Głupota i krótkowzroczność

Lech Wałęsa miotający się po scenie politycznej i zapowiadający swój rychły powrót w charakterze mściciela wszelkich niegodziwości, sędziego nieprawości, stróża porządku politycznego, wykidajły nieudaczników u władzy, a nawet premiera rządu RP zapomina o pewnym żelaznym prawie przyrody. Mówi ono jednoznacznie, że człowiek po utonięciu idzie na dno, czy raczej opada zaś po pewnym czasie wypływa na powierzchnię wody, ale już wtedy nie żyje.

Lech Wałęsa utonął wiele lat temu na własne żądanie, gdyż źle pełnił funkcję WSW RP; na tej samej zasadzie Aleksander Kwaśniewski wygra teraz zapewne kolejne wybory tylko ze względów politycznych, lecz z prostego powodu, iż dobrze sprawuje ten urząd od kilku lat.

Ale nie o tym chcę dzisiaj napisać, jako o sprawie głównej. Ubawiło mnie zdarzenie z kradzieżą rakiet z fabryki zbrojeniowej. Okazuje się, że okradły ją jakieś figlarne dzieciaki. Dużo było spekulacji, kto i po co dokonał zuchwałego rabunku. Nasze wspaniałe służby specjalne nadymały się w zapowiedziach, że tylko patrzeć, jak pokonają groźnego wroga, aż po kilku miesiącach inne dzieciaki znalazły broń rakietowa opodal publicznej drogi, na łące, i zawiadomiły policję. Poczciwe te nasze dzieci. Kto wie, czy nie warto im przekazać i kontrwywiadu, tej wysoce kosztownej dziedziny naszego państwa, pod opiekę. Będzie  szybciej, taniej i bezpieczniej. Szpiegów wyłapią bez jakiejś abolicji.

Ze szpiegami wyszłoby dość śmiesznie, gdyby to, co się stało, nie godziło w ważne interesy naszego państwa.

Myślę o tym, jak to minister Pałubicki vel Pulowerski – jak go określa „Trybuna” we wspaniałej powieści satyrycznej, pisanej przez Magdę Cień – dał się złowić w pułapkę zastawioną przez tych, którym pogorszenie naszych stosunków z Rosją jest potrzebne na dziś i na jutro. Pulowerski uwierzył we własne siły i stanął do otwartej walki z, być może, najlepszym wywiadem świata. Za wynik tej walki zapłaci i już zapłaciła Polska. Jak? Proste.

W Rosji dochodzi do radykalnej zmiany u steru władzy. Putin, prawdopodobny prezydent o wręcz samodzierżawnych, carskich kompetencjach, jest tam porównywany do Aleksandra I Błogosławionego, pogromcy Napoleona. Z nową putinowską ekipą Rosjanie łączą olbrzymie nadzieje na dźwignięcie ich państwa z upadku, w jakim się znalazło po krachu ZSRR. Są w Rosji także ludzie znający dobrze psychikę swego narodu, któremu do konsolidacji, do skupienia się przy cerze-wodzu potrzebny jest znany wróg. Wybrano, a raczej sama się wybrała Polska za sprawą ministra Pałubickiego i jego młodej, zielonej w sztukach wywiadowczych ekipie. Dał się na to złapać premier Buzek, też debiutant w rozszyfrowywaniu gry wywiadów. UOP wskazał groźnych rosyjskich szpiegów, których usunięto. Oni wywalili nam dyplomatów, więc niby 0 do 0. Nieprawda. Tam w Rosji ktoś wygrał. Są tacy, co mają wroga. Polskę, z dawna w Rosji uznawaną za siłę nieprzyjazną.

Dzieje się to wszystko w chwili, gdy tam formuje się nowa ekipa władzy. Z państw Zachodu jadą, jeden po drugim, najważniejsi politycy Unii Europejskiej, USA i NATO by z tą nową ekipą nawiązać kontakty, owocujące w przyszłości nie tylko w sferze potanienia nieodzownych zbrojeń, ale i w zakresie handlu oraz opłacalnego inwestowania kapitału w gigantyczny obszar minerało-ropo-złoto i zbożo-dajny, stanowiący także, gdy podniesie się nieco dobrobyt. ogromny rynek zbytu. Zaczęli pielgrzymkę do Putina pani Albright i Joschka Fischer. On był chyba pierwszy. Teraz właśnie rozmawiał z przyszłym carem, samodzierżawcą, pan Robertson. czołowa postać NATO. Za nimi pójdą inni. Oni wszyscy bowiem dobrze wiedzą, że ten Park Jurajski, jak mówi Polska, jest w tej chwili areną, na której toczy się jedna z najważniejszych gier o przyszłość świata.

Tylko my „piękni dziesięcioletni”, bo tyle lat liczy sobie nasza ponowna suwerenność, wydaliśmy wojnę propagandową nowej ekipie, szykującej się do rządzenia Rosją – a zarazem gramy wygodną dla niektórych rolę koronnego wroga Rosji i Prawosławia. Nic dodać, nic ująć, trzeba się tylko modlić, by nasza suwerenność nie zakończyła się zbyt szybko. Co gorsza, błędy uprawnia nie tylko Pulowerski. Znaczna część naszych mediów jest jawnie antyrosyjska, mimo mędrca Giedroycia, który od kilkudziesięciu lat uczy i przestrzega przed wszelkim antyrusycyzmem, groźnym dla Polski bo dla Zachodu Rosja jest i długo będzie partnerem numer jeden, jak tego dowiodła nasza jałtańska przygoda, z której tylko cudem, jakim był do końca niezrozumiały kaprys Stalina – nie wyszliśmy w wymiarze Księstwa Warszawskiego. Prawie całe nasze media i, co najgorsze, spora część ludzi obecnej władzy nie są w stanie zrozumieć, że tylko nasze dobre stosunki z Rosją są dla Zachodu, dla Unii Europejskiej, jednym z podstawowych elementów kształtowania zaufania do naszego państwa.

Ze strony strategów NATO też słyszymy coraz wyraźnie, że nie mamy automatycznie się otwierającego parasola obronnego w razie konfliktu – w domyśle z Rosją. Musimy mieć własną siłę obronną. Nie zapominajmy także o tym. że nasze ziemie zachodnie mogą, w niesprzyjających okolicznościach stać się przedmiotem kontraktu o odbudowie Księstwa Warszawskiego. Polska w obecnych granicach nie jest Europie Zachodniej nieodzowne potrzebne. Zamiast granicy na Odrze może zaistnieć na nowo, nieco zmodyfikowana, granica z Księstwem Warszawskim, zależnym od nowej, potężnej i bogatej Rosji – dobrego partnera w handlu i oporze wobec sił azjatyckich. Że to mało realne? A czy lawinowy upadek komunizmu wydawał się któremukolwiek z sowietologów tak bliski i realny? Czy realny był powrót sił zwanych postkomunistycznymi do władzy? Czy już po upadku komunizmu mógł ktoś przypuszczać, jaką potęgą stanie się partia komunistyczna w Czechem? Wszystko może się jeszcze zdarzyć. Szczególnie wtedy, gdy głupota i krótkowzroczność prześcigają się w walce o szkodę dla kraju.

17 lutego 2000 r.

Wydanie: 2000 8/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy