Miniaturki

Miniaturki

Składam opowiadania do książki. „Bilet do nieistnienia”. Są małe, malutkie, to miniaturki. Męczę się okrutnie, gdyż brakuje mi pomysłów. A każde opowiadanie to nowy pomysł. Sięgam do swojej przeszłości, by się przekonać, że wyjadłem już ją prawie do dna. Piekielnie trudno pisać takie miniaturki, im krócej, tym trudniej, ale nawet dłuższe opowiadanie jest trudnym gatunkiem literackim, ponieważ wszystkie problemy konstrukcyjne gromadzą się na małej przestrzeni. Na dodatek opowiadanie powinno mieć puentę. Najmniejsze moje opowiadanie, „Nauka latania”, jest tak małe, że pozwolę sobie je tu zacytować:

Nie mógł nauczyć syna jeździć na rowerze. Co za męka. Biegał, trzymając rower za metalową prowadnicę. Kiedy puszczał, chłopiec przewracał się, raz nawet boleśnie obdarł sobie nogę. A wokół kwitła wiosna, pies za ogrodzeniem biegł równolegle do nich i zdawało się, że się śmieje, słońce lizało ich pomarańczowym językiem, na poboczu ścieżki owady szeleściły w trawie. Co za antytalent z tego dzieciaka, złościł się, jedź prosto, nie bój się, mocniej ciśnij na pedały, znowu źle! I tak dzień po dniu, rok po roku. Aż pewnego dnia syn pojechał… na początku chwiał się niepewnie, ale potem jechał już prosto, coraz szybciej i szybciej, nagle wzbił się w powietrze i odfrunął na zawsze.

*

Ten mój mały synek przerósł mnie już o głowę i dobrze, zawsze miałem kompleksy, że jestem niewysoki, nie wiem czemu, ale zdaje mi się, że gdybym był wysoki, to pewnie moje życie byłoby lepsze. A na pewno byłoby lepsze, gdybym miał lepszą pamięć, talent do języków i talent techniczny. Bardzo jestem wybrakowany. Ale jak na tak wybrakowanego, na dodatek z bagażem depresji na plecach, i tak poradziłem sobie w życiu całkiem nieźle. Antoś właśnie jest w wieku, kiedy z dziecka staje się dorosłym. Przepoczwarza się i jest pogubiony w tym procesie, a my z nim pogubieni. Młodszy, Franio, nadal słodki i śliczny chłopczyk, we wzruszający sposób dziecinny.

*

Kandydat opozycji wygrywa w Rzeszowie, chociaż blady i w mowie nieporadny. Czy opozycja zrozumie, że musi być razem, jeśli chce ograć PiS? Wynik wyborów w Rzeszowie taki ważny, bo słyszę zewsząd, że z PiS nie wygra ta nasza beznadziejna opozycja, a ten brak wiary i pesymizm rodzi bierność. Nie chcę, nie potrafię być bierny, dlatego w czynie społecznym jadę do Wejherowa. Sama podróż to okazja do spokojnej lektury, nigdzie nie czyta mi się tak dobrze jak w pociągu. Zaprosił mnie do Wejherowa pan Longin Skrzypiński, działacz miejscowego KOD. Od lat co środa z grupką osób z transparentami i flagami staje przed ratuszem lub przed sądem i protestuje (ma już 26 spraw w miejscowym sądzie). Zdawał mi się kiedyś w swojej upartej pasji niespełna rozumu, ale byłem w błędzie. Rozsądny, sympatyczny i oddany sprawie. Zorganizował w Wejherowie już kilkanaście spotkań, choćby z Wałęsą, z niezależnymi sędziami, z Tuleyą, z prokuratorami. Ja występuję z ks. Wojciechem Lemańskim. Odważny kapłan o liberalnych poglądach, mądry, z charyzmą, emanuje z niego ciepło i dobroć. Czym jest Kościół, który sekuje takich kapłanów?

Panel w miejscowym parku, ładnym, zadbanym, pełnym kwiatów, z fontannami. Zauważyłem, że Wejherowo ma trzy centralne miejsca spotkań, miejsca przyjazne i ciepłe. To właśnie park, ładny rynek i nowoczesny, okazały gmach filharmonii, gdzie mieści się też kino i wiele instytucji kulturalnych. Grymaszono: po co niewielkiemu miastu filharmonia. A ona dała mu duszę.

Idę na rynek z panem Kazimierzem, również zapalonym działaczem KOD, ma 80 lat, w świetnej formie, od trzech lat trenuje karate, morsuje. Kiedy idę z nim, czuję, jakbym szedł z kimś młodszym ode mnie, a to wrażenie mnie jednak trochę niepokoi.

*

Pawła Kukiza zawsze uważałem… no właśnie, proszą mnie czasami, bym nie używał zbyt mocnych słów, powiem więc eufemistycznie: uważałem go za człowieka niemądrego i emocjonalnie rozchwianego. Są ludzie, są partie, z którymi nie wchodzi się w sojusze na żadnych warunkach. PiS zatruwa Polskę jadem kiełbasianym. Sam Kukiz jeszcze niedawno mówił: „Robię wszystko, co mogę, by uratować państwo przed autorytaryzmem i przed nowym Jaruzelskim, którym jest Kaczyński”. Dalej nazywał PiS partią neobolszewicką, „posługującą się metodami ubeków i burdelmam, które zaprowadzą polityków obozu władzy na szafot”. I co teraz?

*

Oglądając mistrzostwa Europy w piłce nożnej, odczuwam dyskomfort, nie z powodu kiepskiej gry Polaków, nie kibicuję polskiej drużynie, ale dlatego, że oglądam mecz w telewizji publicznej. Tak ją zanieczyścili. A PiS zatruwa patriotyzm, sportowy też. Nawet biało-czerwona flaga wydaje się już podejrzana.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 26/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy