Odstraszanie, które nie odstrasza

Odstraszanie, które nie odstrasza

Amerykanie przystąpili do produkcji rakiet średniego zasięgu, czego zakazywał układ zawarty między Gorbaczowem i Reaganem. Podobno Rosjanie wcześniej naruszyli ten układ, ale się do tego nie przyznają, nie ma pewności, jak było naprawdę. Ta broń udoskonalona technologicznie jest groźna również z tego powodu, że – jak mi ktoś mówił – ułatwia rozpoczęcie wojny z użyciem broni nuklearnej i przezwyciężenie tego „imposybilizmu” wojennego, jaki prawie że gwarantowała „klasyczna” broń atomowa, obiecująca szatanowi wzajemne zniszczenie stron wojujących, a przy okazji także niektórych narodów neutralnych.

Czy imposybilizm wojenny, inaczej mówiąc pokój, utrzymywał się dzięki odstraszaniu, czy dzięki równowadze sił? Raymond Aron miał ciekawy pogląd na to, jak odstraszanie zapobiega wojnie. „Pokój oparty na odstraszaniu – pisał – w sposób fundamentalny różni się od każdego innego pokoju opartego na równowadze sił. Ta jest zawsze przybliżona, niejednoznaczna i w każdej chwili zagrożona przez przejście na stronę rywala jakiejś drugorzędnej jednostki albo przez nierównomierny rozwój głównych państw. Szacunki dotyczące sił są niepewne: dopiero w chwili próby ujawniają się zalety armii i narodów”. Pomińmy inne elementy niepewności. „Że odstraszanie dąży do technicznej niezawodności, jest rzeczą zrozumiałą. Zniszczenia, do spowodowania których byłaby zdolna nawet najsłabsza z jednostek, choć nie są one z góry możliwe do dokładnego zmierzenia, to są w każdym razie wystarczające, by wojna stała się bezsensowna”. Rozumiem to w ten sposób: odstraszanie zapobiega wojnie tylko wówczas, gdy czyni ją bezsensowną. Gdy jedna lub wiele stron zaangażowanych w konflikt widzi w wojnie najwyższy wyraz życia narodowego lub środek do oczyszczenia świata ze złych przywódców, złych ustrojów lub innego zła, wówczas wojna ma sens. Ani równowaga sił, ani odstraszanie nie gwarantują, nawet nie obiecują pokoju, jeżeli wojna ma sens.

Jeżeli kiedyś my tu, w Polsce, zaczniemy dyskutować o doktrynie obronnej naszych rządów, musimy sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytanie, czy wojna ma sens. Jeżeli ma sens dla nas, to ma go dla innych i żaden system odstraszania nie działa. Zimna wojna była okresem pokoju (dla północnej, naszej części globu), odstraszanie było skuteczne, ale dzięki czemu? Nad wrogimi ideologiami, takimi też chęciami dominował i wszystko – całe życie narodów – przenikał pacyfizm, ta największa mądrość, jaką wyprowadzono z wielkiej wojny. Te dwa czynniki: atomowe odstraszanie i wszechobecny w głowach i systemach nerwowych pacyfizm czyniły nową wojnę czymś bezsensownym. Duch obecnego czasu jest z gruntu odmienny. Potęga Stanów Zjednoczonych zwaliła się na świat ze swoim 700-miliardowym budżetem wojskowym, równowaga sił nie jest możliwa, narody, które znowu w wojnie widzą najwyższy wyraz ducha narodowego, chcą odstraszać, ale same odstraszyć się nie dadzą.

Jakąkolwiek broń wyprodukują Amerykanie, polskie rządy – pisowski i platformerski – chcą ją mieć na swoim terytorium. Pokaż Polakowi przepaść, a od razu w nią skoczy – pisał Balzac. Pan minister Czaputowicz w imieniu rządu zgłosił chęć przyjęcia przez Polskę jeszcze ciepłych amerykańskich rakiet średniego zasięgu. Oświadczył też, że dzięki tym przerażającym rakietom nasza siła odstraszania kolosalnie by wzrosła. Wszyscy ministrowie spraw zagranicznych i obrony, jacy urzędowali w III i IV Rzeczypospolitej, twierdzili, że sprowadza się amerykańską broń i bazy w celu odstraszania. Broń sprowadzona do Polski zmienia naturę, upodabnia się do pistoletu hukowego. Wojny nie będzie, bo nagromadzimy tyle hukowych rakiet uzbrojonych dla postrachu w głowice atomowe, że wróg byłby głupi, gdyby się nie przestraszył. Czy nie należałoby poinformować narodu, co będzie, gdy wróg mimo wszystko okaże się „głupi”?

Wydanie: 7/2019

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy