Anarchia silnej ręki

Anarchia silnej ręki

Polskie media jednomyślnie głoszą, że w wyborach prezydenckich na Ukrainie należy głosować na Juszczenkę. Mnie to przekonuje, chciałbym głosować na Juszczenkę, ale jak? Była informacja w prasie, że bandyci napadli na komisję wyborczą i zrabowali karty do głosowania. To daję pewną możliwość. Kupię u Ruskich kartę i pojadę do Rawy Ruskiej głosować. Za łapówkę dopuszczą. Nie będzie to całkiem uczciwe, ale cel uświęca środki.
Wybory odbywają się na Ukrainie, a propaganda wyborcza rozciąga się na Polskę. Czy nie wystarczyłoby nas poinformować, co się dzieje przed wyborami na Ukrainie, objaśnić konflikty, jakie tam mają miejsce, wytłumaczyć, dlaczego 40% Ukraińców chce głosować nie na Juszczenkę, lecz na tego drugiego? Gdzie nie ma się żadnego wpływu na bieg zdarzeń, wystarczy starać się zrozumieć to, co się dzieje, a nie wytężać na próżno wolę, żeby się stało po naszej myśli.
Wszystkim mediom polskim zarzucam jałową postulatywność, pouczanie całych narodów, jak mają postępować, przesadę w ocenach zdarzeń, które od nas nie zależą. Posłuchajcie, jak dyskutują o polityce międzynarodowej nasi komentatorzy telewizyjni i radiowi. Nie analizują, dlaczego Bush, Chirac czy Putin podjęli taką lub inną decyzję. Przekrzykują się w pouczeniach, przeważnie jednomyślnych, jaką powinni podjąć. I nie widzą w tym swojej śmieszności. Rzeczywistość jest wielopłaszczyznowa, zmienna; nie wszystko, ale wiele z tego, co zachodzi, ma złą i dobrą stronę; decyzje są podejmowane w jakimś celu, ale mają również skutki nieprzewidywalne. Człowiek ponoszący odpowiedzialność za skutki swojej decyzji inaczej rozumuje niż zwykły obserwator, trzeba go zrozumieć.
U człowieka pierwotnego spostrzeganie zawsze łączyło się z ocenianiem: co spostrzegał, było dobre albo złe, obiecujące (np. zaspokojenie głodu) lub straszące, przyciągało lub skłaniało do ucieczki. I dziś najprymitywniejsze egzemplarze gatunku ludzkiego tak postrzegają rzeczywistość. W obiektywizmie, w wielostronnym widzeniu trzeba się ćwiczyć. Wymagają tego od siebie naukowcy w obrębie swoich badań. Dyscypliny umysłowej, jaką wyrabiają sobie w laboratorium, nie potrafią oczywiście przenieść na sprawy społeczne, nie wymagajmy rzeczy nadludzkich, ale zauważmy na tym przykładzie, że myślenie spełniające warunek obiektywizmu i wielostronności jest trudniejsze, a więc wyższe niż ocenianie w kategoriach dobra i zła, co każdy głupi potrafi.

***

Dzięki sejmowej Komisji Śledczej poznajemy coraz więcej sekretów naszych służb specjalnych. Nie bardzo są one ciekawe, ale ci, co je „wytworzyli”, jak się mówi w języku tych służb, będą niewątpliwie mieli teraz ciekawsze życie w Wiedniu czy gdzie indziej. Są jeszcze jacyś frajerzy, którzy służą tajnie w polskim wywiadzie? A jeśli służą, to czy są rozróżnialni od agentów obcego wywiadu? Niejaki Jakimiszyn, który był podobno naszym agentem w rosyjskim wywiadzie, a po zdekonspirowaniu w Białej Księdze miał zostać zabity w Rosji za zdradę, zasiadał sobie do niedawna jako ławnik w sądzie rosyjskim, nie polskim, skąd go usunęli, bo jako były agent (rosyjski, nie polski) nie miał do tego prawa. Polski kontrwywiad na razie odkrył jednego rosyjskiego szpiega. Ale jakiego! Szpiega nad szpiegi, wiecznego i nieustającego szpiega. Samego Ałganowa! Gdzie się ów Ałganow nie ruszy, wszędzie nas szpieguje. Emanuje szpiegostwem. Kto mieszkał na tej ulicy co on, jest zamieszany w szpiegostwo. Awansował w rosyjskim biznesie i tam nadal przeciw nam szpieguje. Nie można z nim załatwić żadnej transakcji w sprawie elektryczności ani nafty, tranzytu ani barteru, bo to by sprzyjało rosyjskiemu szpiegostwu. Wystarczy, że telewizyjny gadający manekin wypowie słowo „Ałganow”, a już wszystkie polskie mózgi stają w pozycji czuj duch! Metoda pognębienia przeciwnika partyjnego: popchnąć go w stronę jak najbliżej Ałganowa i już będzie skażony. Co za infantylne towarzystwo opanowało polską „scenę polityczną”. Infantylni są ci, co straszą Ałganowem, i ci, co się tego boją. Dlaczego Aleksander Kwaśniewski nie został jeszcze oskarżony o kontakty z tym Ałganowem, który teraz jest prezydentem Rosji. To jakieś niedopatrzenie.
Dla polskich mediów najwyższym autorytetem od szpiegostwa i służb specjalnych jest od lat poseł Macierewicz. Nie ma się czemu dziwić – ułożył listę tajnych agentów złożoną z samych znakomitości. Nie każdy by to potrafił. Na czele służb specjalnych stawiane są dziwne osobistości. Macierewicz, Pałubicki, inni, w końcu nie mniej od nich dziwny Siemiątkowski. Odkrył, że „nastąpiła restauracja imperium rosyjskiego… Wczoraj tanki, dzisiaj ropa, komisarzy zastąpili dzisiejsi politycy i biznesmeni”. Jak i czym wytłumaczyć ten wyskok Siemiątkowskiego? Prawdopodobnie chciał ubiec swoich prześladowców z sejmowej Komisji Śledczej i przebić ich ałganowszczyznę. Próżny, bezcelowy trud. Szpiegomania i rusofobia to są papierowe maczugi, którymi prawica straszy innych, ale sama się nie da nabrać na ten kawał. Chętnie jednak skorzysta z odkrycia Siemiątkowskiego, gdy będzie jej pasowało rozprawić się z jakimś przedsiębiorcą handlującym z Rosją.

***

W opozycji umacnia się przekonanie, że w Polsce trzeba wprowadzić rządy silnej ręki. Sejmowa Komisja Śledcza antycypuje już te rządy silnej ręki. Polegają one na razie głównie na ujawnianiu tajemnic państwowych. Naród ma okazję zobaczyć, jak będzie silnie rządzony po wyborach i przez kogo. Piłsudski doszedł był do przekonania w swoim czasie, że należy wprowadzić rządy silnej ręki, a różnych Kierników, Putków, Liebermanów, Pragierów i innych wichrzycieli postawić przed sądem. Teraz, gdy nie mamy Piłsudskiego z jego charyzmą i legionistami, rządy silnej ręki chcą wprowadzić dzisiejsze wcielenia Kierników, Putków, Liebermanów, Pragierów. Czekają nas wichrzycielskie rządy silnej ręki.

Wydanie: 46/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy