Młócka w rodzinie

Młócka w rodzinie

Głowa prezesa pracuje na najwyższych obrotach, ale niestety otoczenie nie nadąża. Mimo że Kaczyński sam je sobie starannie dobrał. Głównie tak, by wśród najbliższych współpracowników nie było ambicjonerów polujących na fotel szefa. Z pewnością są wierniejsi od tych, którzy wcześniej prezesa zdradzali i porzucali. Ci decyzje prezesa realizują starannie i sumiennie. Tak jak potrafią. Na miarę dość skromnych możliwości intelektualnych. Efekty widzimy. I słyszymy. Jeśli zamieszanie wokół dwóch 190-metrowych wieżowców w centrum Warszawy aktyw PiS określa mianem kapiszona, to ciekawe, co dla nich jest pociskiem armatnim.

Gdyby uczciwie zbadać kontakty deweloperów z politykami i samorządowcami, mielibyśmy odpowiedź na rozmaite pytania. Dlaczego w naszych miastach mamy tyle paskudnych gargameli? Dlaczego tyle budynków powstało tam, gdzie interes mieli tylko deweloperzy? Dlaczego jedni dostawali szybką zgodę na wszystko, co chcieli, a drudzy po biurokratycznej mitrędze musieli się zadowolić odmowami?

Mało rzeczy jest w Polsce pewnych, ale pewne jest to, że nie powstanie sejmowa komisja śledcza, która próbowałaby przekopać decyzje o zabudowie miast z – powiedzmy – ostatnich 20 lat. Ale przecież nie dotyczy to tylko wielkich miast. Ileż razy w PRZEGLĄDZIE pisaliśmy o willach, hotelach i najdziwniejszych obiektach stawianych parę metrów od jezior, nad morzem czy na obszarach chronionych prawem. Pisaliśmy. Ktoś tracił pracę. Prokuratury miejscowe wszystko umarzały. A zamczyska i ich właściciele mają się świetnie.

Prawo i Sprawiedliwość dostało od Polaków wielkie poparcie, bo w wielu obszarach państwo rzeczywiście nie działało. Miało być lepiej, bo sprawniej i uczciwiej. Wystarczyło nie kraść. To akurat ciągle jest aktualne. Może jeszcze kiedyś jakaś władza potraktuje tę obietnicę serio? Choć na potomków i spadkobierców postsolidarnościowych ekip szczególnie bym nie liczył.

Im więcej wiemy o tym, jak politycy sprytnie dbają o własne interesy, jakim językiem opisują świat i ludzi, tym większa jest pokusa, by ich porzucić. Bez żalu. Z nadzieją, że w sporym kraju są ludzie, którzy serio potraktują interesy państwa i tę ułomną, ale naszą wspólnotę obywatelską.

Czas, by w roku ważnych wyborów wyjść z bezproduktywnego klinczu dwóch partii, z których żadna nie jest skrojona na miarę problemów, jakie mamy. To, co mają do zaproponowania, to jedynie wyniszczająca młócka między nimi.

Wydanie: 6/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 7 lutego, 2019, 18:19

    Kiedy za PRL-u wysoki dygnitarz postawił sobie kilkudziesieciometrową chałupke na kilkusetmetrowej działce leśnej, to „opozycja” trąbiła ze swoich trybun i ambon o nadużywaniu władzy przez czerwoną nomenklature, o arogancji, o pławiących sie w luksusie (chałupka natychmiast nazywana była „daczą” tudzież „willą”) prominentach, kosztem uciemieżonego narodu. Kto ciekawy, niech sobie poszuka zdjeć takiej „daczy”, np. tej należącej kiedyś do gen. Kiszczaka.
    Dziś świat polityki i prywatnego biznesu tworzy oligarchiczne sitwy. Dla wielomilionowych zysków, nie licząc sie z nikim i niczym betonuje całe kwartały miast, buduje sobie koszmarne zamczyska w środku lasów – i to jakoś nikomu nie przeszkadza? Dziennikarze bedą mieli temat na pare tygodni, tłuszczy rzuci sie na pożarcie jakiegoś kozła ofiarnego, ale prawdziwych beneficjentów tej megakorupcji nikt nie ruszy. Właśnie „ustawiają” siebie i swoje rodziny na całe pokolenia naprzód.
    Takie oto państwo „Prawa i Sprawiedliwości” zgotowała Polakom post-solidarność. Ale czego spodziewać sie po ludziach, którzy w latach 80/81 strajkowali i brali za to normalne pensje – czyli zwyczajnie kradli. Dokładnie tak samo, jak kradnie ten, kto jeździ tramwajem „na gape” – okrada tych, którzy płacą za przejazd.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy