“Solidarność” odchodzi, rachunki zostają

“Solidarność” odchodzi, rachunki zostają

Stało się to, co jest naturalną konsekwencją sytuacji w Polsce. Mniejszościowy rząd Jerzego Buzka od ubiegłego tygodnia jest jeszcze bardziej mniejszościowy. Pokład dryfującej łodzi rządowej opuszczają kolejni załoganci. Dzieje się to najczęściej w marnym stylu i z podawaniem przedziwnych argumentów. Nie inaczej było z decyzją Krajowej Komisji NSZZ “Solidarność” o wyjściu ze struktur AWS. Z jednej strony, zapowiedziano, że członkowie “Solidarności” nie będą już uczestniczyć we władzach organizacji politycznych ani tworzonych przez nie komitetach wyborczych, by parę zdań później uznać, że niewykluczone jest podjęcie przed wyborami parlamentarnymi porozumienia programowego z jakimś ugrupowaniem politycznym.
W tym stanowisku jak w soczewce skupia się dwoistość natury lidera “Solidarności”. Jego bezsprzeczną zasługą jest zjednoczenie wielu ugrupowań prawicowych w AWS i wygranie wyborów w 1997 r.
Ale dziś ten, kto połączył prawicę, jest także tym, który najskuteczniej ją dzieli. Przez wiele miesięcy jednym z najważniejszych kryteriów określających rangę i pozycję polityków prawicowych był ich osobisty stosunek do Krzaklewskiego. Taktyka działania ojca-założyciela AWS od dawna była i jest dość czytelna. Za wszelką cenę, bez względu na konsekwencje dla całej formacji, próbuje on stanąć na czele tej części prawicy, która bez zastrzeżeń zaakceptuje go w roli lidera.

Pozostali działacze traktowani są jak konkurenci, którzy, przez nikogo nie zatrzymywani, mogą odejść. A co bardziej oporni i krnąbrni są nawet do tego przymuszani. Matecznikiem i przyczółkiem, z którego Krzaklewski mimo sromotnie przegranych wyborów prezydenckich będzie próbował uprawiać politykę, jest związek zawodowy “Solidarność”. I z punktu widzenia interesów samego Krzaklewskiego jest to wybór logiczny. “Solidarność” ma przecież struktury regionalne i zakładowe, ma środki finansowe i, co nie mniej ważne, jej władze w znacznym stopniu zostały skonstruowane przy udziale samego przewodniczącego związku. Trudno dziwić się zatem, że związkowcy z Komisji Krajowej “Solidarności” to dziś najbardziej lojalni współpracownicy Krzaklewskiego. Ale i tam zaczęły się ruchy odśrodkowe. Z zaplecza związkowego nie chce przecież zrezygnować Janusz Tomaszewski. Tak więc do wyborów parlamentarnych może się jeszcze wiele zdarzyć. A walka o przywództwo nad “Solidarnością” nie jest jeszcze definitywnie rozstrzygnięta. Warto też zauważyć, że nawet takie niepełne i niekonsekwentne rozstanie “Solidarności” z polityką nie przyszło jej łatwo. I trudno powiedzieć, jakie byłyby te decyzje, gdyby nie nowa ordynacja wyborcza, zabraniająca związkom zawodowym startować w walce o mandaty poselskie.
Szeregowi związkowcy są bardzo rozczarowani. Bilans rządów, nad którymi roztoczyli parasol ochronny, jest fatalny. A ci, którzy z tego parasola korzystali bez umiaru, dziś szukają dla siebie nowego miejsca, np. w Platformie Obywatelskiej. A nie zapłacone rachunki zostawili związkowcom. Dla wielu polityków prawicy “Solidarność” nigdy nie była partnerem. Traktowali ją jak użyteczne narzędzie, trampolinę do władzy.
Niebawem zobaczymy, czy “Solidarność” faktycznie wycofała się z AWS, czy też jest to kolejny kamuflaż. Zobaczymy też, czy “Solidarność” poprze to ugrupowanie, na które wskaże Krzaklewski.
A wobec powszechnej ucieczki polityków z AWS można postawić przewrotne pytanie – kiedy sam AWS wystąpi z AWS?

e-mail: j.domanski@przeglad-tygodnik.pl

Wydanie: 21/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy