O sile bezsilnych

O sile bezsilnych

Rzeczywistość strzela do nas z szybkością karabinu maszynowego. Idąc wieczorem spać, nie wiesz, w jakich nowych warunkach się obudzisz. Pod osłoną nocy wiele może się wydarzyć. Aż strach czytać poranne newsy. Kiedy gazety, a nawet media elektroniczne nie nadążają z przesyłaniem kolejnych komunikatów, ostrzeżeń, gróźb, rozczarowań czy coraz bardziej monotonnych i smutnych wiadomości, trzeba przestać przyglądać się szczegółom i spojrzeć na wszystko z lotu ptaka. Wtedy można dostrzec w tym jakieś zależności i mechanizmy społeczne. W innym przypadku są tylko „Nowe wiadomości”, o których śpiewała grupa Dezerter. Ten utwór i wiele innych z repertuaru klasyków polskiego punk rocka znowu zyskuje świeżość (który to już raz?).

Znowu wojna, znowu groźby
Jakieś skargi, czyjeś prośby
Mnóstwo nowych informacji
O przyjazdach delegacji

Nowe wiadomości
Sytuacja jest napięta
Nie ma już zwykłych ludzi
Są tylko zwierzęta

Degeneracja
Oto co zostało
Było piękne społeczeństwo
Ale wyzdychało

Skończyło się życie
Wszyscy się boją
Jedni chcą uciekać
Ale inni ich gnoją

Narodowa katastrofa
Wywrotowcy i złodzieje
Każdy słucha wiadomości
I nikt nie wie co się dzieje
Szare dni mijają
W ogólnej wrogości
I ty też zdziczejesz
Słuchając wiadomości

Kiedy nie masz wpływu na politykę czy ekonomię, które każdego dnia decydują o twoim życiu, pozostaje sfera kultury, wartości, przemyśleń, rozmów. To wszystko, co stanowi o sferze obywatelskiej i jednocześnie tworzy miękkie podbrzusze każdego systemu. Można próbować tę najżywszą część każdego społeczeństwa również kontrolować. Ale jest ona zbyt różnorodna, płynna i spontaniczna, aby można było ją łatwo zamknąć w klatce biurokratycznych przepisów i rozporządzeń. Stanowi też doskonałą odskocznię od oficjalnego porządku. Co więcej, owo „społeczeństwo alternatywne” rozwija się tym szybciej, im bardziej oficjalna rzeczywistość jest nie do zniesienia. Potencjalne zakazy, nakazy, cenzura, regulacje stanowią tylko paliwo, które napędza rozwój niezależnej sfery publicznej.

Polacy mają to do siebie, że choć zazwyczaj są apatyczni, zamknięci w sobie i niezainteresowani samoorganizacją społeczną czy pomocą wzajemną, to w sytuacjach dokręcania śruby pojawia się u nich pewna przekora. Można powiedzieć, że reprezentują szczególny rodzaj etyki sadomasochistycznej. Najpierw sami doprowadzają do katastrofy. Ale kiedy już ona nadejdzie i zawiśnie nad nimi bat, zaczynają budzić się do życia. I okazują się całkiem niezłymi konspiratorami.

Być może nowe rozdanie polityczne, które niczym walec z turbodoładowaniem rozjeżdża poszczególne elementy dotychczasowego ładu, paradoksalnie spowoduje pewne ożywienie społeczne. Lekcja samoorganizacji i większej solidarności na co dzień bardzo przydałaby się polskiemu społeczeństwu. Choć na razie wszyscy zapadli w zimowy sen, być może nastąpi przebudzenie i rozkwit w formie nowych stowarzyszeń, ruchów społecznych i różnorakich inicjatyw obywatelskich. Jak pokazała nieraz historia, właśnie w warunkach szarej rzeczywistości powstają najlepsze książki, przedstawienia teatralne, odważne filmy, kwitnie kultura, wybuchają nowe manifesty intelektualne i kiełkuje świeże spojrzenie polityczne. Tworzy się pewien ferment umysłowy. A on zawsze wymyka się wszelkim ograniczeniom i zazwyczaj zwiastuje nadejście nowych sił kulturowo-politycznych. Można pozbawić ludzi wpływu na władzę, na siły ekonomii, można nawet odebrać podstawowe prawa i pozbawić ich godności, ale żadna władza nigdy nie była w stanie kontrolować ludzkich myśli, emocji czy uczuć. I to, co siedzi w głowie, stanowi największą siłę ludzi pozornie bezsilnych.

Wydanie: 49/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

  1. Barbara
    Barbara 11 grudnia, 2015, 22:18

    Jest to jakaś pociecha…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy