Krajobraz po epidemii

Krajobraz po epidemii

Jaka będzie Polska po epidemii? Nikt nie wie, choć wszyscy na ogół są zgodni, że inna.

Zacznijmy od epidemii. Pierwszy przypadek koronawirusa odnotowano w Polsce 4 marca, minęły więc od tego czasu pełne dwa miesiące. Ile osób zmarło? Wedle danych z chwili, kiedy to pisałem, 716. Czyli dziennie umierało mniej więcej 12 osób. Ile osób dziennie umiera w Polsce w ostatnich latach? Średnio ok. 1,2 tys. Wygląda na to, że zgony z powodu koronawirusa to ok. 1% wszystkich śmierci. Czy to dużo? Nie wiem.

Czy gdyby nie te wszystkie obostrzenia, zmarłoby więcej? Zapewne tak. Ile razy czy o ile więcej? Nie wiem, nikt tego nie wie dokładnie. Epidemiolodzy mogą to co najwyżej szacować, a my możemy im wierzyć albo nie.

Czy wszystkie obostrzenia i ograniczenia były konieczne? Zapewne nie. Gdyby np. w Tatrach otwarte były dla turystów nie trzy doliny, ale wszystkie, zapewne mniejsze byłoby zagęszczenie spacerujących i tym samym niebezpieczeństwo zarażenia.

Czy zamiast pakować wszystkich, którzy przyjechali z zagranicy lub mieli kontakt z osobą zarażoną, na dwutygodniową kwarantannę, można by było sprawdzić ich testem i jeśli nie byliby zarażeni, zwalniać z niej? Teoretycznie tak. Nie wiem, dlaczego w ten sposób nie postępowano. Być może jednak nie można było, tylko ja nie znam powodów. Nie wiem też, dlaczego jazda na miejskim rowerze miała sprzyjać zarażeniu i dlatego jej zakazano, a na miejskiej hulajnodze elektrycznej nie sprzyjała i dlatego wypożyczania miejskich hulajnóg nie zaniechano. Nie wiem, dlaczego przez pierwsze tygodnie nie wolno było wchodzić do lasu (choćby samotnie), i to tylko do państwowego, a do prywatnego wolno było. Nie wystarczyłby zakaz chodzenia w grupach i nakaz noszenia maseczek oraz zachowania odstępów? Gdyby taki zakaz był respektowany, nie trzeba by zamykać lasów, parków itd.

Nakaz chodzenia w maseczkach początkowo był powszechnie respektowany, a policja reagowała na jego nieprzestrzeganie. Dziś wielu ludzi już go nie respektuje, a policja jakoś nie zwraca na to uwagi.

Oczywiście trzeba zrozumieć, że w takiej sytuacji znaleźliśmy się wszyscy (z rządzącymi włącznie) po raz pierwszy, stąd pewien chaos i nie zawsze przemyślane, a w konsekwencji nie zawsze logiczne i spójne przepisy. Kamperem może przez parę godzin jechać kilka osób, ale jak dojadą do celu, to na pustym kempingu razem biwakować już nie mogą.

To zrozumiałe, że ileś zakazów było (jest) na wyrost, ale powinno się je od razu korygować, co nie było regułą. Tak czy inaczej, ta epidemia kiedyś się skończy, jak kończyły się dotychczasowe, nieraz o wiele groźniejsze epidemie cholery, ospy czy nawet grypy hiszpanki. Doświadczenia z jej zwalczania przekażemy następnym pokoleniom – będą miały szansę być mądrzejsze.

Gorzej z gospodarką. Mimo wszystkich dziurawych tarcz antykryzysowych i lepszej czy gorszej (chyba jednak gorszej) pomocy państwa firmy będą plajtować. W Krakowie padnie np. wiele restauracji, kawiarni, hoteli i hosteli. One nie są w stanie przetrwać bez klientów dwóch miesięcy, a co dopiero dłuższej. Kiedyś ruch turystyczny odżyje, ale nie od razu. Na miejscu zamkniętych restauracji powstaną nowe, choć otwarte już najczęściej przez innych właścicieli. Wiele lokali po zamkniętych firmach jest dziś na sprzedaż. Tanio. Kto je kupi? Ktoś, kto ma większe pieniądze niż obecni właściciele i będzie mógł spokojnie czekać, aż ruch turystyczny się odrodzi.

„Zwalniają? Znaczy, będą przyjmować”, powiedział Lejzorek Rojtszwaniec i miał rację. Ale sytuacja na rynku pracy będzie taka, że ci nowi właściciele będą przyjmować pracowników za mniejsze pieniądze. Czyli bogaci będą jeszcze bogatsi, a biedniejsi jeszcze biedniejsi.

Nie bardzo widzę, aby lewica dostrzegała ten problem. A jeśli dostrzega i nic nie mówi (a nie mówi), to najwyraźniej nie ma żadnego pomysłu. Obawiam się, że na tym kapitał zbiją populiści.

Oby ta wizja się nie sprawdziła: rozwarstwienie społeczeństwa będzie większe niż dziś, a rządzić będą więksi niż dziś populiści.

Wydanie: 20/2020

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy