Las Birnam ruszył

Las Birnam ruszył

To, co zrobiliśmy z rocznicą sierpnia, jest haniebne. Byłem w czasie tego strajku w stoczni, pamiętam, jak niezwykłe było to wydarzenie, jaki dramat, ilu pięknych ludzi, ile niezwykłych zdarzeń. Wracaliśmy z Gdańska samochodem. Jestem prawie pewien, ale głowy bym nie dał, że oprócz mnie byli w wozie Ryszard Kapuściński, Janusz Głowacki i Tomek Łubieński. Ryszarda i Janusza już nie ma, są ich książki. Tomek ciężko ranny na życie. Zanotowałem potem: „Wyjeżdżamy samochodem z Gdańska. Oszołomieni i nie do końca wierzący, że to wszystko było naprawdę. Na granicy miasta patrol milicyjny obserwuje przez lornetkę numery rejestracyjne samochodów. Straszne, wymarłe stacje benzynowe.

W małym miasteczku ludzie mówią, że niedawno była branka mężczyzn do wojska. Noc. Wpadamy nagle w oko ulewy, ale jej szaleństwo jest optymistyczne.

Po obu stronach szosy wyrósł las. Rozkołysany, groźny, ale nam przyjazny”. Napisałem potem o tym strajku reportaż pod tytułem „Las Birnam ruszył”.

W nowej szkole nie będzie wychowania seksualnego. Bo seks to grzech, im mniej o nim, tym lepiej. Ale nie będzie to miało większego znaczenia w edukacji seksualnej młodych. Wszystko jest już w internecie. Na dobre i na złe. Wiele informacji jest bezpruderyjnych i fachowych. Proponuję choćby wpisać hasło „penis” w Google. Są fotografie ukazujące, co się dzieje z męskim organem w stanie podniecenia, szokujące i dosłowne. I dobrze. PiS co prawda już coś majstruje przy internecie – życzę powodzenia, nie ma lepszej metody, by narazić się młodym, niż takie majstrowanie. Wracam do swojej dawnej tezy: uraz seksualny jest ważnym elementem zamkniętego i pełnego fobii świata naszej prawicy.

Nadal żywe, ale jakby słabsze nadzieje, że nasz prezydent odzyskuje podmiotowość, a to skłóci PiS. Wydaje się to bardzo niepewne, sam prezydent nie wie, co dalej, ale można wyczuć, że ma już ochotę potulnie wrócić na łono rodziny, która tak go wyniosła. Teraz wszystko w rękach prezesa – albo pogodzi się z tym, że Duda coś tam sobie pogmera na małej wysepce swojej niezależności, albo wojna. Prezydent mówi o planowanym referendum w sprawie zmiany konstytucji. Jego hasło to „Konstytucja dla obywateli, nie dla elit”. Obecna konstytucja jest więc podobno dla elit, a lud jest uciemiężony przez złą konstytucję, ona też blokuje ojczyste zdrowe soki, prawdziwą polskość, która z natury jest dobra i mądra. Przeklęci profesorowie, naukowcy, artyści. Czy prezydent chce pozbawić nas zupełnie autorytetów? Nawet carom się nie udało, ale to była moc zewnętrzna, gdy zaś takie zamiary płyną z wewnątrz, są bardziej niebezpieczne. Autorytetem przewodnim ma być oczywiście Lech Kaczyński, wielki przywódca bohatersko poległy pod Smoleńskiem, ukryty, ale prawdziwy twórca Solidarności, on, a nie agent Wałęsa. Nie szkodzi, że Lech Kaczyński nawet nie był w Solidarności, był tak ważny, że nie ośmielono się go internować w stanie wojennym. Nie ma miejsca na obchodach rządowej Solidarności dla Wałęsy, Borusewicza, Frasyniuka, Piniora ani Wujca, nie ma miejsca dla Łozińskiego. I nie szkodzi, że to Borusewicz wymyślił strajk i pchnął do stoczni Wałęsę. Kiedyś zbierałem dotyczące tego świadectwa, Bogdan miał większy wpływ na ten strajk, niż się sądzi. To on go wymyślił, był jego reżyserem, Wałęsa na początku był tylko aktorem.

Teraz te polityczne potwory żerują na „gwałcie w Rimini”. Jakby w Polsce to się nie zdarzało. Ciągle to podszywanie Polaków nienawiścią do obcych. Jeśli nie chcesz, by twoja żona została zgwałcona, głosuj na PiS. Obrzydliwość tej władzy nie ma granic. To pewnie złudzenie, bo czas robi swoje, ale mam wrażenie, że wolałem już komunistyczną propagandę.

Bp Tadeusz Pieronek powiedział: „Mamy dyktaturę, to można się spodziewać wszystkiego. To jest pełzający system, który nigdy nie zostanie zaspokojony. Ma taki głód władzy, że będzie chciał ją mieć we wszystkich szczegółach ludzkiego życia”.

Czasami myślę o roli jednostek i przypadku w historii. Gdyby nie Kaczyński i jego paranoidalna osobowość, a też pewien rodzaj charyzmy – na mnie to nie działa, już wolę kotlet mielony, ale na miliony ludzi działa – Polska prawdopodobnie szłaby jednak do przodu drogą liberalną. Gdyby Kaczyński leciał z bratem jednym samolotem, gdyby pilot wstał nie lewą, ale prawą nogą… Skoro niemal wszystko w życiu prywatnym i publicznym jest przypadkiem, nawet nasza wolna wola opiera się na przypadku, to nasze istnienie jest absurdem. Dlatego tak wielu ludziom potrzebny jest Bóg. Ja sobie daję radę bez niego, chociaż z trudem.

Wydanie: 36/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy