Kłamstwa w interesie gigantów

Kłamstwa w interesie gigantów

Politycy mieli wybór. Wsparcie oczywistych praw twórców, czyli artystów, naukowców, dziennikarzy, do zapłaty za pracę albo podlizanie się gigantom internetowym i tym użytkownikom, którzy kochają wszystko, co pozornie darmowe. Nasi europosłowie wybrali to, co jest dla nich korzystniejsze. Poparli wielkich, takich jak Google, YouTube, Amazon i Facebook. Potwierdzili tym samym, że albo nie mają głębszej wiedzy o tym problemie, albo brakuje im charakteru, by nie ulegać naciskom gigantów i nie zachowywać się stadnie. W wielu przypadkach chodziło pewnie o jedno i drugie. Na szczęście jako całość Parlament Europejski wykazał się większą mądrością i odwagą intelektualną niż duża grupa polskich europosłów. Za dyrektywą głosowała tylko siódemka: Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Barbara Kudrycka, Danuta Hübner, Julia Pitera, Bogdan Zdrojewski, Tadeusz Zwiefka (wszyscy z PO) i niezrzeszony Kazimierz Michał Ujazdowski. Pozostali uważają chyba, że warto tolerować kradzież w imię totalnej wolności internetu. Tak jakby w internecie nie było wielu ograniczeń próbujących hamować plugawy hejt, nienawiść, apologię zbrodni czy kompletnie zdegenerowaną pornografię. Za hasłem wolność w internecie nade wszystko, zero cenzury, chowają się najwięksi gracze internetowi. Robią na tym gigantyczne interesy i pustoszą wartościową część internetu. Jeszcze trochę takiego bezmyślnego zachowania i trzeba będzie wywiesić białą flagę.

Gdy jedni mówią o cenzurze i zagrożeniu wolności, drudzy robią na tym, jak teraz, ogromne pieniądze. I najzwyczajniej okradają twórców. Nie płacą im ani grosza. Traktują ich jako darmowych dostarczycieli wartościowych produktów.

Rozpasani giganci internetowi stawali więc na głowie, by taki stan trwał wiecznie. Na szczęście urwało im się to eldorado. Teraz będą musieli płacić wydawcom. A polscy wydawcy już zobowiązali się, że połowę tych pieniędzy przekażą twórcom. Nie będzie to szybko. Lata miną, zanim oczywista stanie się prawda, że kradzież zawsze jest kradzieżą. Nie pomoże opakowanie jej w marketingowe bzdety. I jeszcze jedna uwaga. Kłamstwa o strasznych zagrożeniach, jakie niesie ze sobą nowa dyrektywa Unii, są tylko kłamstwami. Bredniami dla mniej rozgarniętych. Użytkownicy internetu niczego nie stracą. Dalej mogą linkować, cytować, robić memy, karykatury itp. I może przyjemniej będzie im to robić ze świadomością, że ci, z których wiedzy korzystają, nie są okradani. Wreszcie.

Wydanie: 14/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy