Och, Zyta!

Teledelirka

Używanie miały media, bo posłowie – zepchnięci do lokalnej stacji – nie mieli wyjścia, musieli zrobić coś, co zostanie pokazane w teledelirce; po co do cholery zostali wybrańcami, jeśli nie pokazuje się ich w TV? Wreszcie nadarzyła się okazja, prywatyzacja czegoś, o czym posłowie nie mają zielonego pojęcia, bo się tym nie interesowali, mimo że mówiło się o Stoenie od tygodni. Załoga jest za, warunki prywatyzacji dobre, ludzie będą mieli zapewnioną pracę, ale czy to kogo obchodzi?
Ot, potrzebny był pretekst, by pokazać pyski, więc i znalazł się. Opisane w gazetach, pokazane w TV było wszystko, i to w mocnych, żołnierskich słowach: cyrk, psychiatryk, nadzwyczajne hamulce posła Gabryjela z Ligi, który podobno wytrzymał 20 godzin bez strumienia świadomości moczowej, jego wyżywienie klawe – „Wszystko jest takie przyjemne i smakowite”, powiedział, jedząc rodzynki w czekoladzie.
Liga jak zawsze swoje, nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, wyprzedaż majątku, pod co podłączył się Lepper czesany na macho, w śliniaku flagowym w paski. Niedoszły wędrowiec po Iraku chętnie stanął murem za Giertychem, choć ten nim gardzi, bo uważa Ligę za coś lepszego, więc się odciął, ale jednak w końcu się podszył pajac pod pajaca, ramię w ramię wraz z udręczonym psychicznie Janowskim czuwali na straży poselskiej mównicy. Lepper dysponował dodatkowo tresowanymi małpkami zwinnie skaczącymi po stołach, tak sam określił samoobrońcę wyczynowca.
W szwedzkiej telewizji pojawiły się randki w ciemno – w pełnym świetle, ale partnerzy są całkiem goli, sto kilo kobiety, trochę mniej faceta. U nas karierę robi film „Golasy”, u Kuby Wojewódzkiego aktorzy pokazali się nago. Oto wskazówka dla bezpruderyjnych posłów.
Wreszcie marszałek Borowski wraz z pomocnikami zarządził wyniesienie Gabryjela Janowskiego z sali. I to przez oficjalną straż, a nie przez detektywa Rutkowskiego. Jakiś idiota, i niech mi wytoczy proces, proszę bardzo, więc idiota poseł powiedział, że to są metody Jakuba Bermana! Młodzieży, która nie pamięta, wyjaśniam, że to były czasy wyrywania paznokci i tortur, bicia i wyroków śmierci. Jako dziecko widziałam kogoś, kto wrócił ze stalinowskiego więzienia po trzech latach siedzenia za dowcip polityczny. Z odbitymi nerkami i siną twarzą.
Wyważony marszałek i straż wynosząca posła, którego celem jest uniemożliwienie obrad, porównani do najczarniejszej karty powojennej historii! Rozumiem, że w partiach dokonuje się selekcja negatywna, że oczka sita są tak duże, że przełazi przez nie galareta, ale na miłość boską, czy nie ma żadnych granic?
Pal sześć Liga! Pal siedem Lepper! Lecz w tym miejscu zdarzyło się coś, co mną naprawdę wstrząsnęło. Otóż Zyta Gilowska poparła Ligę i flagowych krawaciarzy. Mówię o Zycie, bo jest najbardziej wyrazista, reszta platformersów zaznacza się słabo. Dotąd myślałam, że Zyta powinna być liderką. Jest wyszczekana, błyskotliwa, żywa, ma zdolność do głębszego ujmowania zjawisk, więc sądziłam, że chodzi jej o coś, o czym posłowie całkiem zapomnieli.
Wydawało mi się, że Zyta jest tak jak ja, państwowotwórcza, że ma na uwadze Nasz Kraj, że choć raz polecę wielkimi literami, by pokazać, jakże zagubił się gdzieś w układach i przepychankach. Ten prawdziwy kraj, z ludźmi starymi, młodymi, średnimi, dziećmi, z bezrobotnymi, sierotami, dobrze ustawionymi i zagubionymi, z wielkimi fabrykami i małymi firmami. Posądzałam Zytę Gilowską, że troszczy się o to miejsce na ziemi i na mapie Europy.
Przecież widziała te CKM-y ładujące się na mównicę, roześmiane, syte, gadające przez komórki, machające łapkami do swoich rodzin: tu jestem, widzicie mnie, jaka jestem ważna? o tu stoję kołkiem, ja, lider, patrzcie na mnie, ja wam jeszcze pokażę, nie dopuścimy do spokoju, co mnie obchodzi kraj, ważne, żebym się załapał, a was mam głęboko w trzewiach.
Widziała Janowskiego, który w tym, co robi, może jest i szczery, o coś mu chodzi, przydałaby się jednak dobra terapia; może poddawany jest leczeniu nie tymi środkami, co trzeba. W każdym razie trzeba było go usunąć. I tu nagle Zyta łączy się z gruboskórną, gadzią częścią parlamentu w proteście przeciw marszałkowi. Boże, myślę, chodzimy do tej samej krawcowej artystki, u której dużo i wcale mądrze gada się o polityce, jak więc to możliwe, by palnęła coś tak nisko, jak baskinka poniżej talii, poniżej pasa nawet? Może stało się tak dlatego, że nasza artystka wyjechała do Paryża i nie mogła natchnąć swej klientki?
Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości, też opowiedział się po słusznej stronie bariery terroryzmu poselskiego. On przynajmniej miał cel: wybory na prezydenta Warszawy, chodziło o głosy, gadał więc, że on i brat, a także reszta drużyny chcą odwołania Borowskiego, ale z innych pozycji ideolo. Tusk wicemarszałek był przeciwny, ale bractwo sejmikowe go nie słuchało.
Liczyłam na rozsądek Zyty, lecz ona chyba zapomniała, po co przyszła do Sejmu, dlaczego zamiast prawdziwego kraju, który wymaga uwagi, troski, czułości, w swoim eleganckim, dobrze uszytym przez naszą ulubioną artystkę stroju, ze swoją mądrą głową i twarzą lepszą przecież niż mordeczki Ligi i Samoobrony stanęła po ciemnej stronie, na tle fototapety, na której zamiast prawdy widać kraj malowany w rzucik, w Szopeny, fortepiany, wierzby, Niemców plujących? Przecież często zapraszają ją do telewizji, nie musi startować w wyścigu głupoty, więc dlaczego? Och, Zyta, jak mogłaś!

 

Wydanie: 43/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy