A głupiemu radość

A głupiemu radość

Ponieważ „przez osiem lat Polki i Polacy” dręczeni byli przez drobną przestępczość, a szczególnie dokuczliwe dla nich były drobne kradzieże, rząd „dobrej zmiany”, wsłuchując się w głos suwerena, postanowił ulżyć jego cierpieniom i skuteczniej zwalczać te drobne kradzieże. Dodać trzeba, że „przez osiem lat Polki i Polacy” cierpieć musieli taki stan prawny, że za przestępstwo kradzieży (art. 278 Kodeksu karnego) uznawano „zabór w celu przywłaszczenia rzeczy ruchomej” o wartości powyżej 500 zł lub takiej kwoty pieniędzy. Kradzież rzeczy mniejszej wartości kwalifikowana była jako wykroczenie (art. 119 Kodeksu wykroczeń). Za przestępstwo kradzieży grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Za wykroczenie kradzieży – kara aresztu od pięciu dni do miesiąca, ograniczenia wolności lub grzywny.

Minister Ziobro zapowiedział kolejną zmianę Kodeksu karnego, która polegać będzie na tym, że kwota graniczna między przestępstwem kradzieży a wykroczeniem wynosić będzie nie 500, ale 400 zł.

Tę zapowiedź iście rewolucyjnej zmiany podlano obficie propagandowym sosem. Ponieważ dla Polek i Polaków (zapewniam, że dla Hindusek i Hindusów też!) drobne przestępstwa, zwłaszcza drobne kradzieże, są szczególnie uciążliwe, z tego choćby powodu, że jest ich najwięcej, a więc dotykają ogromną rzeszę pokrzywdzonych, rząd postanowił położyć temu kres. Będzie ścigał z całą bezwzględnością i surowością prawa kradzieże rzeczy nie tylko o wartości powyżej 500 zł, ale już o wartości powyżej 400 zł.

Jaki będzie tego skutek? Dla okradzionego żaden. Jeśli przedmiotem kradzieży nie jest gotówka w określonej kwocie, to wartość skradzionej rzeczy i tak tylko się szacuje. Jak sprawdzić, czy jest to 400 czy 500 zł? Trzeba przyjąć szacunek podany przez okradzionego. Jakie będą inne skutki tej zmiany? Kilka, o różnej doniosłości, ale bez praktycznego znaczenia. Po pierwsze, statystyki odnotują niewielki wzrost liczby kradzieży. Jest to zresztą przestępstwo najpowszechniej w Polsce popełniane. W roku 2016 statystyki policyjne odnotowały 114 891 przypadków kradzieży. Trzeba od razu wyjaśnić, że ze względów oczywistych statystyki obejmują tylko te przestępstwa, które zostały ujawnione, przede wszystkim zgłoszone przez poszkodowanych. Oprócz przestępstw ujawnionych istnieje zawsze kilkukrotnie (niektóre badania mówią, że nawet kilkunastokrotnie) większa liczba przestępstw nieujawnionych, tzw. ciemna liczba. Jak pokazują dane statystyczne, policji udaje się wykryć niespełna 20% sprawców drobnych kradzieży. Gdy będzie ścigać kradzieże jeszcze drobniejsze, ten procent wykrytych sprawców będzie jeszcze niższy. Co z tego będą mieli Polki i Polacy? Ano, jak napisałem wyżej, dokładnie nic.

Ale ta rewolucyjna, zachwalana przez samego ministra, zmiana ma jedną ważną zaletę. Rządzących nic nie kosztuje (jaki to koszt zmienić jeden przepis), a jest dobrym pretekstem, aby pochwalić się troską o suwerena.

Gdyby rząd chciał rzeczywiście zmniejszyć nieco dolegliwość, jaką dla społeczeństwa są drobne kradzieże, mógłby to zrobić na kilka sposobów. Propagując i ułatwiając ubezpieczenie mienia ruchomego od kradzieży. Mógłby poprzez policję skuteczniej ścigać te przestępstwa, zaczynając od innej polityki przyjmowania zgłoszeń o kradzieży. Z mojej praktyki adwokackiej znam przypadki, gdy policja odmawiała przyjęcia zgłoszenia kradzieży roweru, bo pokrzywdzony nie znał jego numeru fabrycznego. Albo przypadki, gdy zgłaszającego kradzież telefonu komórkowego podchwytliwie wypytuje się, czy aby nie dostał go w promocji za złotówkę. Jeśli tak – to sprawa z głowy! Kradzież zaczyna się od wartości 500 zł! (Teraz będzie się zaczynać od 400 zł). Dopiero gdy okradziony (nawiasem mówiąc, komórka to jeden z najczęściej kradzionych przedmiotów) upiera się, że nie jest ważne, ile on zapłacił za telefon, ale jaka jest jego wartość rynkowa, zrezygnowany policjant łaskawie przyjmuje zgłoszenie.

W zwalczaniu kradzieży bardzo pomocny jest monitoring, coraz powszechniejszy, ale w sprawach drobnych kradzieży rzadko wykorzystywany. A już najskuteczniejsze jest instruowanie ludzi, jak mają się zachować, aby nie zostali okradzeni. Ale wszystko to wymaga pewnego wysiłku ze strony rządu, a ściślej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz policji.

Oczywiście może ktoś powiedzieć, że państwo (tu policja, prokuratura) powinno ścigać każdą, nawet najdrobniejszą kradzież. Brzmi to przekonująco i można to powiedzieć na niejednym wiecu. Na pewno się spodoba.

Ale gdyby „Polki i Polaków” zapytać: czy zgadzasz się na to, by z twoich podatków na ściganie kradzieży przedmiotu wartego 50 zł wydać 5 tys. albo nawet 10 tys. zł na koszty przeprowadzonych czynności śledczych i dowodowych, w tym na koszty biegłych, większość odpowiedziałaby z pewnością, że nie.

Na razie demagogia i populizm (w tym populizm penalny) są skuteczną socjotechniką, pozwalającą wywrzeć wrażenie, że nic tak rządzącym nie leży na sercu, jak dobro „Polek i Polaków, którzy przez ostatnie osiem lat…”.

Wydanie: 27/2017

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy