Polityka wschodnia

Polityka wschodnia

Przed sześcioma laty w Mińsku, z inicjatywy Francji i Niemiec, udało się zamrozić konflikt na Ukrainie Wschodniej. Właśnie – nie rozwiązać, nie zlikwidować, ale jedynie zamrozić. Od tego czasu nie zrobiono nic lub co najwyżej zrobiono bardzo niewiele, by zbliżyć się do rozwiązania problemu. Nie dopilnowano nawet, by ustalenia z Mińska, te zamrażające, zrealizować. Nie pali się do tego ani Rosja, ani Ukraina. Ale tego zamrożonego (choć – jak się okazuje – nie do końca) konfliktu tak po prostu przeczekać się nie da. Z tego musi coś wyniknąć. Obawiam się, że coś bardzo niedobrego.

Ostatnio Rosja zaczyna przy granicy z Ukrainą demonstrować siłę. Jakieś przegrupowania wojsk już tam stacjonujących, jakieś dosyłanie nowych. Towarzyszą temu ruchy floty rosyjskiej, przerzucanie okrętów z Bałtyku na Morze Czarne, a z Morza Kaspijskiego na Azowskie. Po co ta demonstracja? Czy rzeczywiście Rosja przygotowuje nową agresję? Być może chce tylko zademonstrować swoją siłę i gotowość jej użycia. Ukraiński potencjał wojskowy, a nawet demograficzny, jest znacznie mniejszy. Ukraina, nawet dozbrojona przez Zachód, jest zbyt słaba, by zbrojnie przeciwstawić się Rosji. Wiedzą to wszyscy, przede wszystkim wie to Ukraina. Wie nader dobrze Zachód. I co? Ano nic. Czy Zachód w razie czego zaryzykuje wojnę z Rosją w obronie Ukrainy? Oczywiście, że nie. Wie to Zachód i wie to Rosja. I chyba wie Ukraina.

Rzecz jasna, napięcie na linii Ukraina-Rosja inaczej odczuwają Stany Zjednoczone, inaczej Polska. Stany inaczej, bo nie dość, że to daleko od ich granic, to jeszcze z jednej strony dobrze, że Rosja ma jeden kłopot więcej, a z drugiej można na Ukrainę sprzedać nieco sprzętu wojskowego. Nikt chyba nie wierzy, że to uzbrojenie Ukrainie pomoże rozstrzygnąć konflikt na swoją korzyść, ale przynajmniej amerykański producent broni trochę zarobi. Niech więc sobie ten konflikt, zamrożony czy lekko rozmrożony, trwa jak najdłużej. Jeżeli nawet wybuchnie z nową siłą, to z dala od USA.

Ale nas od Ukrainy nie dzieli ocean i pół kontynentu. Ukrainę mamy tuż za granicą. Nasze interesy są tam inne niż amerykańskie. Byłoby dobrze, gdybyśmy prowadzili jakąś własną politykę wschodnią, najlepiej zharmonizowaną z polityką Unii Europejskiej. W naszym i europejskim interesie jest, aby Kijów jakoś dogadał się z Moskwą. Najlepiej przy udziale Unii Europejskiej jako mediatora. Inne możliwe wyjścia są tylko dwa: konflikt zbrojny ukraińsko-rosyjski i podział Ukrainy wedle rosyjskiego uznania albo globalny konflikt zbrojny w obronie Ukrainy, na który nikt się nie zdecyduje. Jeśli więc Kijów z Moskwą się nie dogadają, pozostaje militarny dyktat Rosji. Zachód się oburzy jeszcze bardziej, niż dotąd był oburzony, uchwali nowe sankcje, my oprócz jabłek przestaniemy do Rosji eksportować jeszcze gruszki i śliwki, prezydent Duda zrobi najgroźniejszą z zestawu swoich min, a w imieniu opozycji pięknie przemówi poseł Kowal, znany jako pomysłodawca królewskich pogrzebów. W tajemnicy przed obcymi wywiadami, nocą żołnierze obrony terytorialnej drutem obwiążą swoje rozpadające się karabinki Grot i za pomocą chińskich kompasów ustalą, gdzie jest wschód.

Tyle możemy zdziałać w polityce wschodniej à la PiS.

Nawet gdy Łukaszenka zamyka nam dziennikarzy i działaczy Związku Polaków na Białorusi, wyrzuca dyplomatów i mówi, że „da nam po mordzie”, jedyne, co potrafimy zrobić, to poskarżyć się… Joemu Bidenowi. A swoją drogą kto podpuścił działaczy ZPB, by uprawiali na Białorusi polską politykę historyczną, w szczególności obchodzili dzień „żołnierzy wyklętych”? Ten, kto podpuścił (i stale podpuszcza!), czuje, że dobrze spełnił patriotyczny obowiązek. Bardzo dobrze. Tym bardziej że na cudzą odpowiedzialność. Naprawdę nie można było się spodziewać, jak białoruski satrapa i jego reżim zareaguje na takie obchody? No ale na naszą prośbę teraz Joe Biden mu pokaże!

Z Rosją stosunki mamy jak najgorsze. W stosunkach z Ukrainą też nie przyszłość, ale przeszłość okazała się najważniejsza, teraz jeszcze Łukaszenka nam wygraża…

W Unii Europejskiej pozycję mamy żadną i proporcjonalny do tej pozycji wpływ na jej politykę wschodnią.

Tylko Joe Biden nam został. Przynajmniej mamy komu się poskarżyć.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 17/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy