Piękne słowo – ”wybaczamy”

ZAPISKI POLITYCZNE

Od redakcji: przebywający w szpitalu marszałek Aleksander Małachowski zaproponował wydrukowanie jego wystąpienia na I Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ “Solidarność” Region Mazowsze w dniu 14.06.1981 r. Jak powiedział nasz stały felietonista, wystąpienie to nie odnosi się tylko do sytuacji sprzed 20 lat.


Od wielu miesięcy trwa nasilony, szczególnie mocno w ostatnich dniach, groźny atak na nasz młody, nie okrzepły jeszcze związek, który jest zarazem i obronną tarczą dla umęczonego narodu polskiego, tarczą chroniącą wiele wartości, do których jesteśmy głęboko przywiązani, jak i jest tarczą strzelniczą, w którą gwałtownie i niepohamowanie walą pociski słów (a zdarza się, że są to i pałki), pociski kierowane ze strony tych środowisk, z których wywodzą się sprawcy wielkiej klęski ekonomicznej, moralnej i prawnej, do jakiej zostaliśmy doprowadzeni. Ludzie, co chętnie milczeli, gdy rozbrzmiewały fałszywe fanfary propagandy sukcesu, teraz próbują winę za cofnięcie kraju w rozwoju przerzucić na nasz związek, na fakt jego powstania, na naszą działalność, na wypowiedzi działaczy.
Jest to możliwe m.in. dlatego, że związek nasz, mimo wielu wspaniałych osiągnięć praktycznych, nie dorobił się jeszcze zwartego zestawu pojęć i sformułowań teoretycznych co do swojej istoty oraz co do idei, jakie wszyscy wyznajemy. Dlatego pozwólcie państwo, że postaram się tutaj, możliwie zwięźle, przedstawić zarys przynajmniej kilku zasadniczych ideowych problemów naszego związku.
Pierwsze zatem pytanie, na jakie chciałbym szukać wspólnie z państwem odpowiedzi, brzmi: czego bronimy, w myśl jakich zasad pragniemy działać?
Aby odpowiedzieć sensownie, trzeba wyjaśnić, że nie powstaliśmy z niczego, z czyjejś fantazji lub z jakiejś chorobliwej sytuacji, w jakiej znalazł się nasz kraj. Powstanie naszego związku było nieodzowną koniecznością, narzuconą nam przez nasz rodowód. A jest on europejski. Jesteśmy bowiem uformowani przez europejskie tradycje moralne, polityczne i ustrojowe, zaś w historii naszej wznieśliśmy się zapewne na sam szczyt owej europejskiej kultury politycznej jako państwo, w którym nigdy nie płonęły stosy z czarownicami i innowiercami.
Zasadniczym fundamentem europejskiej cywilizacji politycznej była i jest zawsze, od tysiąca lat, walka z wszelkim despotyzmem. My także w ostatnich czasach dawaliśmy liczne dowody nieugiętej walki z despotyzmem carów i cesarzy. Burzył się potem czynnie nasz naród przeciwko despotyzmowi rządów sanacyjnych i – w Polsce Ludowej już trzy razy – złamaliśmy kark despotyzmowi ugrupowań Bieruta, Gomułki i Gierka.
Jesteśmy natomiast, jako społeczeństwo, chętni zawsze do rozsądnej, samorządnej współpracy z ludźmi gotowymi szanować demokratyczne zasady współistnienia, w ramach jednej społeczności narodowej, różnych ugrupowań ideowych i politycznych.
Każdy, kto przedstawi nam mądry projekt rozwoju ekonomicznego i kulturalnego narodu, może liczyć na lojalną współpracę i poparcie naszego związku. Pamiętać musi jednak o tym, że nie zniesiemy nad sobą despotyzmu i zawsze, do upadłego, będziemy bronić naszej wolności, wolności od lęku o przyszłość własną i naszych dzieci.
Mówi się często: “Solidarność” sięga po władzę. Myślę, że wszyscy zgodzimy się na to, że nigdy nie zamierzaliśmy i nie zamierzamy przejmować w Polsce władzy, natomiast prawdą jest, że będziemy walczyli z całą determinacją o to, aby ci, którzy władzę sprawują, wykonywali ją zgodnie z interesami narodu polskiego i obowiązującym w naszym kraju prawem.
Mówiłem przed chwilą, że tym, co ukształtowało nasze wyobrażenia i zasady współżycia społecznego, jest europejska tradycja moralna, polityczna i ustrojowa. Najcenniejszą cząstką tej tradycji, obok zasad chrześcijańskiego miłosierdzia i walki o wolność, jest gorące umiłowanie prawa. Toteż z taką samą siłą, z jaką zamierzamy walczyć z wszelkim despotyzmem i bronić naszej “wolności od wszelkich lęków”, będziemy bronić obowiązującego prawa, będziemy bronić zasady, że każdy, kto prawo złamał, musi za swój czyn odpowiedzieć przed sądem i otrzymać sprawiedliwy wyrok. Powinniśmy zatem upierać się przy tym, aby ci, co doprowadzili nasz kraj do ruiny gospodarczej, jak i (a może przede wszystkim) ci, którzy spowodowali krwawą rzeź w roku 1970 na Wybrzeżu, czy też bili i torturowali na “ścieżkach zdrowia” swe ofiary w 1976 r. w Radomiu i w innych miastach, aby ci, którzy w ubiegłych latach wystawiali wymiar sprawiedliwości na upadek moralny i pośmiewisko, aby ci, którzy w Bydgoszczy czy w innych miejscowościach dopuścili się przekroczenia obowiązujących zasad traktowania osób aresztowanych bądź zatrzymanych, aby wszyscy, co nadużywali funkcji służbowych bądź społecznych, by się bezprawnie bogacić – aby wszyscy winni, bez względu na zajmowane stanowisko, stanęli przed sądami, które muszą mieć pełną niezawisłość, gdy im przyjdzie orzekać o winie i karze.
Nie jestem jednak mściwy i myślę, że państwo podzielicie moje zdanie, gdy powiem, iż nie zależy nam na tym, by wszyscy ci ludzie, często obecnie już bardzo starzy i nieraz także w jakiś sposób zasłużeni dla naszego kraju, cierpieli teraz na starość więzienne katusze. Kierując się chrześcijańskimi zasadami wybaczania, jesteśmy gotowi prosić najwyższe władze o darowanie kary tym, co okażą skruchę, ale każdy, kto złamał prawo, musi za to odpowiadać przed sądem.
Sprawa ta łączy się bardzo ściśle z wiarygodnością rządu. Myślę, że wyrażę opinię wszystkich zebranych w tej sali, gdy powiem, że każdy rząd, który chce uzyskać zaufanie naszego społeczeństwa i naszego związku, musi postawić przed sądem tych, co dopuścili się ciężkiej zbrodni przeciw naszemu narodowi. Inaczej bowiem budowane przez nas wspaniałe i tragiczne pomniki w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Poznaniu pozostaną pomnikami samobójców, cóż są to bowiem za pomordowani, co do których nie można orzec, kto ich zabił, a my przecież dobrze wiemy, że ludzie ci nie zginęli śmiercią samobójczą.
Nie nalegamy także, aby już dzisiaj, zaraz winni stawali przed wymiarem sprawiedliwości, gdyż sytuacja jest napięta, ale szukanie prawdy o tych przestępstwach musi się zacząć bardzo szybko.


Dokończenie w następnym numerze

Wydanie: 6/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy