Nieprawda

Nieprawda

Na moje ucho najgrubszy idiotyzm o Okrągłym Stole powiedział funkcjonariusz IPN, tak zwany historyk. Obwieścił on mianowicie w telewizji, że celem tegoż Okrągłego Stołu było „legitymizowanie zbrodni czterdziestolecia”. Nie jestem pewien, czy należy to odkrycie przypisać indywidualnym cechom umysłu tego pana historyka, czy może jest to już oficjalna prawda obowiązująca w Trzeciej i Czwartej Rzeczypospolitej. Wyrażenia podobne w treści i formie znajdują się w ustawach i uchwałach sejmowych. Jeżeli tu ktoś coś „legitymizuje”, to Sejm i Senat legitymizują paszkwilanckie słownictwo jako terminologię dokumentów państwowych i normalny język podręczników szkolnych. Na mocy uchwał sejmowych każdy obywatel zobowiązany jest wierzyć, że w PRL „panował nieludzki reżim”, do tego stopnia nieludzki, że czy się stało, czy leżało, dwa tysiące się należało. Pisanie ustaw w języku metafor świadczy o oderwaniu się klasy politycznej od rzeczywistości, o czym także z innych obserwacji wiadomo. Wszechwładnie panująca wielopartyjna „Solidarność” narzuciła całemu narodowi propagandową i paszkwilancką wizję Polski powojennego czterdziestolecia i to plakatowe uproszczenie wzięła sobie za przesłankę swojej polityki, tak wewnętrznej, jak zagranicznej. Ci ludzie, gdy mówią o sprawach politycznych, popadają w jakieś oszołomienie, przestają rozróżniać nazwy dosłowne od hiperboli, a ciągnie ich do tych drugich. To nie jest sprawa małej wagi. Jak się mówi, tak się myśli, a jak się myśli, tak się działa. Ludzie mówiący o ważnych, trudnych, skomplikowanych sprawach narodowych za pomocą metafor są po prostu niebezpieczni, jeśli mają władzę.

Wielopartyjna „Solidarność” każe wierzyć, że była ruchem pokojowym, stroniącym od wszelkiej przemocy, i jednocześnie podnosi niewczesne lamenty, że wskutek Okrągłego Stołu uciekła jej okazja rozprawienia się z „komunistami”, powieszenia generała Jaruzelskiego, pozbawienia nomenklatury środków do życia i co tam jeszcze lęgnie się w ich znieprawionych umysłach. Teraz, gdy ma w swoich rękach władzę rządową i opozycję, stara się nadrobić opóźnienia.
Władza administracyjna w kraju opiera się na legalizmie wyborczym i procedurach mniej więcej demokratycznych. Jednakże to nie zarządzanie pasjonuje ludzi tego obozu. Najwięcej uwagi, pasji i przebiegłości kierują na opanowanie świadomości ludzi, na rządzenie sumieniami; w tym są najbardziej wytrwali i systematyczni. Chcą zresocjalizować społeczeństwo w takim duchu, aby odwartościowało podstawowe funkcje bytu materialnego i postawiło na piedestałach chimery „bohaterszczyzny” i cierpiętnictwa, wlewając do głowy pokojowemu i wolnemu społeczeństwu świadomość czasów wojny i niewoli. Najbardziej chronioną instytucją władzy, mającą najsilniejsze gwarancje finansowania nawet w czasie kryzysu, stojącą poza zasięgiem krytyki mediów elektronicznych – telewizji i radia, jest IPN. To jest oczko w głowie wielopartyjnej „Solidarności”. Cokolwiek ta instytucja zrobi, jest przedstawiane przez telewizje jako spełnienie najwyższego patriotycznego obowiązku, nawet jeśli robi czarną mszę ekshumacji zwłok generała po to, by ubrać je w nowiutki mundur i spodnie i w tym galowym stroju z powrotem z wielką kościelną ceremonią pochować. Gdy patrzę na takie ekscesy, przestaję rozumieć, o co tej władzy solidarnościowej naprawdę chodzi. Jaki jest sens i cel tej reedukacji społeczeństwa? Czy tej wielogłowej Antygonie rozum się pomieszał? Z drugiej strony ta Antygona jest bardzo wyrachowana. Czy pan Juszczenko, osadzony bezprawnie na stanowisku prezydenta Ukrainy m.in. przy polskiej pomocy, nie mógłby znaleźć w kijowskich archiwach jakichś dokumentów dotyczących masowego mordowania Polaków przez UPA? A gdyby je znalazł i – puszczam wodze fantazji – przysłał je do Warszawy, czy IPN chciałby je przyjąć, a gdyby przyjął, czy by je ogłosił? Więc nie można twierdzić, że umysłami Polaków rządzą oszołomy. Oni chcą nas oszołomić, nie wiadomo tylko w jakim celu.
Jak społeczeństwo z takim wyposażeniem umysłów, jakie wmusza jej obecna władza, poradzi sobie z realnymi problemami? Już wyczuwam u wielu ludzi mdłości z powodu tej spleśniałej strawy, jaką się ich karmi. Na to, że władza polityczna się opamięta i pohamuje swoją gorliwość indoktrynacyjną, nie ma widoków. Można liczyć tylko na naturalne odruchy umysłu ludzkiego. „Atoli nie jest możliwe – pisał Spinoza – aby czyjś umysł podlegał bezwzględnie cudzemu prawu; wszak nikt nie może swego prawa naturalnego, czyli swej zdolności do rozumowania wolnego i sądzenia o rzeczach wszelakich przelać na kogoś innego i nie może być do tego zmuszony. Stąd się bierze, że za despotyczny uchodzi rząd, który sięga do umysłów, i że władza najwyższa wydaje się krzywdząca poddanych i przywłaszczająca sobie ich prawo, gdy chce przepisywać każdemu, co ma uznawać za prawdę i co odrzucać jako nieprawdę, i jakimi poglądami jego umysł ma się przejmować… Do tego bowiem każdy ma prawo własne, którego choćby chciał, nikomu odstąpić nie może”. Musiało potrwać, zanim komuniści przekonali się o prawdzie tych słów. Solidarnościowym nauczycielom narodu zajmie to więcej czasu.

Wydanie: 6/2009

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy