Hipokrates a wypisywanie recept

Hipokrates a wypisywanie recept

Tak się złożyło, że miałem ostatnio kilka wizyt w gabinetach lekarskich. Przychodnie funkcjonują normalnie, lekarze normalnie wypisują recepty, nic się nie dzieje. Nikt się nie oflagował, nie wygląda też na to, by ktoś rozpoczął protestacyjną głodówkę. Nawet przy mnie lekarka dopijała kawę. Tymczasem z telewizji i gazet można się dowiedzieć, że trwa protest lekarzy. Napawa to troską ministra zdrowia i nową panią prezes NFZ. Ale największą troską napawa to dziennikarzy i polityków.
Działacze lekarskich związków zawodowych i samorządu coś negocjują, przeciw czemuś protestują, spoceni, ze zmierzwionym włosem, krzyczą nerwowo do podstawionych im pod nos mikrofonów czy kamer. O ile dobrze ich zrozumiałem, krzyczą, że lekarz ma leczyć, a nie poprawnie wypisywać recepty, a gdy się pomyli, to karać go za to nie wolno.
Oj, po stokroć rację ma prezydent Jacek Majchrowski, który twierdzi, że gdy chce się oderwać od rzeczywistości, ogląda serwisy informacyjne w telewizji i czyta prasę codzienną.
Ten protest rozgrywa się chyba bardziej w rzeczywistości gazetowo-telewizyjnej niż w realu.
W każdym razie w ostatnich dniach kilka przychodni odwiedziłem, recepty prawidłowo zostały mi wypisane, protestu nie widziałem. No, chyba że protestu nie ma w Galicji, a jest w pozostałych częściach Polski. W przeszłości nieraz tak bywało. Np. w Galicji rabacja, w Królestwie święty spokój, a później w Królestwie powstanie styczniowe, w Galicji święty spokój. Może i teraz tak jest. Może w Warszawie dr Bukiel wyprowadza już lekarzy na barykady, min. Arłukowicz szykuje do kontrataku swe wierne urzędnicze zastępy, NFZ ze środków zaoszczędzonych na niepodpisanych kontraktach funduje odwody. W Galicji spokojnie, słońce praży, 36 stopni Celsjusza, lekarze wypisują recepty, turystów mniej niż zwykle, może wystraszyły ich upały.
Tak czy owak, uprzejmie informuję, że w Galicji lekarze nie protestują. Chyba że konspirują po nocach, Bukielowych emisariuszy przyjmują i dopiero szykują protest.
Przy okazji tej kolejnej już awantury z telewizji można było się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Jakiś pan doktor zaproszony przez dziennikarzy twierdził, że lekarz zgodnie z przysięgą Hipokratesa ma leczyć, a nie recepty poprawnie wypisywać. Niby słusznie, w czasach Hipokratesa nie było chyba recept, a już na pewno recept refundowanych przez NFZ.
Inny gość telewizji zaproszony „do tematu” zapewniał, że obowiązkiem lekarza jest leczyć, a nie sprawdzać, kto jest ubezpieczony, kto nie, komu i jaka refundacja się należy. Lekarz nie jest urzędnikiem! To, zdaniem owego mędrca, powinno należeć… do obowiązków apteki.
Pomysł dobry, ale co na to powiedzieliby aptekarze? Myślę, że mieliby dostatecznie dużo argumentów na poparcie tezy, że obowiązkiem aptekarza jest sporządzanie lekarstw albo sprzedawanie leków gotowych. A nie kontrola, kto i jak jest ubezpieczony. Aptekarz to aptekarz, nie urzędnik!
Przypomniało mi się, jak w roku 1980 robiliśmy rewolucję na uniwersytecie. Na ogólnym wiecu każde środowisko zgłaszało swoje postulaty. Ci chcieli wolności słowa i likwidacji cenzury, tamci większych nakładów na badania, jeszcze inni szybszej drogi awansu młodych pracowników nauki. Studenci chcieli większego udziału we władzach kolegialnych wydziału i uczelni, jacyś radykałowie żądali natychmiastowego rozwiązania komitetu uczelnianego PZPR i w ogóle usunięcia partii z uczelni. Wszystkich przebiły jednak sprzątaczki, których postulat przedstawiła ich liderka. Zażądała ona mianowicie, aby każdy pracownik uniwersytetu i każdy student sam po sobie sprzątał! Wprawdzie wpisywało się to w ogólny klimat kraju, gdzieś listonosze postulowali ponoć, aby nie musieli nosić ciężkich toreb z listami, a najlepiej, gdyby nie musieli nosić listów w ogóle. Postulat sprzątaczek wywołał jednak wesołość. No dobrze, ktoś je zapytał, ale jeśli każdy będzie sprzątał po sobie, to wy nie będziecie potrzebne. Liderka sprzątaczek była jednak nieugięta. My będziemy tylko pilnować, aby każdy po sobie sprzątał! Tego było już za wiele nawet dla samych sprzątaczek. „Siadaj, głupia!”, wołały do swojej liderki, która wyraźnie traciła u nich autorytet. Liderka zamilkła i siadła. W dyskusji ustalono, że sprzątaczki będą jednak sprzątać, tyle że dostaną do dyspozycji więcej środków czystości.
Chciałbym owe rozsądne sprzątaczki postawić za wzór środowisku lekarskiemu. Niechaj do swoich liderów krzykną: „Siadaj, głupi!”. I może wtedy dopiero rozpocznie się jakaś rozsądna dyskusja o lepszej organizacji opieki zdrowotnej w Polsce, a nie o tym, czy poprawne wypisywanie recepty należy do obowiązków lekarza, a w przypadku, gdy zrobi to niechlujnie lub błędnie, czy ma za to ponosić odpowiedzialność czy nie.

Wydanie: 28/2012

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. orion
    orion 10 lipca, 2012, 19:56

    Skończyły mi się leki więc miałem okazję teraz odwiedzić lekarza rodzinnego i mam podobną opinię.I jestem ciekaw jaka będzie odpowiedż na zapytanie RPO.Pozdrawiam

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy