Liberum veto niszczy Europę

Liberum veto niszczy Europę

Europa szczytuje. Siódmy szczyt ostatniej szansy. Na czołówkach w mediach nieustanne straszenie ludzi terapiami szokowymi. Potok mówców, ale niewielu przewodników po kryzysie gospodarczym i finansowym, który od kilku lat drąży cywilizację zachodnią. Co warto podkreślić, bo jest przecież życie poza Europą, choć wielu naszym rodakom wydaje się, że to my jesteśmy pępkiem świata, wokół którego wszystko powinno się kręcić. I jak się dobrze nadmiemy i jak zrobimy groźną minę, wynikną z tego jakieś szczególne frukta dla naszej ojczyzny. Bo nam się należy więcej.
A tu sielanki nie będzie. Unia Europejska w obecnym kształcie przechodzi do historii. Na kłopoty pracowano w Europie przez lata. To, co zamiatano pod dywan, przestało już tam się mieścić i teraz wszyscy mają problemy. Gdyby zaczęto działać wcześniej, byłoby i mądrzej, i taniej. Zabrakło jednak wybitnych przywódców, głębszych analiz i instytucji ostrzegających przed symptomami kryzysu. Lista grzechów i słabych stron Unii jest z pewnością długa. Mnie jednak najbardziej odpowiada opinia, którą wybitny brytyjski historyk Timothy Garton Ash wygłosił na spotkaniu w fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae: „Nasza Europa jest fatalna, ale nigdy nie było lepiej”. No właśnie. Co należy zrobić, by niedługo nie trzeba było powiedzieć, że lepiej już było i to koniec. I zaczynamy od początku, jeszcze raz. Na to nie ma czasu.

W globalnym świecie globalne problemy można bowiem rozwiązywać tylko drogą wspólnotową. Pojedyncze państwa nie mają szans na decydowanie za innych. Unia może jeszcze przez jakiś czas bronić obecnego status quo, by później z dużym prawdopodobieństwem rozpaść się na mniejsze grupy. Co taki scenariusz oznacza dla Polski? Czy rozpad strefy euro pogrąży naszą gospodarkę? Czy można z obecnego kryzysu wyjść metodą łatania kolejnych dziur? Są tacy, którzy w to wierzą i pilnują każdego guzika, byle tylko był z orzełkiem. Polacy są bardzo podzieleni w sprawie przyszłości Unii i naszego stosunku do możliwych zmian. Dwa główne obozy, czyli ci, którzy mają poglądy proeuropejskie i prointegracyjne, i ci, którzy uważają ich za zdrajców i grabarzy państwa narodowego, są mniej więcej równe. A trzecia grupa nie wie, co o tym wszystkim myśleć. Za mało jest merytorycznej dyskusji i rzeczowych argumentów. Zwykłych, spokojnych rozmów, w których nie ma złych pytań. Nie zrobi przecież tego prawicowa opozycja, która w gruncie rzeczy chce nas z Unii wyprowadzić. Wykorzystuje do tego zasadę liberum veto, obowiązującą w Unii. Tę samą zasadę, która doprowadziła Polskę do upadku. Na bazie jednomyślności Unii się nie zreformuje. Bez wprowadzenia zasady większościowej będzie trwał taniec na linie. Ale z finałem łatwym do przewidzenia. Historia przyśpieszyła. I będzie albo ratuj się, kto może i kto silniejszy, albo bardziej dalekowzroczne i trudniejsze myślenie wspólnotowe i głębsza integracja. Z kryzysu można wtedy wyjść silniejszym.

Wydanie: 50/2011

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. cetes
    cetes 13 grudnia, 2011, 00:31

    UE w obecnym kształcie jest skazana na porażkę.
    Zresztą nie tylko ona, ale wszystkie państwa narodowe, w których system finansowy funkcjonuje w kształcie z czasów istnienia w polityce monetarnej standardu złota.
    Muszą dostosować go do współczesnych czasów. Czasów pieniądza-narzędzia ekonomicznego, a nie pozostawać w czasach pieniądza-towaru.

    Tylko kto się odważy wystąpić przeciw interesom właścicieli banków?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy