“Wydarzenia” minus “Fakty”

MEDIA I OKOLICE

Kiedy dwa miesiące temu nazwałem ofertę programową Telewizji Niepokalanów – określanej jako Telewizja Puls – Telewizją Mniejszego Brata (Little Brother), nie miałem zamiaru umniejszać jej znaczenia, a raczej podkreślić związki misji tej nowej stacji z misją zakonu ją koncesjonującego. Chciałem także wierzyć w profesjonalizm ludzi, którzy się w nią zaangażowali – prawicowe zaangażowanie Waldemara Ogińskiego, olimpijski spokój duetu M&M, obiektywizm Bogdana Rymanowskiego. A także, last but not least, w satyryczną sprawność Marcina Wolskiego, twórcy bądź co bądź “Polskiego zoo”.
Chociaż skład załogi nowej oferty telewizyjnej mógł budzić wątpliwości, czy “pampersi” rzeczywiście wyrośli na braciszków, dyskredytowanie z góry ich transformacji byłoby okazywaniem niegodnej niewiary w człowieka. Przecież ojcowie franciszkanie posłuchali ojca chrzestnego stacji, Mariana K. i poparli projekt. Z pewnością są lepszymi znawcami duchowego przemienienia niż ja, co najwyżej znawca mediów, a więc sfery wirtualnej, czyli nierzeczywistej. Powstrzymywałem zatem wewnętrzne zastrzeżenia nawet mimo nader wątpliwych, to say the least, podstaw finansowych oferty, jej nader niejasnych powiązań ze spółkami skarbu państwa, a nade wszystko skrytej kampanii public relations przeciw publicznej i komercjalnej telewizji dla zdobycia większego udziału w telewizyjnym rynku i w reklamowym torcie. Dziwić mogło stosowanie zasady “cel uświęca środki”, ale przecież nie mnie, grzesznemu, oceniać ani świętość celu, ani świeckość używanych środków.
Telewizja Puls ruszyła, jak zapowiadano, z uśmiechem godnym świętego. Transmisja Fryderyków, jako impreza uświęcająca talent Arki Noego, która popularnością dorównuje niezapomnianej “Akademii Pana Kleksa”, była wzruszająca, apolityczna i nieporadna. Poza tym nadaje się sporą liczbę filmów i seriali, a jakże, amerykańskich! Nie są to oczywiście seksowne filmy akcji, ale przecież Hollywood produkuje wszystko, także “Dotyk anioła.” Okazuje się, bez Ameryki ani rusz!
Jednak to, co oferta telewizyjna Plus nadaje w paśmie największej oglądalności, czyli wieczorem po “Wiadomościach”, skłania do zadania pytania ze znanego dowcipu: “Czy warto było tę żabę jeść?” O satyrycznym programiku “Gumitycy”, tak szeroko reklamowanym w mediach drukowanych, profesjonalni recenzenci napisali już tyle złośliwości, że należy tylko zawołać: “Wolski, kończ Waść, wstydu sobie oszczędź”. Przyznam nawet, że w głębi duszy nie wierzę, aby teksty pisał ten tak sprawny satyryk, chyba, że rzucił się na niego cień Magdy Cień, autorki politycznego tasiemca “Pierwsza Dekada”, też parodii satyryczno-politycznej, tyle że nacelowanej inaczej. Wszyscy politycy w “Gumitykach” mają być śmieszni, ale politycy SLD z Leszkiem Millerem na czele – śmieszniejsi.
Waldermar Ogiński, po którym się spodziewałem, że będzie polskim odpowiednikiem amerykańskich gromowładnych komentatorów, okazał się telewizyjnym niewypałem, a Mann z Materną zanudzają widownię na śmierć.
Pozostaje zatem telewidzom okręt flagowy – późnowieczorny dziennik “Wydarzenia”. Zapowiedzi stacji głosiły, że będą to wydarzenia poważne, wyważone, obiektywne oraz takie, które inne media przemilczają. Red. Rymanowski obiecywał informacje bez tabu, bez cenzury, dające pełny obraz rzeczywistości. I spełnia swe obietnice, tyle że częściowo. Jako prezenter Bogdan Rymanowski wygląda, jakby wykorzystał ubranko od bierzmowania; jest poważnie uśmiechnięty, stonowany, wyciszony. “Wydarzenia”, to trzeba uznać im za plus, częściej niż w innych stacjach pokazują szerszy świat, a nie tylko polski grajdołek. Jednak, na tle właśnie owej światowej panoramy, tym bardziej rzucają się w oczy pominięcia i przemilczenia. 16 kwietnia rozpoczął się w Brukseli proces czterech osób oskarżonych o aktywny udział w ludobójstwie w Rwandzie w 1994 r. Zginęło wówczas pół miliona Tutsi oraz umiarkowanych Hutu. O procesie informowały tego dnia media radiowe i telewizyjne, z wyjątkiem… “Wydarzeń”. I nie bez przyczyny. Jak donosił z Brukseli korespondent “Rzeczpospolitej”: “Proces może okazać się niewygodny dla Kościoła katolickiego, którego rola podczas aktów ludobójstwa nie została całkowicie wyjaśniona. Na ławie oskarżonych zasiądą dwie siostry (zakonne) oskarżone o wydanie prawie 7 tys. Tutsi, którzy schronili się w klasztorze w Sovu. Opat klasztoru (chyba przeorysza?, przypis TGK), siostra Gertruda, miała nawet dostarczyć mordercom benzynę dla podpalenia zabudowań, w których żywcem spłonęło kilkaset osób. Według aktu oskarżenia, zwierzchnicy kościelni mieli wywierać presję na obie zakonnice, aby wycofały wyjaśnienia, w których przyznały się do winy”.
Oczywiście, wina zakonnic nie jest przesądzona. Sprowadzono już do Belgii 171 świadków, proces ma być jawny. Pisał o tym “Przegląd” w ubiegłym tygodniu. Jednak przemilczenie rozpoczęcia tego procesu jest kamieniem probierczym reguł konstruowania “Wydarzeń”. Odwrotnie niż w sławnym haśle radia Głosu Ameryki: “Dobre czy złe, ale zawsze prawdziwe”, “Wydarzenia” przyjęły zasadę doboru wiadomości dobrych, dla przyjętej linii programowej. Jeśli zatem fakty jej przeczą, tym gorzej dla faktów.
Ponad roczna kampania propagandowa mająca wylansować i zakorzenić telewizję prawicowo-katolicką nie zaowocowała więc niczym szczególnym. A przecież Pismo Św. powiada: “Po owocach ich, poznacie ich”. Jak dotąd, za ciężkie pieniądze spółek skarbu państwa mamy tylko gruszki na wierzbie. A właściwie – tubę, czy wręcz tubkę propagandową.
Czysto propagandowy wydźwięk mają często wypowiedzi gości Krzysztofa Skowrońskiego, choć on sam zachowuje olimpijski spokój. Np. Bogusław Wolniewicz stwierdza, że prezydent RP nie jest reprezentantem narodu polskiego, a jedynie państwa polskiego, więc nie może się wypowiadać w imieniu Polaków. Jeśli nie on, to kto? A może jesteśmy narodem bez reprezentacji? Wspomniany rozmówca krytykuje, jak Moskal, Jana Nowaka-Jeziorańskiego w sprawie Jedwabnego, twierdząc, że problemu “Nie można odfajkowywać przeprosinami”. Cóż, lepiej “Ręce myć, suknie prać, nie będzie znać”. W zamian Wolniewicz Żydom obiecuje… naszą pamięć! Choć to i tak lepsze, niż amnezja, na jaką od lat cierpi w sprawie zniknięcia Żydów Tomasz Strzembosz.
Dobrze, że prof. Wolniewicz chce pamiętać, tylko o czym i o kim, tego dokładnie nie powiedział. Zaś diabeł, jak to mówią, o czym informuję ofertę telewizyjną Puls, kryje się w szczegółach. Np. w ustaleniu faktu, czy siostra Maria Kizito przekazywała kanistry z benzyną dla spalenia tysięcy Tutsi, czy nie. Na razie tylko niezbitym faktem pozostaje autodafe w Butare. Afrykańskie Jedwabne. A może Jedwabne jest polskim Butare? Busz po polsku?

Wydanie: 18/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy