Anty-PiS w ambarasie

Anty-PiS w ambarasie

W jakiej kondycji jest w Polsce opozycja, każdy widzi. Antypisowska większość wyborców ciągle nie ma nie tylko porywającej oferty, ale nawet projektu, który by dawał nadzieję, że niedługo będzie lepiej. Na takim bezrybiu łatwo się wyróżnić. Z czego korzysta przede wszystkim Szymon Hołownia. Ale dlaczego reszta nie potrafi skorzystać z okazji? Przecież wybory będą może szybciej, niż się spodziewamy.

Każdy ma nad sobą sufit określający jego możliwości. I kiedy patrzę na naszą klasę polityczną, mam wrażenie, że w większości obsadza ona miejsca, na które kompletnie się nie nadaje. Taki polski paradoks. Tam, gdzie powinni być ludzie o szczególnych kompetencjach, mamy modelowych przeciętniaków. A zamiast naturalnych liderów są potulni wykonawcy woli co sprawniejszych przywódców partyjnych. Od ponad 20 lat politycy aspirujący do przewodzenia swoim partiom stosują tę samą metodę. Na drwala. W wycinaniu wszystkich potencjalnych konkurentów są naprawdę skuteczni. Szkoda, że jest to jedyny obszar, gdzie wiedzą, czego chcą. I potrafią swoje plany zrealizować. Później ograniczają się do pilnowania, by ktoś choć trochę nie wyrósł.

Ilekroć słyszę, że Tusk wraca, przypominają mi się właśnie te jego umiejętności. W tym jednym, jedynym obszarze Tusk wykazał się klasą mistrzowską. Jak kogoś nie udało mu się wyeliminować, to i tak go później oszukał albo zmarginalizował.

Niestety, kadrowy kiler nie zostawił po sobie spuścizny, na którą mógłby się dziś powołać, próbując wrócić do polskiej polityki. Wręcz odwrotnie. Powstanie ogromnego elektoratu negatywnego Tuska ma bardzo realne przyczyny. Mówi się, że wielu prędzej by zagłosowało na kota Kaczyńskiego niż na Tuska. Marny premier, pracujący zwykle trzy-cztery dni w tygodniu miał zwyczaj zamiatania problemów pod dywan. Bo czy coś zrobił w sprawie reprywatyzacji, wyłudzania VAT-u, rozliczenia pierwszych rządów PiS, katastrof lotniczych w wojsku, afer w służbach? Lista wielu problemów, które zostały po Tusku, jest w internecie!

Ale gapą Tusk nie jest. Środowisko gdańskich liberałów, z którego się wywodzi, zrobiło po 1989 r. iście kosmiczne kariery. Głównie finansowe. Gdyby porównać to, z czym wówczas startowali, i to, co teraz mają, to amerykański pucybut, który stał się milionerem, jest przy nich małym, ubogim pikusiem. Tuska opłakują głównie ci, którzy byli beneficjentami jego rządów. I dobrze sobie wtedy żyli. Ale ten etap jest już definitywnie zamknięty. Dywagacje na temat białego konia, którego Tusk już, już dosiada, są stratą energii, którą anty-PiS musi ulokować gdzie indziej. Największy ambaras jest niestety w tym, że nie za bardzo ma gdzie.

Wydanie: 25/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy