Czarny świt XXI wieku

Komisja dwupartyjna, złożona z pięciu Demokratów i pięciu Republikanów, z nadzwyczajną dokładnością przebadała wszystkie okoliczności związane z koszmarnym zamachem terrorystów arabskich na Stany Zjednoczone. Jak się okazało, oprócz celów trafionych, to znaczy dwóch wieżowców Manhattanu, były ponadto planowane uderzenia w siedzibę Kongresu oraz Biały Dom. Tym samym miała nastąpić całkowita dekapitacja amerykańskiej władzy wykonawczej i ustawodawczej. Jednakowoż bin Laden uznał, że zbytnie powielenie celów utrudni synchronizację planowanych ciosów. Ponad wszelką wątpliwość stwierdzono, że prezydent Bush, który siedział w szkole i czytał dzieciom bajkę o gąsiątku, powiadomiony o zamachu i jego skutkach nie zrobił nic, lecz tylko przez dalszych siedem minut kontynuował lekturę. Dopiero potem ochrona przetransportowała go do samolotu prezydenckiego, z którego już w powietrzu telefonicznie porozumiewał się z wiceprezydentem, znajdującym się w podziemnym bunkrze Białego Domu. Stany Zjednoczone były na atak tego rodzaju całkowicie nieprzygotowane, co spowodowało kompletny chaos. Zarządzeniem władz zmuszono cztery tysiące pięćset samolotów znajdujących się na swoich trasach do bezzwłocznego wylądowania. Wiceprezydent Cheney wydał rozkaz zestrzelenia każdego samolotu zbliżającego się do ważnego obiektu, lecz rozkaz ów, podobnie jak szereg innych, ugrzązł w biurokratycznym zamęcie, jaki powstał tuż po godzinie dziewiątej 11 września.
Jak stwierdziła komisja, jedynym aktem, który częściowo pokrzyżował plany bin Ladena, był bohaterski zryw pasażerów trzeciego samolotu, zakończony roztrzaskaniem maszyny na ziemi. Senatorowie wykryli także całkowitą sprzeczność faktów z zapewnieniami administracji, jakoby istniała więź pomiędzy Al Kaidą a reżimem Saddama Husajna. Jedną bodaj z największych wad Busha jest całkowita niezdolność do przyznania się do błędu i uporczywe powtarzanie fałszywej tezy o rzekomych powiązaniach zamachowców z irackim dyktatorem. Zaufanie Amerykanów do prezydenta wyraźnie zmalało, lecz nie powiększyło się poparcie dla jego kontrkandydata, jakim jest John Kerry. Aktualna władza arabska Iraku pragnie wprowadzić stan wyjątkowy, zakaz zgromadzeń oraz godzinę policyjną. W sytuacji, gdy porywanie tam obcokrajowców i obcinanie im głów budzi szczery entuzjazm mieszkańców, wydaje się to jedynym rozwiązaniem. Obecnie nie ma sensu udowadnianie błędnej motywacji Busha, który zamiast zażegnać, tylko zaognił sytuację na Bliskim Wschodzie, ponieważ najważniejsze jest stłumienie pożaru. Francja ani Niemcy jednak przyczynić się do tego nie chcą. Bilans zysków i strat tej wojny należy pozostawić historii.

22 czerwca 2004 r.

Wydanie: 27/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy