Dwory i dworki

Dwory i dworki

Polski biznes, polityka, ale także wiele innych sfer życia publicznego (szkoły wyższe, wymiar sprawiedliwości, szpitale) mają strukturę prywatnych dworów i dworków. Właściwie każdy magnat w swojej branży próbuje otaczać się licznym dworem. Im bardziej rozbudowany dwór, tym większy prestiż magnata. Ale też więcej plotek, intryg i zakulisowych gier.
Kiedy magnat odchodzi, pojawia się problem z przekazaniem sukcesji. A na dworze wybucha chaos i walka o schedę. W monarchiach absolutnych władzę przejmował zazwyczaj syn pierworodny. Dziś, w czasach demokracji oligarchicznej – systemu, którego nie przewidział w swoich klasyfikacjach Max Weber, będącego hybrydą weberowskiego panowania tradycyjnego i charyzmatycznego z dodatkiem manipulacji medialnych i prywatyzacji sfery publicznej – zazwyczaj to odchodzący wódz namaszcza następcę i przyklepuje tę decyzję formalną uchwałą „rady starszych” (najbardziej wtajemniczonych członków dworu z najbliższego kręgu króla). Czasami to „rada starszych” wybiera wspólnie najwygodniejszą dla niej osobę – tak się dzieje np. na konklawe w Watykanie.
Odchodzący na inne pozycje magnat wskazuje następców według prostej zasady: im bardziej niesamodzielny w myśleniu i działaniu kandydat, tym lepiej. Ma to gwarantować pełne oddanie i lojalność wobec odchodzącego władcy, możliwość kierowania daną instytucją lub organizacją z ukrycia, a w razie niepowodzenia magnata w nowym miejscu pozwala mu wrócić w każdej chwili na dawne stanowisko. Ten prosty mechanizm tłumaczy, dlaczego tak wiele kierowniczych funkcji w Polsce jest pełnionych przez niesamodzielnych w myśleniu nieudaczników: prezesów, dyrektorów, regionalnych szefów partii, konformistycznych administratorów uczelni, głupkowatych ministrów, wójtów, burmistrzów – przybocznych sługusów ważniaków w polityce i biznesie. Polityka kadrowa w Polsce od wielu lat jest selekcją negatywną. Osoby niezależne, odważne w myśleniu i kontrowersyjne w działaniu nie mają lekko. Konformizm jest panującą i najpowszechniej praktykowaną religią w tym katolickim narodzie. Głównym wyznaniem wiary jest uwielbienie prezesa, przewodniczącego lub szefa. Mentalność chłopów pańszczyźnianych każe wciąż wychwalać swojego pana. To jedno z wyjaśnień, dlaczego nasz kraj jest tak zaściankowy i mało innowacyjny. Nowe i niezależne zjawiska oraz osoby wciąż budzą tutaj strach.
Dwory i dworki lubią spokój i choć przepełnione są intrygami i ciągłym podkopywaniem pozycji konkurujących między sobą dworzan, nie przepadają za całkowitymi zmianami. Wolą tkwić w swojskiej, zatęchłej, ale przewidywalnej atmosferze, niż otwierać się na nowe pomysły. Decyzje, mimo że oficjalnie mają charakter formalny, w rzeczywistości podejmowane są w zamkniętych kręgach, a obieg informacji i wyznaczanie kierunków działania nie tylko rozgrywa się w zupełnie nieformalny sposób, ale nawet, można by rzec, przypomina stylem hermetyczne sekty lub mafie.
Powszechne i chyba trafne jest w Polsce przekonanie, że większość spraw mających oficjalnie charakter instytucjonalny załatwia się najszybciej i skutecznie w sferze kontaktów nieformalnych. Dlatego za tak wartościowe uchodzą w społeczeństwie polskim wszelkie „dojścia” i „kontakty” do osób i środowisk uznawanych za decyzyjne, nawet jeśli ich formalna funkcja o tym nie świadczy. To też tłumaczy społeczną siłę oddziaływania dworów i dworków oraz osób występujących tam w roli zaufanych dworzan.
Kiedy jednak władca już odejdzie, po krótkim chaosie wznoszone są okrzyki: „Odszedł król, niech żyje król!”. Najgłośniej krzyczą ci, którzy niczego innego robić w życiu nie potrafią. Za to są bezkonkurencyjni w dworskich intrygach i udowadnianiu największym nieudacznikom, że ci są genialni, niezastąpieni i wyjątkowo się nadają do pełnienia swoich funkcji. Te same osoby zazwyczaj mają najmocniej rozbudowany węch pozwalający im wyczuć, skąd wieją nowe wiatry przynoszące nowego władcę. W sytuacjach buntu i rzadko występującej na dworze krytyki stają się, niczym funkcjonariusze świętej inkwizycji, najgorliwszymi obrońcami świętej księgi i świętego płomienia. Natomiast w sytuacjach rozkładu organizacji i zupełnego kryzysu są w pierwszym szeregu na tratwach ratunkowych płynących do nowych, bezpiecznych miejsc i stanowisk.
PS Wszelkie podobieństwo w powyższym opisie do osób nas otaczających w realnym świecie jest zupełnie przypadkowe.

Wydanie: 37/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy