Mundial, mundial i już po

Mundial, mundial i już po

Za gierkowskich czasów w Warszawie poszedłem z tatą do kina. Był to bodaj któryś z filmów Buñuela. Rzecz zmierzała już do końca, kiedy rozbłysły światła, zniknęły obraz i dźwięk, a otyła pani kinowa oświadczyła: „Dalej nie ma nic ciekawego. Proszę wyjść, bo trzeba przewietrzyć salę przed następnym seansem”. Pamiętam dobrze to zdarzenie, gdyż mój zawsze cichy tata zawrzał takim oburzeniem, że nawet wyrwało mu się, rzecz absolutnie niebywała, brzydkie słowo dotyczące najstarszego zawodu świata. Podobne wrażenie wywarł na mnie 50 lat później popis naszych piłkarzy, którzy w pożegnalnym meczu z Japonią, nie bacząc, że publiczność zapłaciła za widowisko, przez ostatnie dziesięć minut grali sobie bezczelnie „w dziada”, co było dodatkowo niehonorowe, gdyż od ewentualnej zmiany wyniku mógł zależeć los ekipy Senegalu. To więc tylko, i trudno się dziwić, zważywszy na ogólny poziom gry Polaków, zapamiętali kibice na całym świecie, którym telewizja pokazywała wielokrotnie ów brzydki skandal. Zaiste, tym razem trudno będzie ogłaszać, że „nic się nie stało”. Plama zostanie.

Mistrzostwa, jak wiadomo, wygrała Francja. Nie zawsze najlepsi wygrywają. Skoro jednak pokonała w półfinale Belgię, która najbardziej zasługiwała na tytuł, nie ma podstaw do żadnej kontestacji. Oprócz Francji mamy też drugiego niekwestionowanego zwycięzcę mistrzostw. Jest nim bez wątpienia Rosja. Przez miesiąc media europejskie i światowe (w tym amerykańskie) pełne były zachwytów nie tylko nad perfekcyjną organizacją, ale przede wszystkim nad atmosferą, życzliwością, gościnnością, otwartością, z jaką spotkali się goście od Kaliningradu po Ural, a nie sposób urządzić fałszywego teatrzyku dla kilkuset tysięcy wściubiających nosy byle gdzie przyjezdnych. To samo powtarzali nie tylko kibice wracający po pierwszych meczach do swoich krajów, ale i dociekliwi dziennikarze, z których znaczna część (przynajmniej francuskich) jechała doszukiwać się potiomkinowskich podstępów i nieodstępujących na krok agentów, a teraz uległa urokowi. Można śmiało powiedzieć, że Władimir Putin zafundował swojemu krajowi ogromny sukces reklamowy, który przekłada się już teraz na szeroką zmianę opinii o Rosji, a w najbliższych latach będzie można go przekuć na przynoszącą niezłe dochody turystykę. Dodajmy jeszcze korzyści polityczne (ci zachwyceni to u siebie wyborcy). W stosunku do tego poniesione koszty mają doprawdy trzeciorzędne znaczenie.

Wydawać by się mogło, że w tej sytuacji nawet zawodowy opluwacz wszystkiego, co rosyjskie, pan Wacław Radziwinowicz, spuści nos na kwintę i mruknie ze złością: „Cholera, tym razem to im się udało”. Nie docenilibyśmy jednak „specjalisty” od wschodniego sąsiada. Nie kijem go, to pałką. Z mundialowego karnawału wyłowił to tylko, że rosyjskie dziewczyny masowo się kurwią. „Mundialowy, seksualny zawrót głowy”, brzmi tytuł jego niewybrednego donosu. „Apteki wciąż muszą uzupełniać wyczerpujące się błyskawicznie zapasy prezerwatyw. Blogerzy piszą, że za maskotkę tego mundialu powinno się uznać nie oficjalnego wilka Zabiwakę, lecz matrioszkę z dwuznacznego kształtu sędziowskim gwizdkiem w ustach (…). Rosjanie są obrażeni, że Rosjanki »puszczają się« z obcymi kibicami. Rosjanki odpowiadają: »Może i obcy, ale są uśmiechnięci, pachnący i grzeczni«”. Ciekawe – do Rosji pojechały również, co zresztą było widać, gdy telewizja pokazywała publiczność, tysiące kibiców płci pięknej. Jakoś nie narzekały one, wręcz odwrotnie, na przywary rosyjskich chłopców. Według Radziwinowicza (taką przynajmniej opinię wkłada on, oprócz „dwuznacznego gwizdka”, Rosjankom w usta) są Rosjanie ponurzy, niegrzeczni i śmierdzą.

Panie Radziwinowicz, chociaż tego ostatniego mógłby pan sobie pożałować. Wiadomo, że śmierdzą Żydzi, Arabowie i Murzyni. Nie mógłby pan się zdobyć na coś oryginalniejszego? Gratuluję, że przegryzł się pan przez tylu opiniodawców. A każdy z nich „znany”. „Znany publicysta Aleksandr Niewzorow nazwał zawody »mistrzostwami w zdejmowaniu majtek na czas«”. „Znany bloger Aleksander Gornyj…”. Niestety, nie oszołomił mnie pan. Mieszkając we Francji, tylu już rzeczy nasłuchałem się i naczytałem o Francuzkach, z seksem oralnym (pański gwizdek) na czele, że spragniony jestem czegoś choć odrobinę nowszego.

Nie wiem, co powiedziałyby o panu Radziwinowiczu Rosjanki, bom go z manier nie przepytywał ani nie wąchał, sądzę jednak, że uznałyby go, przeczytawszy reportaż, za obdarzonego wyobraźnią seksualną małą, za to propagandowo nienawistną bez miary. Na szczęście paru chwil radości przeżytych na moskiewskich czy petersburskich ulicach żaden zgred młodym nie zabierze. I nawet zazdrość, choć dotkliwa, to już… próżna.

Wydanie: 30/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy