Czego nie widzą wyborcy

Czego nie widzą wyborcy

Przeżyliśmy pierwszy rok rządów premiera Kaczyńskiego. Czas pokaże, czy był to dopiero pierwszy rok w długiej kadencji, czy rok jedyny i ostatni. Problem z prognozą losu Kaczyńskiego jest taki, że równie dobrze może być grany wariant pierwszy, jak i drugi. Gdyby mierzyć jego szanse aktualnymi ocenami społeczeństwa, to perspektywy ma mizerne. Jednakowoż gdyby brać pod uwagę niską frekwencję wyborczą, to poparcie w granicach 30% może mu dać szansę nawet na reelekcję. Oczywiście jest to w pewnej części inny elektorat niż dwa lata temu. Odchodzących zastąpili ówcześni wyborcy Samoobrony, a zwłaszcza Ligi Polskich Rodzin. Jakkolwiek by jednak patrzeć, kolejnych wyborców skłonnych popierać PiS już nie widać. Czy Samoobrona i LPR pogodziły się z nieuchronną marginalizacją? Obserwując niebywałe ambicje liderów tych partii, nie można w ogóle brać takiego wariantu pod uwagę. Wystarczy jakakolwiek sposobność, by z nawiązką odpłacili premierowi za wszystkie doznane upokorzenia. A swoją drogą, były przecież w Polsce rozmaite koalicje i często pioruny latały, ale takiego dziwoląga pod względem programowym i na dodatek z takim ładunkiem wzajemnej wrogości i agresji jeszcze nie mieliśmy. I pomyśleć, że i tak jest to zaledwie preludium do tego, co będzie się działo, gdy koalicjanci się rozejdą i zaczną na siebie zrzucać odpowiedzialność za wszelkie klęski rządu. Metoda ciągłych pomówień i oskarżeń, jaką z niebywałą wręcz lubością stosuje PiS wobec wszelkich przeciwników, w którymś momencie zadziała jak bumerang. I obróci się przeciwko PiS ze zdwojoną siłą rażenia.
Jeśli styl to człowiek, to nie ma zbyt wielkiego problemu z oceną stylu sprawowania władzy prezentowanego przez braci Kaczyńskich. Najwięcej o tym, co kryje się za fasadą sztucznych uśmiechów, mogliby powiedzieć ci, którzy są najbliżej liderów PiS, czyli politycy tej partii. Chociażby Paweł Zalewski czy Kazimierz Marcinkiewicz, którzy na własnej skórze poznali ich metody i stosunek Kaczyńskich do ludzi. Czuję, że nadchodzi moment takiej szczerej spowiedzi. Wyeliminowanym z gry politykom PiS można co prawda powiedzieć w języku Samoobrony, że widziały gały, co brały, ale co powiedzieć wyborcom? Zwłaszcza tym, którzy czekają na obiecane solidarne państwo i odnowę moralną. A co widzą? Pogonione pielęgniarki, strajkujących lekarzy, oszukanych nauczycieli i nadchodzący kryzys emerytalny. Mówi się, że naturalną cechą polityka jest krótka pamięć. Zwłaszcza gdy tyczy ona obietnic wyborczych. Tyle że do tej pory politycy po wyborach zwykle mniej lub bardziej zręcznie tłumaczyli ludziom, dlaczego nie mogą zrealizować obietnic. Zwalając zwykle winę na nieudolnych poprzedników. Premier Kaczyński zerwał z praktyką tłumaczenia się przed ludźmi. Zamiast tego wygłasza niezmiennie taki sam komunikat: Nie, bo nie! Dlaczego? Bo chce zmieniać Polskę. Byłoby to chwalebne, gdyby nie to, że większość Polaków jakoś nie chce żyć w kraju, który PiS nam buduje. Nie chce, bo nie widzi, by przez te dwa lata choć jeden z ważnych problemów został rozwiązany.

 

Wydanie: 29/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy