Żądajmy wszystkiego

Żądajmy wszystkiego

A może daliśmy sobie wmówić, może się przyzwyczailiśmy, że polityka jest skomplikowana, niezrozumiała, nieuczciwa i agresywna? Może udało się zachęcić miliony do pozostawania w domu, kiedy trzeba iść na wybory i wrzucić kartę z naszym ważnym głosem? Albo z bezradności i poczucia bezsensu – nieważnym? Polityczne stało się epitetem, zarzutem, pretensją. I wówczas do politykę biorą się osoby, które wybierają partykularyzm zamiast dobra wspólnego, lobbystyczny interes zamiast sposobów uniwersalnych, doraźność zamiast rozwiązań perspektywicznych.

Może język polskiej polityczności zamarł w swojej skorupce lęków, wyobrażeń i ignorancji?

A może trzeba mówić najprościej, bo nasze oczekiwania i wymagania da się tak przedstawić? Może wystarczy stanąć twardo przeciw usiłowaniom zmanipulowania naszych politycznych marzeń i postulatów? Kiedy my, najszerzej rozumiana lewica, żądamy poszanowania podstawowych praw (obywatelskich, pracowniczych, człowieka, ludzi chorych, starych, słabych) – oni (wiemy kto, bez słownych gierek tym razem) krzyczą z całą mocą: wy komuniści, czyli wy enkawudziści, czyli wy mordercy, czyli wy niegodni mówienia i oczekiwania czegokolwiek! Bo my naród, bo my katolicy, bo my prawi, bo my bohaterscy (rytuał chwalenia samych siebie i nazywania swoich błahych czynów podniosłymi słowy doprawdy świadczy o ogromie kompleksów). Porzucam wasz język insynuacji i kłamstw.

Może warto, by najprościej wybrzmiały nasze polityczne sny. Są zrozumiałe, bywają porywające, mogą inspirować, miliony je podzielają i czekają, aż zaczną się ziszczać. Chcemy dla wszystkich, którzy tego pragną, tego, co mogliby, powinni móc dostać. Chcemy po prostu spełnienia naszych oczekiwań i wejścia w życie polityczne i państwowe naszych praw.

Chcemy dachu nad głową.

Chcemy zdrowia.

Chcemy opieki.

Chcemy pracy i godziwej za nią zapłaty.

Jeśli nie ma pracy – chcemy godziwych świadczeń, żeby móc żyć jak ludzie.

Chcemy wypełnienia prawa do bezpłatnej edukacji powszechnej. Na każdym szczeblu nauczania.

Chcemy prawa do odpoczynku.

Chcemy prawa do przejrzystości życia publicznego.

Chcemy przywilejów dla najsłabszych kosztem przywilejów dla rządzących. Zamiast rządowych limuzyn na sygnale niech jeździ więcej karetek. Przesiądźcie się do autobusów (jeśli ich jeszcze nie zlikwidowano) i do tramwajów, idźcie pieszo, wsiadajcie na rowery.

Chcemy sprawnych i nieupartyjnionych sądów.

Chcemy instytucji, które rozumieją, że są dla nas, a nie dla jakiegoś państwowego potwora.

Chcemy prawa do dobrej starości.

Chcemy prawa do miłości, takiej jaką sobie wybierzemy.

Chcemy prawa do równego traktowania zawsze i wszędzie.

Chcemy, żeby nie działały instytucje wyjęte spod prawa, stojące nad czy poza prawem, gdyż powołują się na tradycję, bogów i inne tajne powody.

Chcemy być wolni. Kiedy mówimy, myślimy, żądamy, prosimy.

Chcemy móc się przemieszczać.

Chcemy dbać o dobro przyrody i zwierząt.

Chcemy innego powietrza. Chcemy móc oddychać. Chcemy krzyczeć, kiedy chcemy.

Chcemy być bezpieczni bez pozbawiania nas prawa do prywatności, intymności, wolności.

Chcemy, żeby solidarność była pożądana, a egoizm ganiony.

Chcemy prawa do stowarzyszania się i prawa do samotności.

Chcemy kraju wolnego od przemocy wobec inności, od przemocy większości, od okrucieństwa polujących.

Chcemy Polski, która jest częścią globalnej wspólnoty, która nie udaje, że jest samotną, umęczoną przez dzieje i potęgi płaczącą wyspą.

Chcemy Polski uśmiechniętej, pogodnej.

Chcemy się dogadywać, a nie wygrywać bitwy.

Spierać się, a nie kłócić.

Różnić się, a nie upodabniać.

I teraz możemy się zastanawiać jak. Przykładów na świecie dość, złych i dobrych. Działających i atrap. Ale skąd na to wziąć pieniądze???

Zmienić priorytety, przekuć miecze na lemiesze i tablice do nauki. Inaczej się uczyć. Więcej śpiewać i tańczyć. Częściej grać w piłkę, a nie kibicować innym, zawodowym piłkarzom.

Ćwiczyć praktyczne umiejętności – sportowe i rzemieślnicze, artystyczne i wielopokoleniowe.

Nabrać dystansu do mediów i tego, co niesie czarna dziura mediów społecznościowych. Poznawać sąsiadów, tych z domu, ulicy, miasta, wioski i kraju obok. I tych dalszych. Wspierać się. Nie oceniać. Bardziej doceniać. Podawać rękę i ustępować miejsca.

Tworzyć różnorodne formy bycia w rodzinie albo umieć być samemu. Czytać, leniuchować, spacerować. Kultywować odpoczynek.

Nie mieć jednej opowieści o świecie, bo taka nie istnieje.

Znać drzewa i ptaki.

Tęsknić za utopią.

Dokładać do niej swoje kamyczki i gałązki.

Patrzyć, dotykać, wąchać. Nie celować, nie strzelać, nie bić, nie obrzucać wyzwiskami.

Śnić. Żyć. Być.

Bez amen.

Wydanie: 6/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz
Tagi: Lewica, polityka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy