Radykałowie są poza Sejmem

Radykałowie są poza Sejmem

Na salonach powiało grozą. Do parlamentu weszli radykałowie i populiści wszelkiej maści. Nowy Sejm będzie antyeuropejski i skrajnie roszczeniowy. Zagrożona jest demokracja, a państwo jest w wielkim niebezpieczeństwie. Sieroty po partiach, które poniosły sromotną klęskę, wciąż nie mogą się otrząsnąć z szoku. Jest to po części zrozumiałe. Miłość bywa ślepa. I jednostronna. Ale nawet ta głęboka frustracja nie usprawiedliwia epitetów, jakie padają pod adresem tzw. partii protestu i na pewno krzywdzi wielu ich członków. Bo cóż to w dzisiejszej Polsce znaczy określenie polityk radykalny i roszczeniowy? W języku części naszych elit jest to taki osobnik, który ostro krytykuje ten styl i sposób sprawowania władzy, jaki od paru lat obserwujemy w Polsce. A może odwrócić to myślenie i zapytać wprost. Czy radykałem jest ten, kto chce pracy oraz poczucia bezpieczeństwa dla siebie i własnej rodziny? Czy radykałem jest ten, kto protestuje przeciwko temu, że bardzo wielu ludzi władzy kradnie i oszukuje? Czy radykałem jest ten, komu nie podobają się arogancja, niekompetencja i nepotyzm zalewający nasz kraj? To są oczywiście pytania retoryczne. A pytającego można łatwo zaliczyć do coraz większego grona populistów. Jeszcze trochę i każdy, kto nie potrafi nadążyć za światłymi elitami, też będzie radykałem.
Gdybyż w Polsce kłopot był tylko z politykami Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin, nie byłoby sprawy. Nie mając zaplecza społecznego i poparcia ludzi, byłyby kadłubowymi partyjkami bez znaczenia. Jest jednak inaczej. Obydwa ugrupowania mocno wyrosły.
Skąd się wzięły ich sukcesy wyborcze? Czyż prawdziwymi twórcami ich popularności nie są partie, które rządziły w ostatnich latach. Na ich głosy wyborcze w pocie czoła pracowali Buzek, Balcerowicz i Krzaklewski. A czy biskupi, którzy dwukrotnie (w 1997 i 2001 r.) apelowali do wyborców, czują się teraz współtwórcami wyniku Ligi Polskich Rodzin?
Radykałów nie można szukać tylko w parlamencie. Tam jest ich garstka. Kontestatorzy są przede wszystkim wśród milczącej (jeszcze) większości nieobecnych przy urnach. Wśród tych, którzy nie wierzą już nikomu. Dla nich bez znaczenia jest podział na lewicę i prawicę. Na post-„Solidarność” i postkomunę. Dzielą Polskę na kraj ludzi biednych i bogatych. SLD-UP, które jest dziś główną siłą polityczną w kraju, musi więc nawiązać do lewicowych tradycji europejskiej socjaldemokracji.

Wydanie: 40/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy