje z kolan. Jak nie widzieć, że wstaje i jest goła? I znowu ten motyw odzyskiwania godności przez Polaków. Mówi to ktoś, kto upokorzył Polskę w świecie, a w kraju upokarza ludzi uczciwych i światłych. Kto tak upokorzył w dzieciństwie prezesa, że ciągle musi upokarzać innych?

Po raz trzeci czytam dzienniki pisarki Zofii Nałkowskiej, lata wojenne. Zawsze z tym samym przejęciem. Świetna literatura i co za dokument! Jakie upokorzenie, cierpienie i trauma. Zapomnieliśmy, jaka była skala tej katastrofy. Polska lat 30. była karmiona nacjonalizmem i fikcją swojej wielkości, jak dzisiaj. Nie oddamy nawet guzika, mówili rządzący. Oddali wszystko i uciekli za granicę. Gdyby mieli honor, popełniliby zbiorowe samobójstwo. Ta klęska żyje w kolejnych pokoleniach. Ale przecież Żydzi przeszli przez jeszcze większą traumę, stąd czasami reakcje, które zdają się nieadekwatne lub nas krzywdzące. Prowadzeni byli wszyscy na rzeź, też małe dzieci. Powinniśmy rozumieć, że nadwrażliwość jest tu obopólna. A jeśli nie rozumiemy, to przynajmniej nie uruchamiajmy nienawiści. Nie wiem, co się dzieje teraz w Izraelu, ten kraj na dodatek żyje na ostrzu topora, a rządy ma równie kretyńskie jak nasze. Wiem za to, że w Polsce wzbiera wrzód nienawiści. Jakby nie dosyć było nienawiści między prawicą i liberałami. Robi się parszywie.

Wydanie: 7/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy