Akcja

Żeby dostać się do miasta, muszę przejeżdżać mostem Grota i dalej gnać Wisłostradą. Gnać, kiedy robi się wieczór, bo w okolicach 8 rano nie ma zmiłuj się, pół godziny w plecy co najmniej. Nadzieja była w tunelu, ale jak jest z nadzieją, wiemy wszyscy, tak jak i wiemy, kogo umiłowała najbardziej.
Aliści w tej sprawie zaczęło się coś dziwnego zdarzać.
Jadę ja kilka dni temu do miasta późnym wieczorem, kiedy nagle zza Biblioteki Uniwersyteckiej wypadło kilku osobników w kominiarkach na twarzach i z workami na plecach. Kiedy zwolniłem, żeby któregoś nie potrącić, przepadli za drzewami jak najlepiej wyszkoleni antyterroryści szturmujący Magdalenkę. Kiedy wracałem koło północy do domu, tym razem od strony Wisły kilka osób równie zamaskowanych podążało w stronę tunelu. \”Bezdomni wyprowadzają się z Dworca Centralnego\”, przeleciała przez głowę pierwsza myśl, ale chwilę później sam z niej zrezygnowałem, bo po co bezdomnym kominiarki na twarzach.
W domu, kiedy opowiedziałem rodzinie o mojej przygodzie, zgadywankom nie było końca.
A że spotyka się tam po kryjomu grupa osób sprawujących władzę.
A że to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji szuka dla siebie nowych częstotliwości.
A że to poseł Giertych organizuje podziemie antyunijne.
A że to Andrzej Lepper uczy na tajnych kompletach posłankę Beger jego ekonomii (bo ma zostać ministrem finansów).
Ledwo żeśmy zasnęli z tych emocji.
Następnej nocy sam ubrałem się na czarno jak ludzie widma, naciągnąłem na twarz kominiarkę z otworami na oczy i wąsy, wypchałem worek trocinami, żeby wyglądał na pełny, i przyczaiłem się za biblioteką. Nie minął kwadrans, kiedy się pojawili. Dyskretnie dołączyłem do nich i za chwilę przelecieliśmy ulicę, ginąc za drzewami.
– Tu sypiemy! Zawołał niewysoki, ale najwyższy rangą mężczyzna i za moment pojawiła się całkiem spora kupka piachu.
– Przepraszam – usłyszałem nagle obok siebie – czy kolega wie, kiedy będziemy zasypywać tunel?
– A po co mamy go zasypywać?
– Bo to wyniesie miasto taniej niż utrzymywanie go w takim stanie bez możliwości eksploatacji.
– Później będziemy dyskutować, a teraz do roboty – odezwał się dowódca grupy.
I wtedy rozpoznałem głos… To był głos prezydenta miasta.

Wydanie: 12/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy