Bezpieczeństwo i porządek über alles

Bezpieczeństwo i porządek über alles

O jakim bezpieczeństwie mówią polscy politycy i ich medialni klakierzy? Czy prezydent Komorowski ma na myśli bezpieczeństwo socjalne Polaków? A może bezpieczeństwo obywateli przed bezkarnością prokuratorów, komorników, różnej maści policji i urzędów kontrolnych? Nic z tego. Tutaj chodzi tylko o abstrakcyjne bezpieczeństwo państwa. I może jeszcze o bezpieczeństwo elit przed gniewem klas ludowych.

Można mieć wrażenie, że gdyby nie konflikt na Ukrainie, straszono by Polaków jakimiś innymi dyżurnymi straszakami. Wyznawców islamu w Polsce zbyt wielu nie ma. Mniejszość arabska nie zamieszkuje przedmieść polskich miast. Muszą wystarczyć zielone ludziki i Rosjanie. Jeżeli nie w realnym świecie, to przynajmniej w wiadomościach redaktora Kraśki. Platformiana elita władzy powinna wysyłać skrzynki dobrego wina Putinowi – dzięki niemu może mówić o wojnie, wojsku, zbrojeniach, a nie o rzeczywistych problemach Polaków. Premier Kopacz z ministrem Siemoniakiem wolą debatować o wojnie na Wschodzie niż o wojnie z górnikami czy pielęgniarkami. Im częściej jednak władza mówi o bezpieczeństwie, tym bardziej obywatele powinni się czuć zagrożeni i niepewni. A jeśli władza apeluje o zgodę narodową, społeczeństwo może być pewne, że chodzi o schowanie przed opinią publiczną prawdziwych konfliktów społecznych.

Wszyscy ci dyżurni obrońcy bezpieczeństwa straszą wojną, nie dostrzegając, że wojna w Polsce toczy się każdego dnia – wojna między bogatymi a biednymi, między aroganckimi instytucjami administracji państwa a obywatelami, między władzą a społeczeństwem. Areną tych walk są miejsca pracy, gdzie szefowie wyciskają ostatnie poty z pracowników, budynki administracji państwowej, gdzie próbuje się pokazać ludziom, że są tylko trybikami w maszynie, czy siedziby tajnych policji, w których bez żadnych ograniczeń inwigiluje się polskie społeczeństwo. A że nikt nie zna skali tego zjawiska, rozkwita czarny rynek materiałów z podsłuchów – obecni obrońcy porządku pomagają swoim kumplom z sektora prywatnego. Często są to emerytowani, ale wciąż chętni do działania byli funkcjonariusze. Prywatny biznes kwitnie pod parasolem bajek o bezpieczeństwie państwa.

Co więcej, jak się okazuje, z braku realnych przeciwników różnej maści policje polityczne kontrolują siebie nawzajem i urządzają wojenki podjazdowe. Chłopcy w krótkich spodenkach mający za sobą aparat przymusu i prawo bawią się na całego. Nikt ich nie kontroluje. No bo kto ma nadzorować ich „tajne misje”? Szefowa MSW, minister katechetka?
Czasem muszą czymś się wykazać, więc organizują medialny show pod hasłem: „zatrzymanie groźnych przestępców”, „sprawa jest rozwojowa”, „wiele wątków wymaga żmudnego śledztwa” itp. Usłużni tzw. dziennikarze to kupują i niosą w eter. Tylko coraz mniej ludzi reaguje na takie newsy. Nastąpiła dewaluacja sensacyjnych komunikatów. Trudno się dziwić. Jest ich zbyt dużo i coraz marniejszej próby. Ostatnio np. zatrzymano podczas popisowej akcji CBA wyjątkowo niebezpiecznych i skorumpowanych biletami na festiwal Open’er urzędników. Za chwilę usłyszymy o korumpowaniu biletami do opery, pizzą, lampką wina albo zaproszeniem na kawę. Strach się bać.

Dzięki takim jednak opowieściom w mediach i tzw. debacie politycznej większość realnych problemów w Polsce może być niedostrzegana. Bo kto w tym czasie ma rozliczyć ministra Arłukowicza za jego bezczelne kłamstwa i beznadzieję w służbie zdrowia? Kto chce rozmawiać o pensjach Polaków? Kto podejmie temat zapaści w polskiej nauce? Chętnych nie ma. Wszyscy pochowali się w okopach i śledzą wrogów ze Wschodu.

Studia telewizyjne opanowali jacyś emerytowani generałowie, starsi panowie, którym gry komputerowe mieszają się już z realnym światem, różnej maści specjaliści od bezpieczeństwa, organizatorzy pospolitego ruszenia wokół wyimaginowanych problemów. Zamiast budować okopy, lepiej myśleć o budowie barykad. Zamiast wzmacniać armię, lepiej wspierać ruchy społeczne, związkowe i obywatelskie na rzecz realnego, a nie tylko konstytucyjnego prawa do bezpieczeństwa socjalnego, godnej pracy i wolności osobistych. Zamiast zagęszczać w nacjonalistycznych oparach atmosferę zagrożenia, lepiej organizować się w miejscu pracy i zamieszkania, na osiedlach przeciwko prawdziwemu wrogowi. Ten jest bliżej, niż może się wydawać. I mówi po polsku, a nie w obcym języku.

Wydanie: 12/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy