Rozproszona tyrania

Rozproszona tyrania

Czym jest Instytut Pamięci Narodowej, jeśli nie narzędziem tyranii, mającym umocnić władzę nowych uprzywilejowanych?

Historyk mówi, że wszystko się zmienia, nic się nie powtarza, każdy fakt jest jedyny w swoim rodzaju. Filozofowie inaczej widzą świat: wszystko znajduje się w ruchu, ale tylko po to, aby się powtarzać. „To, co było, jest i będzie, to, co będzie, jest i było” – pisał August Cieszkowski, filozof romantyczny. Artur Schopenhauer ujął to inaczej: nauka historii, opowiadając o ludziach i wydarzeniach, łudzi się, że za każdym razem mówi o czymś innym. W rzeczywistości, co do istoty, choć nie w szczegółach, opowiada wciąż o tym samym. Zmienne są tylko nazwy, imiona, daty i kostiumy. Człowiek jest zawsze tą samą istotą, która dziś, wczoraj i zawsze postępuje jednakowo w stosunku do drugiego człowieka. Do filozofa – powiada Schopenhauer – należy rozpoznać we wszystkich zdarzeniach to, co w nich identyczne, niezależnie, czy działo się to w starożytności, czy w nowożytności, na Wschodzie czy na Zachodzie; powinien zawsze dostrzec tę samą ludzkość mimo odmiennych warunków, ubiorów i obyczajów. Ta identyczność, ta trwałość w głębi wbrew wszelkim zmianom na powierzchni polega na podstawowych cechach głowy i serca ludzkiego – w większości złych i nielicznych dobrych. „O ile historia uczy nas, że w każdym okresie coś innego się działo, o tyle filozofia usiłuje pomóc nam zrozumieć, że po wsze czasy było, jest i będzie stale to samo”. Ogólnie biorąc, ludzie zawsze chcą tego samego: dóbr materialnych, przestrzeni zastrzeżonej dla siebie, władzy, szacunku, powodzenia u drugiej płci. Dobra materialne bardzo się zmieniają pod względem ceny, jakości, wyglądu itp., ale materialiści życiowi są zawsze tacy sami. Dzieli ich i doprowadza do wzajemnej niechęci, niekiedy do wrogości i walki to, że chcą tego samego. Również władza nie może być udziałem wszystkich, o nią także trzeba rywalizować i walczyć. Rozpala w ludziach jeszcze większe namiętności niż pożądanie rzeczy materialnych, ponieważ wydaje się, a często jest syntezą wszystkich pożądanych dóbr: wzbogaca materialnie, rozszerza zastrzeżoną przestrzeń, zwiększa atrakcyjność u płci odmiennej, daje prestiż, co prawda dwuznaczny, ale lepszy dwuznaczny niż żaden. Komuniści przyczynę wszelkiego zła widzieli w prywatnej własności. Chcąc ludzi wybawić od tego zła, musieli spotęgować władzę i teraz już wiemy, gdzie tkwi największe niebezpieczeństwo. Zachodzi jednak niedopowiedzenie: władza jest niebezpieczna nie tylko w ręku jednego tyrana czy jednego centrum. Anarchiści, buntownicy, rokoszanie różnych odmian nienawidzą władzy, gdy jest ona scentralizowana i należy do kogo innego, co nie znaczy, że sami jej się wyrzekają. Walka ze scentralizowaną tyranią prowadzi często do tyranii zdecentralizowanej. Najsilniej w Polsce zakorzenioną tradycją polityczną jest tradycja zdecentralizowanej tyranii, sprawowanej pod hasłami wolności. Kto twierdzi, że Polska przedrozbiorowa była krajem wolności? Ci, którzy mieli władzę nieograniczoną na obszarze swojej wsi, jednej lub wielu. Przez setki lat uprzywilejowana warstwa posiadaczy ziemi, stanowiąca parę procent ogółu ludności, rozszerzała zakres swojej wolności i strzegła jej „jak źrenicy oka”. I narzuciła potomnym przekonanie, że Rzeczpospolita była krajem wolności. Nawet krytycy tych stosunków – ówcześni i późniejsi – nie potrafili wyjść poza to przekonanie i tyranię opisywali jako przesadną wolność. Podstawowa masa ludności żyła w niewoli surowszej, bardziej poniżającej niż niewolnicy w starożytnym Rzymie czy Murzyni w Ameryce. Poddaństwo było wymuszane najsurowszymi, barbarzyńskimi środkami. Opiekę prawną chłopi uzyskali dopiero pod zaborami. Tyran duży czy mały nie ma zrozumienia dla wolności jako zasady. Z tradycji staropolskiej nie można wywieść liberalizmu i nie ma go dziś w Polsce. Kręgi polityczne, które po upadku socjalizmu zdobyły wolność, przemieniają ją we władzę coraz bardziej tyrańską. Nie rząd legalny sprawuje tyranię, nie jest ona scentralizowana ani zalegalizowana. Dzisiejsi uprzywilejowani, dzisiejsi wolni gnębią ludzi instytucjami, które do czego innego w rzeczywistości lub na pozór zostały powołane. Czym jest Instytut Pamięci Narodowej, jeśli nie narzędziem tyranii, mającym umocnić władzę nowych uprzywilejowanych? Komisja do sprawy Orlenu działa w sposób ostentacyjnie tyrański. Duch tych instytucji jest stary jak polska „wolnościowa” tyrania, ale forma jest nowsza. Lustracja, poszukiwanie agentów, czarne listy funkcjonariuszy od dawna nieistniejącej policji politycznej stanowią naśladowanie w warunkach pokoju narzędzi terroru wyrosłych z wojny i rewolucji. Nad tymi narzędziami tyranii nie stoi żaden suweren, żadna wyższa instancja państwowa; prezydent, szef rządu, marszałek Sejmu myśleli tylko o tym, aby się nie znaleźć w kręgu ich zainteresowania. Zamykali oczy na ich nadużycia, schlebiali im, zresztą na próżno.

Wydanie: 39/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy