Mucha Obamy

Najważniejszym, choć przydługim newsem w telewizji był pogrzeb bóstwa, czyli Michaela Jacksona. Zdziwiło mnie, że publiczne i prywatne stacje telewizyjne wydały kasę na bezpośrednią transmisję. Wyjaśniło się jednak, że cały świat oglądał to widowisko za darmo! Za trzy godziny żałobnej celebry nie trzeba było płacić. Na scenie różne osoby mówiły albo śpiewały, a Michael przyglądał się temu jako hologram. Przybierał różne postacie, raz był śpiewającym pięcioletnim brzdącem, to znów wisiał w niebieskich laserach rozpięty na niewidzialnym krzyżu albo, też w błękitnej poświacie, siedział zamyślony w drzwiach otwartych na kosmos.
Jednocześnie leżał w złotej trumnie za 200 tys. dolców. Albo to tylko pozłotka, albo trumna cienka, bo w kryzysie złoto nie staniało. I tak właściciele zakładów pogrzebowych zacierają łapki, bo odtąd co bogatsi będą kazali się pakować w złoty piórnik. Złodzieje zaś cieszą się na wykopki złotego łupu.
Teraz zacznie się liczenie, ile miliardów obejrzało pogrzeb Diany, ile Jana Pawła II. Presley odpada, bo w tamtych czasach nie oglądało się telewizji na okrągło. Ci, którzy wówczas żyli, mówią, że pamiętają dzień śmierci Elvisa. Ja byłam na wakacjach w Karwi, news usłyszeliśmy w radiu tranzystorowym. Gdy w nocy na dansingu zagrali „Love me tender”, kobiety płakały i zrobiły się łatwiejsze.
Niektórzy uważają, że Michaela tak przeraziła ilość koncertów, na jakich miał wystąpić, że popełnił samobójstwo. Przestraszyć się mogli też ci, którzy zaplanowali obłędną trasę 50 koncertów. Wiedzieli, że idol tego nie przetrzyma. Ponieważ mieszkamy w kraju zaawansowanej paranoi, można wysnuć wniosek, że ktoś pomógł Jacksonowi zejść ze sceny życia. Lubię Michaela, żal mi go, nie wierzę też w jego pedofilię, bo uważam, że był zwichniętym 50-letnim dzieckiem, a dziecko zabawiające się z dzieckiem nie może być pedofilem. Nie miał dzieciństwa, bo ojciec terrorem zadbał, żeby malec zrobił szmal dla rodziny, tatuś narobił za dużo dzieci i trzeba było je nakarmić. Michael za ciężko zarobione pieniądze kupił sobie szczenięce lata i tyle. Czy dorosły człowiek mógłby nosić białe skarpetki do ciemnych pantofelków? Taką modę wprowadził Michael. U nas fanką Jacksona jest Nelly Rokita. Nosi białe skarpetki do szpilek, rękawiczki i kapelusz. Prawie jak Michael. Nie wiemy, jak śpiewa Nelly, jednak teksty ma bardziej szokujące, np. o tym, że wystarczy kieliszek wina i relaks, by w ciążę zajść, bezpłodność to wymysł leniwych, in vitro jest zbędne, w Pałacu Prezydenckim zaś powinien siedzieć stary facet, te i parę innych złotych myśli zawarła w jednej tylko rozmowie z Moniką Olejnik. Wszystkie stacje pokazują Nelly, sarkając na jej głupotę. Co myślą i mówią dziennikarze, to jej zwisa zwiędłym bakłażanem, bo najważniejsze jest być w mediach na okrągło. Nawet zdetronizowana posłanka Szczypińska żachnęła się na te dyrdymały, jednak spin doktor Kurski uważa, że naród ciemny i głupi, wszystko kupi.
Jeszcze jeden, choć krótszy news obleciał cały świat. Prezydent Obama zabił muchę! Podczas wywiadu bzyczało to grube bydlę, oganiał się bezskutecznie, a gdy nie pomogło, zręcznie pacnął ręką, pac! I leży wielkie muszysko na podłodze, ostatni bzyk z siebie wydaje, Obama szczęśliwy, mały chłopczyk, namawia ekipę, by sfilmowała konanie muchy. Spece od wizerunku zapiali z zachwytu, ach, jak to ociepliło image prezydenta! Z ocieplonym wizerunkiem zostawił swoich czarnych braci w żałobie po Michaelu i pojechał do Moskwy. Gdyby pogrzeb odbywał się przed wyborami, z pewnością Obamowie płakaliby w pierwszym rzędzie obok braci Michaela w ciemnych okularach i żółtych krawatach. Wygrał wybory, a więc pojechał do Moskwy z żoną i córeczkami, nawet listu nie zostawił. Pewnie doradzili mu pijarowcy, by raczej nie pokazywał się na pogrzebie Jacksona, bo gdy zwłoki przestygną, zaraz zacznie się ujadanie na temat moralnej zgnilizny idola. W tym układzie Obama wybrał Miedwiediewa z Putinem oraz szczyt G8, z którego g może wyniknąć, bo o czym gadać z cyborgami na szczycie? Putin był ponury, ale z Miedwiediewem Obama zrobił niedźwiedzia. Amerykańscy prezydenci łatwo zaprzyjaźniają się z Rosją. Do zlikwidowania tarczy włącznie. Od początku pisałam, że tarcza jest nam potrzebna jak rybie rower, że użyję feministycznego zwrotu, mówiłam, żeby nie pchać się po tarczę, bo wyjdziemy na tym jak Dochnal na areszcie wydobywczym, ale kto by tam kobiety słuchał! Gdyby parytet był, jak jest w wielu krajach, z pewnością nie głupszych od naszego, byłoby inaczej. Żadna zdezelowana tarcza by tu nie stanęła, przerdzewiałe patrioty mogliby sobie w hangar wsadzić, a my byśmy Kozakiewicza gest zrobili, a raczej zrobiły, bo kobiety mniej się boją.
Zauważyłam to na kongresie kobiet, po którym powstał nowy, medialno-polityczny, męski front jedności narodu, od biskupów po tygodnik „NIE”. Całe to spectrum oburzało się, wyrażało lekceważąco, dowcipkowało bądź też kłamało o tym, co działo się podczas kongresu. W takim froncie znalazło się kilka dam, co to się już załapały na różne fuchy i nie potrzebują „punktów preferencyjnych”. Wstyd, że prócz Nelly i innych prawicówek, satelitek Gosiewskiego i spółki, znalazła się w tym gronie prof. Łybacka. Nie chodzi o dodatkowe punkty ani o żadne specjalne przywileje, proszę damulek. Chodzi wyłącznie o wyrównanie szans. Tego chcemy i do tego dążymy, tak, że mucha nie siada!

Wydanie: 28/2009

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy